logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Tu nie chodzi o klimat

Niedziela, 1 grudnia 2019 (15:00)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Strajki, protesty klimatyczne docierają także do Polski. Komu zależy, żeby ten temat był obecny w naszej przestrzeni, kto próbuje nami manipulować? 

– Z jednej strony są to umyślne działania ideologów rewolucji neomarksistowskiej. Protesty klimatyczne to etap rewolucji kulturowej, gdzie człowiek jest zredukowany do poziomu tylko i wyłącznie zwierzęcia czy świata przyrody, a bogiem jest klimat czy ziemia. Druga rzecz to są oczywiście interesy wielkich państw zachodnich, które szukają różnych kruczków czy rozwiązań prawnych w przestrzeni gospodarczej – takich, które mają obniżyć konkurencyjność wschodzących gospodarek, takich jak Polska. Wiemy, że nasza gospodarka jest oparta na węglu, że nasza niezależność energetyczna – w dużym stopniu – jest oparta na węglu, w związku z czym tworzy się ideologię węglową. Tylko ktoś naiwny może sądzić, że tu może rzeczywiście chodzić o klimat. To jest nowoczesna forma próby kolonizacji czy też kontroli nie za pomocą wojska, ale przy pomocy różnych nacisków, systemów i de facto próba dominacji jednych nad drugimi. A zatem nie mamy prostej konkurencji, ale mamy do czynienia z prostą manipulacją, żeby wyszło na korzyść silniejszych, bardziej rozwiniętych dyktatorów europejskich. Jestem w stu procentach przekonany, że gdyby struktura energetyczna takich krajów jak Francja czy Niemcy była – jak nasza – oparta na węglu, to wymyślono by, że to panele słoneczne czy pozyskiwanie energii elektrycznej z farm wiatrowych jest nieekologiczne, bo dajmy na to ich wyprodukowanie powoduje negatywne skutki dla środowiska itd. I państwa, które z tego korzystają, powinny z tego zrezygnować. Taki jest ten system i taki sposób działania przećwiczony już na wielu innych przykładach, z którego się korzysta i to się prędko nie zmieni.

Niemcom, którzy – jak pokazują badania – produkują dwa razy więcej CO2 od nas i jeszcze przez co najmniej 50 lat zamierzają używać węgla, jakoś to nie przeszkadza, podczas gdy nam zabrania się korzystać z własnych zasobów czarnego złota?

– Dokładnie tyle, że Niemcom nikt tego nie wypomni, a nam i owszem. Dlatego tym bardziej należy się uzbrajać w wiedzę, argumenty, przygotowywać dokumenty, które to wykazują nasze racje i tylko w takiej sytuacji będziemy mogli sprawnie wygrywać różne zewnętrzne i wewnętrzne naciski, pokazując czarno na białym, że inni – szczególnie ci główni gracze – emitują więcej CO2 niż Polska. Oczywiście jest to skomplikowana gra, gra na czas, bo my – w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji – nie mamy aż takiej siły czy przebicia, żeby wymuszać na Brukseli korzystne dla nas rozwiązania. W związku z czym musimy stosować różne techniki – używając języka sportowego – bardziej porównywalne do judo niż do boksu.  

Jeśli chodzi o Brukselę, może być jeszcze trudniej, zwłaszcza że ekspertem Komisji Europejskiej w sprawach klimatu, odpowiedzialnym za Europejski Zielony Ład, będzie znany z niechęci do Polski Frans Timmermans.

– To, że Frans Timmermans jest niechętny wobec Polski, to raz, a dwa, że jest to polityk znany z rewolucyjnych poglądów. Pamiętamy, że w poprzedniej kadencji atakował Polskę za brak tzw. praworządności, uczestniczył w kampanii Roberta Biedronia, a więc jest doskonale rozeznany w sprawach LGBT i dookreślony w tych poglądach, które promował. I to dlatego teraz przesuwa się go w tym kierunku, gdzie nową falą tej rewolucji jest radykalny ekologizm, który z prawdziwą ekologią ma niewiele wspólnego, natomiast jest bardzo groźną falą rewolucyjną – jeśli mówimy o życiu człowieka. Z drugiej strony Frans Timmermans doskonale wpisuje się w interesy tych wielkich graczy, więc używa się tego człowieka, aby atakował od strony ideologicznej, podobnie jak Donalda Tuska używa się do tego, żeby – z innej perspektywy – cisnął polski rząd, więc powierza mu się różne stanowiska, czy to szefa Rady Europejskiej, czy teraz przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej.

Sytuacja Polski jest taka, że musimy się bronić politycznie przed naciskami z zewnątrz, ale równie, a może nawet bardziej niebezpieczne jest to, że z przeróżnymi lewackimi nurtami pod płaszczykiem ekologii próbuje się docierać do umysłów polskich dzieci i młodzieży. Jak poradzić sobie z tym problemem?       

– Jest pytanie, czy jako państwo, społeczeństwo, czy Kościół jesteśmy przygotowani, aby tę inwazję systemowo odkłamywać? Osobiście wątpię. Ponadto warto mieć świadomość, że nasza polska naiwność jest bardzo daleko posunięta. Można nawet powiedzieć, że z natury jesteśmy narodem naiwnym i już nasi wieszczowie, w tym Adam Mickiewicz w utworze „Pan Tadeusz”, mówił, że „[…] co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. I dzisiaj jest podobnie, gdzie zachodni mocarze wymyślają coś, żeby mieć z tego korzyści, a my w to wierzymy, tak jakby to była objawiona prawda. To jest bardzo duże zagrożenie, bo sami sobie jesteśmy w stanie wyrządzać krzywdę, a ktoś w sposób cyniczny to wykorzystuje i aplikuje nam różne pomysły ideologiczne.

Jak docierać do polskich dzieci i młodzieży, ale także do mniej świadomych dorosłych, żeby się nie wiązali z „zieloną religią” i nie dawali się wykorzystywać?

– Od tego jest szkoła, gdzie na zajęciach z przyrody czy biologii – w programach nauczania – powinny się znaleźć kwestie naukowej ekologii, czyli prawdziwy szacunek czy poszanowanie dla praw przyrody, a nie wykrzywianie kręgosłupów myślowych młodych ludzi. Zarazem – w tym procesie edukacyjnym – powinny być obnażane pseudoekologiczne tezy czy cała ta ideologia. Tak jak to było na przykładzie ataku na śp. prof. Jana Szyszko, gdy był ministrem środowiska. Z jednej strony słyszymy, że trzeba walczyć się z emisją CO2, a z drugiej pozwala się gnić – zaatakowanym przez kornika drukarza – milionom drzew w Puszczy Białowieskiej, która gnijąc, emituje niewyobrażalne ilości CO2, co więcej pseudoekolodzy i wtórujący im w sposób bezmyślny ludzie nie widzą w tym sprzeczności. Przecież w normalnym naukowym dyskursie da się to wykazać, tylko trzeba chcieć, nie należy się bać. I o ile na arenie międzynarodowej różne techniki uników, markowania, że wszyscy, jeśli chodzi o węgiel, mamy złoża, że nasza gospodarka owszem jest oparta na węglu, tylko że w Niemczech bardziej i te techniki muszą być stosowane, o tyle w kształceniu społeczeństwa nie powinno być najmniejszych kompromisów. W systemach szkolnych, w mediach publicznych, ale też w przekazie publicznym powinno się z całą mocą obnażać wszelkie manipulacje, które są robione na niewyobrażalną skalę.

Kto powinien zająć się tą edukacją?         

– Instrumenty ku temu ma rząd czy właściwy resort edukacji, który ma szkoły, tworzy programy nauczania oraz przygotowuje podręczniki. Są też organizacje społeczne, ale również ogromna jest tu rola Kościoła, bo ideologia lewicowa czy lewacka jest jedną z tych, która jest i będzie jeszcze bardziej nastawiona na tzw. depopulację. I tak na sposób neomarksistowski będzie się mówić, że to człowiek przez swoją nadmierną w sensie ilościowym egzystencję jest obciążeniem m.in. klimatycznym dla ziemi. To jest ideologia niezwykle groźna, jeśli mówimy o poszanowaniu życia ludzkiego, zresztą wiemy, jaki jest stosunek tych środowisk (tzw. ekologicznych) do aborcji itd. Dlatego absolutnie trzeba – również na tym poziomie – poruszać te kwestie, stąd niezbędne jest zaangażowanie różnych grup czy środowisk, a jeśli rząd mieni się prawicowym, a więc tym, który jest konserwatywny, to powinien zadziałać i zrobić wszystko od strony edukacyjnej, aby tam, gdzie jest manipulacja, została ona obnażona. Największym wrogiem ideologii jest wiedza, ale wiedza oparta na badaniach naukowych, a nie lansowana przez przywiązujących się do drzew pseudoekologów czy wręcz ekoterrorystów.

Jaką w tej zdrowej edukacji rolę mają rodzice?   

– Rolą rodziców jest wychowanie i ukształtowanie dziecka zgodnie z wyznawanym systemem wartości moralnych i społecznych, ale rodzice często nie są specjalistami od ekologii. Wielu jest zapracowanych, więc trzeba im dać odpowiednie narzędzia i pomóc. Oczywiście, jeśli mówimy o Kościele, który naucza w sferze ogólnej, to również uczula rodziców, że właściwa edukacja ekologiczna nie jest bez znaczenia. Weźmy chociażby ideologię antymięsną, cały ten marksizm kulinarny, który ogarnął ogromne przestrzenie, szczególnie młodych dziewcząt, czasem czyniąc nawet spustoszenia zdrowotne. Warto sobie uświadomić, że te wszystkie lewackie trendy nie są bez znaczenia, że po pierwsze wpływają na kondycję życia biologicznego, a po drugie na psychikę, świadomość i postrzeganie świata, na umiejscowienie człowieka w całej hierarchii bytowej, który według tej ideologii nagle przestaje być panem czy gospodarzem ziemi, a jest sprowadzany do poziomu szkodliwego zwierzęcia, które nadmiernie tę ziemię eksploatuje. To wszystko ma wymiar zagrożenia, ale ktoś musi to rodzicom uświadomić, że to nie jest zabawa. Tylko pozornie może się wydawać, że ktoś się bawi w dajmy na to różne weganizmy i z tego nic nie wynika, tymczasem to bardzo krótkowzroczne myślenie, bo jest akuratnie odwrotnie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl