logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Myśleć po polsku

Wtorek, 26 listopada 2019 (22:05)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W ostatnich dniach nasiliła się dyskusja dotycząca budowy monumentu upamiętniającego Bitwę Warszawską z 1920 roku. Co przemawia za tą inicjatywą?

– Jest to absolutna konieczność i sprawa ta powinna być już dawno załatwiona pozytywnie. To jest nas – Polaków zobowiązanie wobec tych pokoleń, które walczyły o wolność naszej Ojczyzny. Bardzo się cieszę, że energicznie wkroczył w tę dyskusję premier Mateusz Morawiecki, co może przynieść ważne efekty i doprowadzić do tego, że upamiętnimy Bitwę Warszawską z 1920 roku, wielkie zwycięstwo – obronę niepodległości Polski i obronę Europy przez bolszewizmem.

Czym dla Polski, dla nas, Polaków, jest Bitwa Warszawska i Cud na Wisłą? Jakie były skutki tego zwycięstwa?

– Zahamowanie czerwonej rewolucji to jest wielkie wydarzenie, które przecież pięknie podkreślał nasz rodak Jan Paweł II Wielki, który mówił, że urodził się w roku szczególnym, kiedy bolszewicy szli na Warszawę i zostali pokonani. Upamiętnienie to olbrzymie zobowiązane, które ciąży na naszym pokoleniu, tak jak ciążyło na naszych poprzednikach, z tym, że my mamy już 30 lat wolności i powinniśmy tę wolność odpowiednio zagospodarować. To jest swoisty imperatyw, mamy po sobie pozostawić przynajmniej wdzięczność i pamięć o tych, którzy walczyli o naszą niepodległość i oddali życie, żebyśmy byli wolni. To nie jest żaden patos, ale to jest prawda. Przecież Ossów, Radzymin to były miejscowości, które przez długi czas były napiętnowane czy wręcz prześladowane przez komunistów, którym zależało, żeby zniszczyć pamięć o tych symbolach wydarzeń z 1920 roku. Te działania komunistów w wielu wypadkach się powiodły, bo kto dziś pamięta np. o polskich Termopilach, czyli o bitwie pod Zadwórzem podczas wojny polsko-bolszewickiej z 17 sierpnia 1920 roku? Owszem, ta pamięć zaczyna wracać, ale z pamięci powszechnej, z podręczników to wydarzenie zostało wymazane.

Deklaracja premiera Morawieckiego, że w krótkim czasie w Warszawie upamiętnimy Bitwę Warszawską z 1920 roku, wywołała falę komentarzy. Na przykład były szef MON w rządzie PO – PSL Tomasz Siemoniak twierdzi, że sprawa budowy monumentu w rękach PiS zamieni się w karykaturę…

– Taką wypowiedź należy uznać za karykaturalną, a sam Tomasz Siemoniak jest symbolem działań, które przypominają dziedzictwo komunizmu. Głos tego polityka w tej kwestii jest mało poważny, bo co to znaczy karykatura? Jeżeli premier rządu mówi o tym, że coś jest ważne dla polskiego społeczeństwa, to jego przeciwnika politycznego, który to kwestionuje, nie powinniśmy traktować poważnie. Moim zdaniem, to jest coś niedobrego, bo to nie jest głos w dyskusji, ale głos, który próbuje tworzyć tamę i rzucać kłody pod ważną dla całego Narodu inicjatywę, co więcej, wypowiada to przedstawiciel opcji politycznej, która sama jest winna sytuacji, jaką dzisiaj wszyscy dziedziczymy.

Czy tego typu sprawy powinny nas dzielić?

– Ten projekt powinien nas łączyć, ale grono przeciwników inicjatywy budowy monumentu to jest właściwie margines. To są ludzie, którzy wydają się ciągnąć ten rydwan targowicki, rosyjski czy postbolszewicki. Dziś wielu wrogów tego pomysłu upamiętnienia będzie się odzywało, pomysłu, który powinien nas wszystkich zbliżać, łączyć, jednoczyć. Sam zresztą rzuciłem pomysł, by w Ossowie zbudować „kopiec Cudu nad Wisłą”, żeby cała Polska mogła go budować.

Środowiska patriotyczne od dawna chcą upamiętnić Bitwę Warszawską, ale się nie udaje. Dlaczego?     

– Nic dziwnego, skoro przez 30 lat od odzyskania wolności, od demokratycznych przemian w Polsce wciąż nie możemy zerwać pępowiny z PRL. Środowiska patriotyczne ciągle mają zbyt mały wpływ na władzę i to trzeba widzieć, i to musi się zmienić. Jeszcze do niedawna u władzy były i dominowały siły, które mówiły, że „Polska to nienormalność”. Można powiedzieć, że polskości się obawiano tym bardziej, kiedy serwowano pedagogikę wstydu i kiedy mówiono, że mamy się raczej tłumaczyć przed innymi, przepraszać, korzyć się, a ci, którzy prowadzili taką politykę, chodzili dumni, bo ktoś poklepał ich po ramieniu. I dopiero kiedy do władzy doszli ludzie, którzy nie wstydzą się polskości, kiedy do głosu dochodzi pokolenie, które odkrywa Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych, to dopiero to właśnie pokolenie młodych ludzi zaczyna wierzyć w swoją historię, jest dumne ze swojej historii, co teraz ma swoje konsekwencje. Mamy wreszcie w Polsce ekipę rządzącą, na czele której stoi premier, który rozumie potrzebę kultywowania polskości, wierności tradycji, który daje hasło do tego, byśmy odbudowali naszą pamięć historyczną, której jednym z przejawów jest wzniesienie łuku triumfalnego upamiętniającego Bitwę Warszawską z 1920 roku. Z tym jest podobnie jak z propozycją prezydenta Andrzeja Dudy, aby odbudować Pałac Saski, bo to są pewne symbole, znaki naszej niezależności i jednocześnie symbole tego wszystkiego, co jest świetnością w historii Polski.     

Jest propozycja, aby monument wybudować w nurcie Wisły, aby połączyć jej dwa brzegi,  tylko – jak słyszymy – władze Warszawy nie chcą współpracować w tej sprawie. Co więcej, władze stołecznego ratusza chcą zbudować pomnik w Warszawie na placu Na Rozdrożu. Czy to wystarczy?

– Wszystko będzie zależało od tego, czy uda się najpierw zbudować wspólny pomost, porozumienie w tej sprawie. Póki co tego nie widać. Przecież pomysł pomnika w nurtach Wisły zrodził się tylko z tego powodu, że władze Warszawy przez cały czas odwracały się plecami do planów budowy pomnika upamiętniającego Bitwę Warszawską z 1920 roku i nie dawały miejsca. Stąd Fundacja Towarzystwo Patriotyczne, która jest inicjatorem wzniesienia upamiętnienia, niejako z konieczności wyszła z pomysłem budowy pomnika w Wiśle. O ile dobrze pamiętam, to śp. prof. Jan Szyszko, ówczesny minister środowiska, powiedział pamiętne słowa, ale Wisła jest moja i miasto tu nam nie przeszkodzi. I wtedy zrodził się ten pomysł, skądinąd bardzo ciekawy, natomiast nie chciałbym przesądzać, gdzie to upamiętnienie zostanie zlokalizowane. To powinna być bardzo krótka, ale rzeczowa dyskusja. Ważne, żeby w końcu zaczęto myśleć po polsku. Istotne jest również to, że to ma być pomnik, który będzie jednoczyć, a nie dzielić Polaków.

Dziękuję za rozmowę.     

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl