Czy Sojusz Północnoatlantycki jest martwy – jak twierdzi prezydent Emmanuel Macron w wywiadzie dla brytyjskiego „The Economist”?
– Na całe szczęście to nie prezydent Macron decyduje o przyszłości Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tutaj główną rolę odgrywają Stany Zjednoczone oraz inni sojusznicy, w tym oczywiście Polska. Niestety w przypadku Emmanuela Macrona przeważa chęć zaistnienia, jednak nie zawsze w celny sposób – taki, który w sposób rzeczowy diagnozowałby sytuację. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach, obserwując mocarstwowe zapędy Rosji, nie ma dzisiaj wątpliwości co do tego, że NATO jest potrzebne. NATO to jest jedyny realny sojusz obronny, który trwa od wielu lat i ma się dobrze. O słuszności tych słów świadczy fakt, że od zakończenia II wojny światowej nie mieliśmy na terenie Europy żadnego poważnego konfliktu zbrojnego – poza kryzysem bałkańskim. To wszystko stało się możliwe dzięki temu, że mamy obecne w Europie wojska amerykańskie i Sojusz Północnoatlantycki.
O co zatem może chodzić prezydentowi Francji, który mówi o śmierci mózgu NATO i neguje art. 5, na którym opiera się Sojusz Północnoatlantycki?
– Przed rokiem Emmanuel Macron powiedział, że Europie potrzebna jest – jako alternatywa dla NATO – własna armia, zdolna obronić Stary Kontynent zarówno przed Rosją i Chinami, jak również przed Stanami Zjednoczonymi. Nic zatem dziwnego, że z takiego postawienia sprawy zadowolenie wyraził publicznie prezydent Putin. Dzisiaj mamy kontynuację tej retoryki, a słowa francuskiego prezydenta o śmierci mózgu NATO skrytykowała nawet kanclerz Angela Merkel, co tylko może świadczyć o pewnej politycznej niedojrzałości prezydenta Emmanuela Macrona. Wyrażanie tego typu opinii bez konsultacji z sojusznikami nie tyle podważa sens istnienia NATO, co raczej jest wyrazem braku odpowiedzialności głowy państwa francuskiego.
Czy słowa Macrona mają pokrycie w faktach?
– Absolutnie nie, w końcu to Stany Zjednoczone płacą najwyższe składki na obronność, a prezydent Donald Trump wymaga, co jest zrozumiałe, większej solidarności od wszystkich członków NATO.
Jak należy oceniać pozycję Francji w Europie?
– Niewątpliwie Francja jest jednym z krajów odpowiedzialnych za kryzys imigracyjny. Trudno też mienić się przywódcą Europy, skoro nie potrafi się rozwiązać wewnętrznych problemów we własnym kraju. Kwestie ekonomiczne i trwający cały czas protest „żółtych kamizelek” pokazują, że w samej Francji są olbrzymie problemy, również w jakimś sensie problemy z demokracją, bo to, w jaki sposób od wielu miesięcy są tłumione protesty społeczne na ulicach Paryża czy innych miast, tylko dowodzi, że dialog społeczny we Francji jest fikcją. Wobec tego prezydent Macron próbuje stosować sprawdzoną metodę odwracania uwagi od wewnętrznych problemów, budując most odniesienia do spraw międzynarodowych, wskazując na domniemane, rzekome problemy na arenie międzynarodowej. Tymczasem tych problemów, o których mówi prezydent Macron, nie ma. Jeżeli chodzi o Sojusz Północnoatlantycki, to takich problemów nie ma. Oczywiście można się zastanawiać, czy NATO nie powinno być jeszcze bardziej aktywne, że być może potrzebne są jakieś reformy, które pozwoliłyby, żeby ten pakt jeszcze bardziej mógł sprostać wyzwaniom czasu, co jednak nie zmienia faktu, że jest to jedna z tych organizacji, które świetnie się sprawdzają, co jest niezwykle potrzebne.
Czy zachowanie Macrona to próba podważenia pozycji Stanów Zjednoczonych w NATO?
– Uważam, że słowa Macrona nie są żadnym zagrożeniem, zresztą takie sformułowania, podważające różne pakty międzynarodowe, ze strony Francji pojawiają się od wielu lat. Znane są przecież próby podszczypywania Stanów Zjednoczonych – sojusznika zza oceanu. Co by nie powiedzieć, Francja zawsze miała kompleks mocarstwowości, ale są to przecież czasy dawno minione. Natomiast jedno jest pewne, że bez międzynarodowej współpracy, bez solidarności i dialogu nie jesteśmy w stanie zapewnić europejskiego bezpieczeństwa. Tym bardziej tego rodzaju wyskoki jak ten w wykonaniu Emmanuela Macrona są zupełnie niepotrzebne, ale też na dłuższą metę nie są w stanie Sojuszowi Północnoatlantyckiemu zaszkodzić.
Emmanuel Macron skręca w kierunku Moskwy? Już we wrześniu br. francuski dziennik „Le Monde” informował o zwrocie prezydenta Francji w kierunku Rosji, a kilka dni temu sam Macron sugerował, że Europa powinna prowadzić własną, niezależną od Waszyngtonu politykę wobec Moskwy…
– I tutaj dotykamy kwestii jakże ważnej – mianowicie solidaryzmu europejskiego. Okazuje się, że nie wszyscy przywódcy – nawet wiodących państw Unii Europejskiej – rozumieją, jak wielkie jest zagrożenie płynące ze strony Moskwy – państwa niedemokratycznego, a de facto dyktatorskiego. Putin właściwie robi, co chce, mając za nic prawo i opinię międzynarodową, a przy tym nie napotykając większego oporu ze strony takich państw jak Niemcy czy Francja. Zresztą prorosyjskie sympatie, których sygnały płyną z Paryża, już od dawna były widoczne. Ale jest to pochodna olbrzymich interesów – tak jak to ma miejsce w przypadku Niemiec, które realizują swoją własną politykę, czerpiąc z tego pokaźne zyski. Przykładem są chociażby inwestycje Nord Stream 1 czy Nord Stream 2, które ze względu na uwarunkowania związane z bezpieczeństwem energetycznym Europy są poważnym zagrożeniem, a mimo to przebiegają bez większych zakłóceń. Podobnie zresztą jest w przypadku Francji. Czyli można powiedzieć, że tam, gdzie w grę wchodzą interesy ekonomiczne Francji czy Niemiec, państwa te zapominają o europejskiej solidarności.
Dziękuję za rozmowę.

