logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Bez rewolucji w rządzie

Niedziela, 10 listopada 2019 (22:05)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy jest coś, co zaskoczyło Pana Profesora w składzie nowego rządu premiera Mateusza Morawieckiego?

Mało jest zmian w sensie odmłodzenia, odświeżenia składu rządu, które by zaskakiwały. Być może jest to spowodowane chęcią uspokojenia sytuacji, niewchodzenia w ostry konflikt polityczny – przynajmniej do wyborów prezydenckich. Wiemy, że te wybory to w tej chwili priorytet dla rządu Prawa i Sprawiedliwości, które chce te wybory wygrać, bo wiadomo, jak wiele od tego zależy, jeśli chodzi o sprawowanie władzy i wdrażanie kolejnych reform państwa. I to, czyli niewiele zmian, jest chyba największym zaskoczeniem, jeśli chodzi o nowy rząd, bo to, że powstanie nowe superministerstwo, które będzie nadzorowało spółki Skarbu Państwa, to o tym wiedzieliśmy już wcześniej. Oczywiście, jest to bardzo istotna rzecz, natomiast reszta jest pewną kontynuacją. Wydaje się, że w pewnych sferach były oczekiwane zmiany, nowe twarze, nowa dynamika i nowe otwarcie – także w odpowiedzi na zmiany na gruncie sejmowym, gdzie pojawiły się nowe siły polityczne, jak Konfederacja czy Lewica, a co za tym idzie: pojawiły się także potrzeby bardziej ostrego kursu konserwatywnego. Póki co zewnętrznie wygląda, że kierownictwo PiS zmierza w kierunku stabilizacji nakierowanej na to, aby maksymalnie pomóc w kampanii wyborczej ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi Andrzejowi Dudzie.          

Zmian w nowej Radzie Ministrów może nie ma dużo, za to są znaczące, bo w drużynie premiera Morawieckiego zabrakło ministra Kwiecińskiego. Jak tłumaczyć nieobecność tej znaczącej postaci w poprzednim rządzie?

Rzeczywiście, są pewne zmiany i – jak wiemy – ministra Jerzego Kwiecińskiego zastąpi Tadeusz Kościński, który wcześniej był m.in. wiceministrem finansów oraz wiceministrem przedsiębiorczości. Trudno powiedzieć, bo nie znamy kulis, ale być może jest jakiś inny scenariusz i minister Kwieciński będzie kontynuował swoją misję w jakimś innym obszarze... Zmiany, o których słyszymy, nie są na tyle istotne w sensie merytorycznym, czysto gospodarczym – jeśli w tych kategoriach to rozpatrujemy. Natomiast w kategoriach politycznych są pewne obszary czy przestrzenie bardzo istotne, jak nauka czy kultura, i tutaj bardzo wyrazistych polityków, zaprawionych w bojach, niestety aż tak dużo nie ma. Dlatego – w jakimś sensie – jest to rząd kontynuacji, szczególnie dla przeciętnego odbiorcy niekoniecznie śledzącego na bieżąco wydarzenia na polskiej scenie politycznej.  

Jaka będzie rola wicepremiera Jacka Sasina, w nowym rozdaniu ministra ds. nadzoru właścicielskiego, który będzie nadzorował spółki Skarbu Państwa?

Mamy nowy resort, który zajmie się nadzorem nad spółkami Skarbu Państwa. Wydaje się, że prezes Jarosław Kaczyński zdiagnozował, że przyporządkowanie różnym ministrom spółek Skarbu Państwa i pewne gry personalne i polityczno-personalne, które temu siłą rzeczy towarzyszyły, należy uporządkować. Po pierwsze PiS chciał mieć nad tym kontrolę i nie chciał pozwolić, żeby odpowiedzialność się rozmywała czy była rozproszona. Po drugie w sensie strategicznych inwestycji jednolita współpraca spółek Skarbu Państwa jest konieczna, i to wydaje się logiczne. A zatem skupienie nadzoru i kontroli tych spółek w rękach jednej osoby wydaje się uzasadnione, aby ograniczyć wszelkie niekoniecznie dobre gry, które się toczyły, a ponadto jeśli te spółki mają się angażować w różne przedsięwzięcia ważne z punktu widzenia strategii państwa. Dlatego skupienie nadzoru nad spółkami Skarbu Państwa pod jednym kierownictwem jest logiczne.         

Czym tłumaczyć podział wewnątrz resortu spraw zagranicznych i niejako wydzielenie pewnego obszaru, stworzenie specjalnej komórki dla min. Konrada Szymańskiego, który będzie odpowiedzialny za kontakty z krajami europejskimi?

Z pewnością min. Konrad Szymański to ekspert, który doskonale zna relacje w Unii Europejskiej – był jednym z najaktywniejszych europosłów i ma odpowiednie rozeznanie w różnych brukselskich układankach. Jest to ważne, zważywszy że relacje z Unią Europejską są fundamentalne, jeśli bierzemy pod uwagę przyszłość naszego państwa, bo to w tym właśnie obszarze rozstrzygają się główne batalie. Min. Jacek Czaputowicz jest politykiem definiowanym jako mało konfliktowy w całej przestrzeni liberalnej w Polsce, a zarazem w ten sam sposób odczytywany na zewnątrz, natomiast premier Morawiecki i kierownictwo PiS chciało mieć sprawy europejskie – zwłaszcza w obliczu ataków na Polskę, które ze strony Komisji Europejskiej, nie łudźmy się, wciąż będą – pod szczególnym nadzorem i wydaje się, że Konrad Szymański się do tego dobrze nadaje.

Z kolei opozycja uważa, że minister Jacek Czaputowicz nie bardzo daje sobie radę i minister Konrad Szymański przychodzi mu niejako w sukurs, odbierając przy tym część kompetencji szefa dyplomacji…       

Być może jest w tym trochę racji – w tym znaczeniu, że minister Jacek Czaputowicz nie jest politykiem w sensie ścisłym. Nie jest przy tym wyrazisty i w bojach, a przypomnę, że główna rozgrywka toczyła się z Brukselą i z państwami Unii Europejskiej. Minister Czaputowicz nie podejmował jakichś ważnych gier w tym obszarze, a raczej czynił to premier Mateusz Morawiecki. Zresztą Ministerstwo Spraw Zagranicznych we współczesnych relacjach unijnych ma mniejsze znaczenie, bo to premier odgrywa główną rolę podczas posiedzeń Rady Europejskiej, natomiast ministrowie spraw zagranicznych zbierają się na Radach Unii Europejskiej. Dlatego nominacja dla Konrada Szymańskiego jest uzasadniona, bo wiadomo, że jest to polityk bezpośrednio związany z premierem Morawieckim. Zresztą polityka zagraniczna obejmuje szereg różnych obszarów czy kwestii w wymiarze ogólnoświatowym, nad czym pieczę będzie miał Jacek Czaputowicz. Nie wiem jednak, czy pozostawienie Jacka Czaputowicza na stanowisku szefa polskiej dyplomacji – podobnie jak kilku innych ministrów – nie jest tylko do czasu wyborów prezydenckich. Zwracam uwagę, że Andrzej Duda, aby wygrać wybory i pozostać prezydentem na drugą kadencję, będzie musiał pozyskać także część liberalnego elektoratu. Jednak czy to się nie zmieni i czy w przyszłości Konrad Szymański nie obejmie sterów polskiej dyplomacji – tego na razie nie wiemy. Jeśli mówimy o konstrukcji tego rządu, to osobiście widziałby tu jednak pewien okres przejściowy.

Na swoim stanowisku pozostał minister Łukasz Szumowski. 

Potrafił w jakimś wymiarze zarządzać konfliktami, jakie się pojawiały. Zresztą w ochronie zdrowia takich – można rzec – niekończących się konfliktów i problemów do rozwiązania zawsze jest sporo. Nie jest tak, że mamy zbyt wielu specjalistów, którzy garnęliby się na fotel ministra zdrowia, aby te problemy rozwiązać. Dlatego zmiana ministra i próba jakichś radykalnych ruchów w tej dziedzinie, i to w perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich, byłaby działaniem zbyt impulsywnym i widać PiS tego nie chce – zwłaszcza że zdrowie jest bardzo czułym punktem i wszelkie radykalne ruchy, które mogłyby kreować nowe ogniska zapalne, byłyby czymś niepotrzebnym. Minister Łukasz Szumowski jest zatem jednym z symboli kontynuacji i przeczekania w spokoju do bardzo ważnych dla Polski i dla Zjednoczonej Prawicy wyborów prezydenckich. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby prezydentem został ktoś z obozu liberalnego – już wiemy, że nie będzie nim Donald Tusk, ale tak czy inaczej jaką mielibyśmy zwariowaną sytuację konfrontacji rządu PiS z prezydentem. I realizacji takiego scenariusza nikt nie chce – zwłaszcza że kadencja przyszłego prezydenta będzie się „wbijać”, i to aż dwa lata, w kadencję nie tylko tego, ale także następnego Parlamentu i rządu. Są to zatem najbardziej fundamentalne kwestie i w tym względzie nie zrobiono nic takiego, co byłoby rewolucją personalną – nawet biorąc pod uwagę awans Konrada Szymańskiego, który od dawna był bardzo aktywny w sprawach europejskich jako europoseł czy wiceminister spraw zagranicznych. Jeśli zaś chodzi o pozostałe obszary, to mamy pewną stabilizację i wyciszanie wszystkiego, co mogłoby spowodować niepotrzebny wstrząs.

Dziękuję za rozmowę.       

      

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl