– 19 listopada – tak jak dziennikarze wczoraj spekulowali – to byłby taki termin najszybszy z możliwych. Pytanie jest, w jakim zakresie pan premier jest już przygotowany do tego ważnego wystąpienia politycznego, bo z tego, co wiem, ma być to exposé na cztery lata, nie tylko na jeden rok – powiedział Paruch.
Według niego najpóźniejszy termin przypadałby tydzień później. – Bo trudno zwoływać Sejm, żeby zatwierdzał rząd w piątek. Proszę pamiętać, że chodzi o dyscyplinę klubową, potrzebnych jest 231 posłów, którzy przyjadą i zagłosują – zaznaczył.
Zgodnie z przepisami dotychczasowy premier składa dymisję rządu w czasie pierwszego posiedzenia Sejmu nowej kadencji – pierwsze posiedzenie Sejmu IX kadencji odbędzie się we wtorek 12 listopada. Następnie prezydent desygnuje premiera, który proponuje skład Rady Ministrów. Prezydent powołuje szefa rządu wraz z pozostałymi członkami Rady Ministrów w ciągu 14 dni od dnia pierwszego posiedzenia Sejmu.
Od dnia powołania rządu premier ma dwa tygodnie, by przedstawić Sejmowi program działania Rady Ministrów z wnioskiem o udzielenie jej wotum zaufania. Wotum zaufania Sejm uchwala bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.
Na pytanie o umowę koalicyjną Zjednoczonej Prawicy – PiS, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro i Porozumienia Jarosława Gowina, prof. Paruch odpowiedział, że z tego, co wie, taka umowa ma być zawarta do exposé premiera. Zapytany, czy dopóki nie ma umowy koalicyjnej, ta „układanka” rządowa mogłaby się jeszcze zmieni, odpowiedział, że „dopóki tej umowy nie ma, oczywiście taki scenariusz jest możliwy”.
Z kolei na pytanie, czy oznacza to, że któryś z koalicjantów „może dostać coś więcej lub mniej”, prof. Paruch powiedział, że według niego bardziej dotyczy to zadań przypisanych do poszczególnych resortów. – Nie redukowałbym tego do personaliów – dodał.
W piątek wieczorem premier Morawiecki przedstawił kandydatów na ministrów swojego nowego rządu. Nie zostało podane jeszcze nazwisko przyszłego ministra sportu. W nowym gabinecie powstaną następujące resorty: nadzoru właścicielskiego – ma nim kierować wicepremier Jacek Sasin; klimatu – obejmie go Michał Kurtyka; i zarządzania funduszami, którego szefową ma być Małgorzata Jarosińska-Jedynak.
Pytany, czy powołanie resortu nadzoru właścicielskiego oznacza, że PiS, który zlikwidował Ministerstwo Skarbu Państwa, przyznaje się tu do błędu i teraz powstanie ministerstwo, które ma pilnować, żeby żaden koalicjant „nie urósł” ponad miarę, jeśli chodzi o spółki SP, Paruch odpowiedział, że autorzy programu PiS na wybory 2015 r. przewidywali „zasadniczą zmianę w zarządzaniu spółkami Skarbu Państwa”.
Według Parucha zostało to zrealizowane „w pewnym sensie do połowy”, bo po likwidacji MSP „nie zamknięto procesu budowy holdingu, czyli takiej struktury, która by niejako koordynowała czy zarządzała tymi spółkami”. Szef CAS stwierdził, że teraz trzeba dokończyć tę reformę i „na nowo spiąć zarządzania nad tymi spółkami”.
– Jest testowany teraz ten pomysł na ministerstwo tzw. zasobów narodowych, którego kompetencje będą trochę inne niż tradycyjnego ministerstwa skarbu, bo w tradycji III RP ministerstwo skarbu i ministrowie zajmowali się przygotowaniem spółek SP do ich sprzedaży. PiS fundamentalnie tego procesu nie prowadzi. Tu celem jest uporządkowanie sytuacji w spółkach SP, podnoszenie zdolności zarządczej w tych spółkach i ich profesjonalizacji – powiedział.
Zapytany, czy koalicjanci PiS, czyli Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin, utrzymają „stan posiadania w spółkach SP”, odparł, że „to będą decyzje pana wicepremiera Jacka Sasina jako władzy nadzorczej oraz rad nadzorczych poszczególnych spółek”.
Z kolei na pytanie o nieobsadzony jeszcze resort sportu Paruch odpowiedział, że rozmowy w tej kwestii będą nadal prowadzone. – Rząd jest rządem Zjednoczonej Prawicy i to kwestia porozumienia między małymi koalicjantami a Prawem i Sprawiedliwością. Poczekajmy kilka dni, na pewno ta kwestia zostanie wyjaśniona – dodał. Na pytanie, czy może jest to „jakaś forma kuszenia kogoś z opozycji” i czy resort może trafić do któregoś z senatorów, którzy zdobyli mandat jako kandydaci opozycji, Paruch odparł, że „nie jest to wykluczone. PiS będzie poszukiwało rozwiązania w Senacie”.
Dodał, że resort sportu „to jest ministerstwo wizerunkowo bardzo istotne, może nie o wielkim budżecie, bo jak porównamy to ministerstwo z budżetem Ministerstwa Obrony Narodowej, to jest to trochę porównanie muchy ze słoniem”. Paruch zaznaczył jednak, że pytanie nie jest do niego, bo on tych rozmów nie prowadzi.

