logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Pozory demokracji w Platformie

Niedziela, 24 listopada 2019 (21:42)

Aktualizacja: Niedziela, 24 listopada 2019 (21:57)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ostatecznie to Małgorzata Kidawa-Błońska i Jacek Jaśkowiak będą kandydatami w prawyborach prezydenckich w Platformie. O ile wicemarszałek Kidawa-Błońska „garnie się” do tej roli od początku, o tyle Jaśkowiak jest raczej kandydatem na siłę – rzec można – z „łapanki”.

– Rzeczywiście, można odnieść takie wrażenie, chociaż Jacek Jaśkowiak deklaruje walkę. Nie jest też żadną tajemnicą, że dla Grzegorza Schetyny ważne było, żeby nie tylko Małgorzata Kidawa-Błońska ubiegała się o status kandydata w wyborach prezydenckich, bo wówczas cały ten spektakl związany z prawyborami nie miałby sensu, co więcej – cała uwaga w Platformie skierowałaby się na rozliczenie przegranej w dwóch ostatnich wyborach.

Grzegorzowi Schetynie zależy na tym, żeby emocje związane z porażkami wyborczymi zeszły na dalszy plan, a uwaga była skupiona na rywalizacji kandydatów Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Jacka Jaśkowiaka w prawyborach. Później mógłby już bez tych wszystkich emocji i konfliktów spróbować wygrać ponownie wybory na szefa Platformy i utrzymać się przy władzy. I wydaje się, że to właśnie jest podstawowy cel Grzegorza Schetyny.

Polska potrzebuje silnej prezydentury, która zatrzyma łamanie praworządności – powiedział Jaśkowiak, informując o swojej decyzji o kandydowaniu. Czy to wyznacza temat kampanii prezydenckiej Platformy?

– Do pewnego stopnia. Z całą pewnością wyznacza to temat prawyborów w Platformie, natomiast później z całą pewnością prezydent Andrzej Duda będzie atakowany przez tę formację jako ten, który nie był strażnikiem Konstytucji RP, który dopuszczał rzekomo do łamania tzw. praworządności. Można się też spodziewać narracji, że jako prezydent nie łączy, a dzieli Polaków i inne tego typu hasła dobrze nam wszystkim znane, którymi od czterech lat posługuje się Platforma. Skoro nie ma innych – twardych, rzeczowych argumentów, które miałyby skłonić Polaków do odstąpienia od głosowania na Andrzeja Dudę, to siłą rzeczy opozycja totalna będzie się uciekać do starych sztuczek.   

Szykuje się wojna pomiędzy kandydatami w Platformie czy może ustawka – jak to miało miejsce w 2010 roku między Radosławem Sikorskim a Bronisławem Komorowskim?

– Bratobójczej wojny między kandydatami w Platformie raczej nie będzie. Chyba zdają sobie sprawę, zarówno Małgorzata Kidawa-Błońska, jak i Jacek Jaśkowiak – wszystko jedno, kto z nich wygra prawybory, że ich szanse w starciu z prezydentem Andrzejem Dudą nie są duże. W związku z tym nie jest to gra o tzw. pełną stawkę, tylko walka bardziej pozorowana. Trzeba też powiedzieć, że ewentualna wygrana w prawyborach prezydenta Poznania wiązałaby się z wprowadzeniem komisarza w urzędzie miasta, a więc pojawia się cały szereg problemów. Oczywiście w prawyborach może się pojawić element rywalizacji, jakieś tarcie, ale kandydaci to postaci dosyć podobne do siebie w swoich poglądach, choć może Jacek Jaśkowiak jest bardziej radykalny w sferach obyczajowych, ale również Małgorzata Kidawa-Błońska też przecież nie jest konserwatystką.    

Swoją drogą, marnie to wygląda, skoro nie ma chętnych do wewnętrznej rywalizacji i skoro kandydatem jest Jacek Jaśkowiak bądź co bądź polityk z drugiego szeregu.

– Pamiętajmy, że nie każdy chciał brać udział w pewnej mistyfikacji, bo pytanie, jakie można z tego osiągnąć korzyści. Proszę też wziąć pod uwagę, że niektórzy spodziewali się do samego końca, że jeśli jedyną kandydatką będzie Małgorzata Kidawa-Błońska, to zarząd podejmie decyzję o jej kandydowaniu, a Schetyna zostanie odsunięty od władzy w Platformie. I dla oponentów Grzegorza Schetyny znacznie bardziej łakomym kąskiem będzie to, żeby go odsunąć od władzy w Platformie i przejąć sterowność w partii, a także jej budżet, czyli dotacje państwowe. Natomiast jeśli chodzi o prezydenturę, to szanse Platformy są bardzo iluzoryczne.

A może zakładano, że kandydatem Platformy będzie Donald Tusk, tylko że ten wykiwał swoich dawnych partyjnych kolegów i stąd to całe zamieszanie, jakiego jesteśmy świadkami?

– Nie można wykluczyć, że na to liczono, tylko że każdy, kto śledzi wydarzenia na scenie politycznej i postawę Donalda Tuska, powinien mieć świadomość, że traktował on Platformę jako trampolinę, żeby zdobyć i utrzymać się gdzieś na stanowisku. Tak samo zresztą traktuje Polskę jako czynnik tego odbicia się i wmawiania europejskim elitom, że jest potrzebny, aby atakować rząd Prawa i Sprawiedliwości i tym samym uzyskać dla siebie jakieś stanowisko, które nie ma większego znaczenia, ale wiąże się z poważnymi apanażami, a przy tym jest przez niego i jemu życzliwe środowiska kreowane jako pożyteczne.

Trzeba też powiedzieć, że Donald Tusk dla kariery zostawił z problemami nie tylko Platformę, ale również zostawił swoich stronników w tej formacji politycznej i to nie jest dla nich ciekawa sytuacja. Kiedyś tak postąpił – jako urzędujący premier, wybierając funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, a dzisiaj miał ratować Platformę poprzez decyzję o udziale w wyborach prezydenckich, ale nic z tego nie wyszło.

Po wyborze na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej wcale nie wyklucza, że będzie działał w polskiej polityce. Czy można to rozumieć, że będzie mieszał w polskiej polityce?    

– Co do tego, że będzie mieszał w polskiej polityce, to nie ma najmniejszych wątpliwości. W końcu po to jest zatrudniony i sowicie wynagradzany. Myślę, że z czego jak z czego, ale z tego obowiązku z całą pewnością się wywiąże. W innym wypadku, po co otrzymywałby stanowisko szefa Europejskiej Partii Ludowej, gdyby elitom europejskim nie był potrzebny. To, co będzie robił, wprawdzie nie ma większego znaczenia w sensie realnej polityki, to na pewno jego działanie może być drażliwe dla polskiego rządu.

Oczywiście może to mieć jakieś znaczenie dla totalnej opozycji, że jednak jest w Brukseli ktoś, kto miesza, kto uderza w polskie władze, ale powiedzmy sobie szczerze, że dla Platformy w krótkim terminie – mam na myśli najbliższe wybory prezydenckie – nie ma to większego znaczenia.

A może chodzi Tuskowi o to, żeby w jakiejś perspektywie rozmontować do końca masę upadłościową, której na imię Platforma, i próbować zbudować w to miejsce coś nowego?

– Przede wszystkim Donald Tusk będzie obserwował wydarzenia na polskiej scenie politycznej i w pierwszym rzędzie będzie patrzył, co się wydarzy w wyborach prezydenckich. Myślę, że nie będzie próbował sam coś animować, ale jeśli Platforma przegra przyszłoroczne wybory, to może wesprzeć Władysława Kosiniaka-Kamysza, po to, żeby ten montował jakiś inny, nowy, bardziej skuteczny układ na polskiej scenie. I taki ruch Donald Tusk owszem może wykonać, natomiast animować wszystko od początku, od zera, to byłby dla niego zbyt wielki wysiłek.

Fakty są takie, że jako premier Polski, a tym bardziej jako szef Rady Europejskiej przywykł do luksusów i do nicnierobienia – to po pierwsze. Po drugie – trzeba by zgromadzić duże środki. Jeśli Grzegorz Schetyna utrzyma  sterowność w Platformie (nawet rozbitej), to cały czas będzie dysponował ogromnymi funduszami, które dają duże możliwości manewru, w związku z czym Tusk nie tyle będzie tworzył coś od zera, ale może kimś zagrać.

Kto może być takim narzędziem w ręku Tuska?

– Takim narzędziem może być np. PSL. Jednak myślę, że Donald Tusk rozsiądzie się wygodnie w fotelu szefa Europejskiej Partii Ludowej, przeczeka do wyborów prezydenckich, aby zobaczyć, jak się rozłożą karty i wówczas jako wytrawny gracz może próbować coś ugrać.

                        Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl