Za nami exposé premiera Mateusza Morawieckiego. Jak Pan je ocenia?
– Po raz pierwszy od czterech lat miałem okazję wysłuchać exposé premiera i w ogóle wystąpień posłów z galerii sejmowej, a więc z pewnym dystansem. Co więcej, na żywo wysłuchałem już trzeciego exposé polskiego premiera. To wystąpienie premiera potwierdza, że Mateusz Morawiecki ma problemy, kiedy mówi z kartki. Kartka niejako go ogranicza, kartka spłaszcza mu pozytywne emocje, wreszcie kartka odbiera mu argumenty.
Małgorzata Kidawa-Błońska – jak pamiętamy z ostatniej kampanii – nerwowo szuka kartki, pytając: „gdzie jest program”, natomiast premierowi kartka przeszkadza…
– Dokładnie. Jedni bez kartki nie istnieją, innym kartka odbiera atuty, ale tak to już jest. Dlatego autentycznego premiera Morawieckiego, będącego w swoim żywiole, widziałem dopiero wieczorem, kiedy wprost – już bez kartki – odnosił się do pytań posłów, kiedy odpierał zarzuty opozycji i po kolei – z głowy – punktował tezy stawiane przez przeciwników politycznych Zjednoczonej Prawicy. Potwierdza się zatem to, że premier Morawiecki jest bardzo dobrym mówcą, kiedy nie mówi z kartki. Czytanie czy też mówienie przy pomocy kartki nie wychodzi mu najlepiej i wtedy gdzieś ta siła argumentów umyka.
Jakie to było exposé?
– Powiedziałbym nawet, że było bardzo merytoryczne, choć nie z wszystkim, co zostało powiedziane z mównicy sejmowej się zgadzam, nie wszystko zachwyca, ale bez wątpienia każdy mógł znaleźć tam coś ciekawego dla siebie. Bez wątpienia premier pokazał, że kierunek rządu będzie oparty na społecznej gospodarce rynkowej, a nie na zimnym, friedmanowskim liberalizmie amerykańskim. Usłyszeliśmy, że bez wątpienia ważny będzie człowiek, solidarność społeczna, wartości i rodzina, a nie cyfry, słupki, rynek czy pieniądze. Innymi słowy, premier Morawiecki pokazał, że jego rząd będzie działał w ramach i oparciu o społeczną gospodarkę rynkową, i to jest bardzo ważny komunikat wysłany do Polaków, ale też na zewnątrz. Ważne było to, że na pierwszym miejscu, a więc jako priorytet, rząd stawia rodzinę jako wartość, jako źródło rozwoju i fundament stabilizacji i funkcjonowania państwa polskiego.
Premier podkreślił też kwestię ekologii w kontekście walki z plastikiem.
– W poprzedniej kadencji Sejmu jako szef sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej wiele uwagi poświęciłem kwestii gospodarki w tzw. obiegu zamkniętym i sprawom wprowadzenia systemu kaucyjnego, a więc opakowań zwrotnych. Chodzi o to, że musimy skończyć z praktyką polegającą na tym, że konsument płaci za wszystko. Producent wypuszcza na rynek swoje produkty, jak chociażby napoje, i dalej nie obchodzi go, co dzieje się z opakowaniem. Wszystko spada na konsumenta, który kupuje, zużywa wodę czy napój, wyrzuca opakowanie i płaci horrendalne stawki za śmieci. To, że mamy poważne problemy ze śmieciami, to jest w dużej mierze związane ze zużytymi opakowaniami, takimi jak puszki, butelki plastikowe czy szklane. Dlatego powinniśmy powrócić do dawnego systemu kaucyjnego, co – po pierwsze – zaoszczędzi pieniądze konsumentów, po drugie – zmniejszy ilość śmieci, których przybywa i z którymi nie bardzo wiadomo, co robić. Obok cen energii śmieci są dzisiaj jednym z kluczowych problemów życia codziennego Polaków. I stawki pójdą do góry, bo na dzisiaj nie mamy zbudowanego rynku opakowań wtórnych.
Może warto było o tym pomyśleć wcześniej?
– Zgadza się, ale tego nie zrobiono. Takie też były trendy na całym świecie, jeśli chodzi o wprowadzanie opakowań plastikowych. Cały ciężar zrzucono nie na producenta, tylko na konsumenta. Dlatego cieszy mnie to, że – jak usłyszeliśmy – ma być wprowadzona zasada rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Zasada jest prosta – ten, kto brudzi, ten sprząta, ten, kto wprowadza na rynek opakowania, musi je potem posprzątać. I to jest duży plus exposé premiera Mateusza Morawieckiego, bo to pokazuje, że zaczynamy dbać o siebie i szanować nasze otoczenie. W ramach wspomnianej rozszerzonej odpowiedzialności producenta państwo polskie w dobrze pojętym interesie obywateli nie powinno się zgadzać na wprowadzanie na rynek czegoś, co nie nadaje się do recyklingu. Jak wiadomo, nie wszystko, co jest papierem, nadaje się do recyklingu, podobnie jest z plastikiem, i to jest bardzo istotne spostrzeżenie. Jeśli zatem chcemy pomóc obywatelom, to musimy ograniczyć wprowadzanie na rynek – kolokwialnie rzecz ujmując – śmieci. Tak jak z azbestem, którego nikt już dzisiaj nie kładzie na dachy i nikt też nie produkuje, bo nie ma na to przyzwolenia.
To, co mi się też podobało w wystąpieniu premiera, to w kontekście bezpieczeństwa na drogach deklaracja wprowadzenia zmian w sprawie przejść dla pieszych. Chodzi o to, że pieszy ma mieć pierwszeństwo, co jest też niejako nawiązaniem do kazusu Najsztuba. To, co również zasługuje na uwagę, to także mowa o zrównoważonym budżecie, bo było to w jakimś sensie nawiązanie do postulatów Kukiz’15, które w poprzedniej kadencji poruszaliśmy.
Czy to pójście PiS szerokim frontem i otwarcie się nie tylko na stały, prawicowy elektorat, ale także szukanie poparcia w elektoracie centrowym, jest pewnym przygotowaniem gruntu pod kampanię i wybory prezydenckie?
– Dokładnie. Temu też służyło częste nawiązywanie premiera Morawieckiego do działań prezydenta Andrzeja Dudy i podkreślanie, że dzięki dobrej współpracy rządu z prezydentem udało się wiele zrobić. I to były zwroty stanowiące spójną całość, które budowały retorykę czekającej nas wkrótce kampanii prezydenckiej. To jest w mojej ocenie mądre przejście do zasady działania drużynowego.
W exposé był nacisk – jak Pan wcześniej zauważył – na wsparcie polskich rodzin, np. dodatkowe ulgi dla rodzin, gdzie wychowuje się co najmniej troje dzieci, ale nie było mowy o ochronie życia ludzkiego.
– Owszem, o tym wprost w exposé premiera Morawieckiego nie było odniesienia. Szef rządu podkreślił wartość tradycyjnej rodziny oraz rolę dzieci w życiu państwa i choć nie powiedział bezpośrednio nic o ochronie życia ludzkiego, ale padły mocne słowa, mianowicie: „kto podnosi rękę na dzieci, ten podnosi rękę na całą wspólnotę”, co oznacza, że nie będzie zgody na eksperymenty społeczne i ideologiczne. Można to odczytać, że nie ma zgody na krzywdzenie dzieci – również tych najmniejszych, bezbronnych.
Exposé premiera Morawieckiego nieco przyćmiło wycofanie z Sejmu przez Prawo i Sprawiedliwość projektu zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS.
– To jest bardzo ciekawa rzecz, bo tak naprawdę stało się to po południu, po słynnym spotkaniu trzech liderów Zjednoczonej Prawicy: Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina. Widać nie udało się przekonać do tego projektu wszystkich partnerów w Zjednoczonej Prawicy. Można powiedzieć, że Jarosław Gowin wygrał bitwę, ale trzeba się zastanowić, czy wygrał wojnę. Mam nieodparte wrażenie – a byłem przez dwa ostatnie dni w Sejmie, że owszem Gowin i Porozumienie dopięło swego, ale politycznie mam wątpliwości, czy w następnych wyborach Zjednoczona Prawica wystartuje w tym samym składzie.
Chce Pan powiedzieć, że prezes Kaczyński sobie to zapamięta?
– PiS poszło na ustępstwo i zgodziło się z odmiennym zdaniem Porozumienia w kwestii limitu 30-krotności składek na ZUS, ale w sensie politycznym – i to na początku kadencji – to, co dotychczas było spoiwem Zjednoczonej Prawicy, zaczyna się kruszyć. Powstaje wyłom, co może wskazywać, że Jarosław Gowin być może zaczyna grać na własną rękę, ale mam wrażenie, że przelicytował. W tej sytuacji jest pytanie, czy z chwilą, kiedy przyjdzie sprawdzian i prawdziwe wybory, Zjednoczona Prawica wystartuje jako monolit w dotychczasowym składzie. Mam poważne wątpliwości.
Kto może zająć miejsce Porozumienia?
– Po prawej stronie sceny politycznej jest dużo zainteresowanych, którzy chętnie włączyliby się, weszliby do obozu Zjednoczonej Prawicy. Wśród potencjalnych koalicjantów widzę np. Prawicę Marka Jurka, który podczas exposé premiera Morawieckiego był w Sejmie, mamy też Federację na Rzecz Rzeczypospolitej. Dlatego otwarte jest pytanie, czy Jarosław Gowin przypadkiem nie przelicytował i tym samym jedną nogą sam postawił się za burtą koalicji Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście wszystko będzie odroczone w czasie, ale klimat może już nie być ten sam. Rząd i większość sejmowa technicznie oczywiście będzie trwała, ale we właściwym momencie może zostać odpalona i sfinalizowana rekonstrukcja tego obozu. A wszystko na specjalne życzenie Jarosława Gowina.

