Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. A członkowie Sanhedrynu szydzili: „Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem”.
Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: „Jeśli Ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie”. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: „To jest Król żydowski”.
Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: „Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I dodał: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju”.
ROZWAŻANIE
Chrystus Król
Tylko pozornie próba wyobrażenia sobie Chrystusa Króla Wszechświata jest łatwa. Oto z jednej strony lokuje się wizja Pantokratora. „Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych” – pisze św. Paweł. Taki obraz utrwalił się w Kościele w IV w., po ogłoszeniu przez sobór nicejski (325 r.) dogmatu o jedności Boskiej natury. Dla ukazania treści panowania Chrystusa posłużono się symboliką zapożyczoną z formuły cesarskiej. Wyposażono Go w atrybuty imperatora, zwycięzcy, naznaczono znakami ludzkiej potęgi. Ale też uczyniono niedosiężnym, niczym twierdza nie do zdobycia…
Ale mamy też inne wyobrażenie panowania Syna Człowieczego. Święty Łukasz notuje: „Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: ’Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie’”. Jezus sam o sobie wcześniej mówił: „A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”. Był miłosierny, cierpliwy, bliski.
Jednym z najcenniejszych polskich obrazów religijnych jest „Ecce Homo” namalowany przez Alberta Chmielowskiego. Wizerunek powstawał w szczególnych okolicznościach. Podanie utrwalone piórem Karola Wojtyły w poemacie „Brat naszego Boga” głosi, że obraz Chrystusa na dziedzińcu pretorium (nawiązując do J 19,1-5) brat Albert malował wiele lat. Czerpał inspirację z rysów twarzy żebraków, bezdomnych, których spotykał na co dzień. Dzieła nigdy nie skończył, bo i nie mógł skończyć – odbicie ewangelicznej sceny stało się „przestrzenią otwartą”.
Może to jest właśnie najlepsza definicja Chrystusowego królowania? To „przestrzeń otwarta”… Jest bliski tym, którzy naśladują Go całym sercem, budują Jego królestwo na co dzień w rodzinie, najbliższym otoczeniu. I daleki – niczym słynna statua dominująca nad Rio de Janeiro – dla tych, którym stał się obojętny, stanowiąc co najwyżej martwe wyobrażenie, atrakcję – ornament, o którym się zapomina zaraz po tym, gdy na horyzoncie zamajaczą kolejne. Tak naprawdę obraz Chrystusa Króla każdy z nas nosi w swoim sercu. Im bliżej Niego jesteśmy, im więcej Jego światła, miłości, pokory jest w nas, tym jest prawdziwszy…

