logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Próba odwrócenia uwagi

Piątek, 29 listopada 2019 (22:06)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Polska za sprawą europosłów opozycji znów znalazła się na świeczniku unijnej, parlamentarnej debaty w Strasburgu, gdzie dyskutowano na temat rzekomej dyskryminacji środowisk LGBT w Europie. Czy można powiedzieć, że mamy „grillowania Polski” ciąg dalszy?

– Jest to próba kontynuacji atakowania Polski, bo ciągle są tacy, którym Polska uwiera. Mam jednak nadzieję, że to się wreszcie skończy, bo posłuch jest coraz mniejszy. Oburzające jest natomiast to, że Polakom oddelegowanym do prac w Parlamencie Europejskim przychodzi mówić niestworzone i kłamliwe słowa na temat swojej Ojczyzny.  Myślę jednak, że za duże apanaże, jakie pobierają europosłowie za swoją pracę w Parlamencie Europejskim, należałoby oczekiwać godnej reprezentacji interesów Polski i Narodu Polskiego. W poprzedniej kadencji europarlamentu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość z woli wyborców przejęło władzę w Polsce, wspólnie z reprezentantami rządu, którzy przyjeżdżali do Brukseli w sprawach państwa, próbowaliśmy utworzyć Klub Polski. Chcieliśmy zgromadzić wszystkich europarlamentarzystów z Polski, z różnych opcji politycznych, na otwartej rozmowie – wspólnie z reprezentantami rządu, również z ekspertami, aby podczas procedowania takiej czy innej dyrektywy unijnej móc wspólnie reprezentować faktyczne interesy Polski. Ale to się nie udało, co więcej – kolejne debaty o Polsce, ale tak naprawdę przeciwko Polsce, odbywały się z inicjatywy części polskich eurodeputowanych i podobnie jest dzisiaj.

Eurodeputowani z Polski mówią o rzekomej dyskryminacji osób homoseksualnych, ale nie przeszkadza im, kiedy atakowane są symbole chrześcijańskie…      

– Dokładnie. W Parlamencie Europejskim nie ma debaty na temat prześladowania chrześcijan, co ma coraz częściej miejsce we współczesnym świecie. Przecież prześladowania chrześcijan są na porządku dziennym i około dwustu tysięcy ginie rocznie na całym świecie. Czy to nie jest problem, którym należałoby się zająć, a nie szukać tematów zastępczych i rzekomych dyskryminacji osób o odmiennych preferencjach seksualnych?

Komu zależy, żeby Polskę oczerniać na arenie międzynarodowej?

– Zarówno w Polsce, jak i na zachodzie Europy są siły, które szkodzą Polsce, wizerunkowi i interesom naszego kraju. Polska z chrześcijańskimi korzeniami, z tradycyjnym podejściem do życia i wartości jest przeszkodą dla lewackich sił, które chcą zdominować współczesny świat, wywracając znany nam świat wartości. Ale to się nie uda.

Opozycja tworzy obraz, gdzie Polskę porównuje się nawet do III Rzeszy. Czy racjonalnie myślący ludzie na Zachodzie są w stanie w to uwierzyć?

– Nie, nie wierzą. Oczywiście są skrajne przypadki po lewej czy lewackiej stronie, gdzie ta narracja, która ma z Polski uczynić kraj bez tolerancji, trafia na podatny grunt. I stąd tego typu debaty jak ta wczorajsza. Zresztą nie po raz pierwszy taka debata antypolska była organizowana. Sam byłem świadkiem w poprzedniej kadencji, jak to wyglądało z bliska i jak było z frekwencją na sali plenarnej, gdzie – podobnie jak wczoraj – była garstka europosłów. Owszem pierwsza czy druga debata zgromadziła jakąś tam widownię spośród 751 posłów zasiadających w ubiegłej kadencji Parlamentu Europejskiego, ale podczas kolejnych sala świeciła pustkami. Wręcz kpiono sobie, szydzono, kiedy jedna z lewaczek siedząca, nawiasem mówiąc, obok Róży Marii Gräfin von Thun und Hohenstein – protestowała, że w Polsce rzekomo zmusza się dwunastoletnie dziewczynki do zamążpójścia i nie było żadnego protestu ze strony sąsiadki z ław parlamentarnych.

Swój wywód przeprowadził Robert Biedroń, który czuł się dyskryminowany w Polsce. Głos przeciwko polskiemu rządowi zabierały też Magdalena Adamowicz i wspomniana przez Pana Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein...

– To jest przejaw źle pojętej demokracji, źle pojętej wolności, stąd takie antypolskie i de facto kłamliwe w swej treści wystąpienia. Niestety, ale są w Polsce tacy ludzie, którzy zamiast działać w interesie Polski, szkodzą wizerunkowi naszej Ojczyzny. Kiedyś mnie to denerwowało, a dzisiaj tylko ubolewam nad tym i współczuję tym ludziom.

Wychodzi na to, że to nie Polska dyskryminuje osoby LGBT, ale wręcz przeciwnie: mamy mowę nienawiści wobec Polski?

– Sprawa rzekomej dyskryminacji osób homoseksualnych to temat zastępczy w Europie. Unia Europejska i w ogóle zachodnia Europa, strefa euro zmaga się z wieloma realnymi problemami nie tylko gospodarczymi, ale również politycznymi, takimi jak kryzys migracyjny, kryzys klimatyczny i jeszcze wieloma innymi. To zatem, co widzimy, to ciągła próba odwracania uwagi społeczeństw od spraw istotnych i palących. Unia Europejska trzęsie się w swoich posadach, i to nie jest żadna przesada. Nie wiadomo przecież, jak będzie wyglądała nowa perspektywa finansowa i budżet unijny na lata 2021-2027. To są problemy, z którymi Bruksela, a więc Komisja Europejska nie radzi sobie. Po wczorajszym głosowaniu jest nowa Komisja Europejska, która tak naprawdę rozpocznie prace dopiero 1 grudnia i to – jak sądzę – nie w pełnym wymiarze czy zakresie obowiązków. Myślę, że będzie to tylko pozorowana praca tego gremium, z tego względu, że jest wciąż obawa co do rozstrzygnięć prawnych w sytuacji, kiedy za przyczyną m.in. Donalda Tuska – byłego już szefa Rady Europejskiej, doszło do brexitu i Wielka Brytania wprawdzie formalnie jest jeszcze w Unii, ale jakoby jej już nie było. Nie bardzo wiadomo zatem, czy powinna mieć swojego komisarza, czy nie. Stąd decyzje Komisji Europejskiej będą póki co szczątkowe. Natomiast w tej sytuacji temat Polski jako przeciwnika jest dla wielu bardzo wdzięcznym tematem.

W ostatnich dniach w Polsce gościł nowy przewodniczący-elekt Rady Europejskiej Charles Michel, który w przeciwieństwie do Donalda Tuska spotykał się z polskim premierem, co więcej – chwalił Polskę…

– Tego rzeczywiście nie było, bo Donald Tusk jeśli już przyjeżdżał do Polski, to nie miał w zwyczaju spotykać się z władzami, a raczej robił wszystko zarówno w Brukseli, jak i podczas pobytu w Polsce, żeby zdyskredytować polskie, demokratycznie wybrane władze. Tymczasem Charles Michel – jak słyszymy – zaprezentował całkowicie odmienne podejście do wielu kwestii związanych z Unią Europejską i ufam, że takie też będą jego czyny. Przecież Polska jest liczącym się państwem w Unii Europejskiej zarówno jeśli chodzi o potencjał gospodarczy, jak i pod względem demograficznym, nie wspominając już o historii i zasługach naszego narodu dla wolności Europy.

Czy można wysnuć wniosek, że Polska była traktowana w Unii tak, a nie inaczej, żeby nie powiedzieć: była izolowana, za sprawą  Donalda Tuska?

– Między innymi jest to zasługa Donalda Tuska, któremu wtórowali europarlamentarzyści z opozycji, i dlatego tak się to działo.

Parlamentarzyści opozycji są także w obecnej kadencji, przy czym nie ma już Donalda Tuska…

– Tusk był nie tylko parawanem czy zabezpieczeniem dla tego typu polityków z Polski. Miał swoje kontakty, miał też możliwość forsowania niektórych wstępnych rozwiązań – mam na myśli propozycje takiego, a nie innego tematu debaty, co było z nim uzgadniane, z nim konsultowane, ale też przez niego samego proponowane. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej, że skończą się wyjazdy totalnej opozycji do Brukseli ze skargami na Polskę, a przynajmniej, że skargi na własny kraj nie będą już miały posłuchu, jak to było za Tuska.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl