logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Spór polityczny w murach sądów

Niedziela, 8 grudnia 2019 (12:43)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Izba Pracy Sądu Najwyższego – powołując się na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – orzekła, że obecna Krajowa Rada Sądownictwa nie jest niezawisła i bezstronna. Czy to oznacza, że zaczyna się spektakl z podważaniem wyroków nowo wybranych sędziów?

- Istotą Krajowej Rady Sądownictwa jest to, aby stać na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądownictwa powszechnego i nie tylko, w Polsce. Nikt nie wymaga, aby Krajowa Rada Sądownictwa, która składa się m.in. z posłów, senatorów, ministra sprawiedliwości, przedstawiciela prezydenta RP, czyli najprościej rzecz ujmując: z polityków, była pozbawiona elementu politycznego. I to jest rzecz oczywista i chyba nikogo to nie powinno zaskakiwać. Wyrok natomiast pije do ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, która zmieniła sposób powoływania 15 sędziów – członków rady. Do tej pory wybór ten był scedowany na samo środowisko sędziowskie, które ustalało sobie, w jaki sposób tego wyboru dokonywać. W chwili obecnej wybór ten jest dokonywany za pośrednictwem Sejmu kwalifikowaną większością głosów i to spotyka się z krytyką ze strony oponentów – szerokiej rzeszy osób, bo to jest zarówno opozycja w Polsce, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a od czwartku także Sąd Najwyższy, a właściwie Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.         

Czy Izba Pracy Sądu Najwyższego ma prawo formułować zastrzeżenia wobec procesu wyboru sędziów?

-To jest dość skomplikowana sprawa, ponieważ w gestii tej izby leżą sprawy publiczne. Samo orzeczenie natomiast jest przedziwne, bo oczyma wyobraźni widzę sytuację, w której – dajmy na to – inna izba Sądu Najwyższego stwierdzi, że Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych jest nielegalna bądź nie jest częścią Sądu Najwyższego, to co wtedy…? Dlatego to orzeczenie jest dolaniem oliwy do ognia, co potęguje anarchię i chaos w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Komu zależy na pogłębieniu chaosu prawnego w polskim sądownictwie?

-Sprzeciwiającym się propozycji reformy wymiaru sprawiedliwości, która od czterech lat jest wdrażana w Polsce. Na pogłębianiu chaosu prawnego zależy też tym, którzy chcą, aby system sądownictwa, czy szerzej: wymiar sprawiedliwości, funkcjonował tak jak do tej pory, co oczywiście spotykało się z olbrzymią krytyką społeczną.

Inaczej mówiąc, sędziowie – w myśl hasła: „żeby było tak, jak było” – w dalszym ciągu chcą sami siebie wybierać i sami siebie kontrolować, a więc pełnić rolę nadrzędną względem organu ustawodawczego i  Konstytucji?

-Z całą pewnością mamy próbę konserwowania dotychczasowych relacji, i to w negatywnym znaczeniu, oraz utrzymania w dotychczasowej formie pozycji sądownictwa i sędziów na tle innych gałęzi władzy publicznej w Polsce, czy też innych grup społecznych. Sędziowie są pozbawieni mandatu demokratycznego, za to posiadają olbrzymie kompetencje oraz uprawnienia i de facto decydują o życiu, zdrowiu i majętności Polaków. Byli dotąd grupą swoiście uprzywilejowaną, więcej: nietykalną, i chcieliby, żeby tak było nadal.

I tak będzie, bo widać, że układ trzyma się bardzo mocno?      

-Wszystko zależy od tego, w jaką stronę to będzie zmierzało, jakie działania zostaną podjęte przez większość parlamentarną, przez rząd, no i – oczywiście – przez samo środowisko sędziowskie.

Czy kwestia niepodległości i suwerenności władzy sądowniczej ma podlegać zewnętrznym rozstrzygnięciom, tak jak wydaje się wskazywać zarówno część sędziów, jak i politycy opozycji?

-Z pewnością nikt nie chce podważać niezawisłości sędziowskiej, nikt nie chce też naruszać niezależności instytucjonalnej sądów w Polsce. Ale Polacy oczekują tego, że sądy będą działały w sposób sprawny i sprawiedliwy, że wyroki nie będą odbiegać od rzeczywistości, od społecznego poczucia sprawiedliwości, a sędziowie nie będą nadużywać tych gwarancji swej niezawisłości, zakrywając się nią i popełniając różnego rodzaju wykroczenia czy przestępstwa. Sędziowie muszą zrozumieć, że nie są jakąś nadzwyczajną grupą społeczną, ale póki co ten fakt do nich nie dociera. Sędziowie, niestety, bronią tej swojej wyjątkowej pozycji społecznej i to jest – moim zdaniem – sedno problemu, bo jeśli popatrzymy na odium, które spada czy to na Krajową Radę Sądownictwa, czy to na Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, to w grę wchodzi kwestia przywoływania do porządku tych, którzy nadużyli uprawnień, które Konstytucja i szereg ustaw daje sędziom w ramach ich konstytucyjnych gwarancji niezawisłości. Mówimy o marginesie, który przesadza, łamie tym samym prawo, co więcej: stawia się ponad prawem.

Jak mają do tego podchodzić zwykli ludzie obserwujący cały ten chaos wokół wymiaru sprawiedliwości? Ludzie już narzekają na przewlekłość postępowań sądowych, a wszystko wskazuje, że to dopiero przedsmak tego, co może nas jeszcze czekać...

-Można powiedzieć, że oś sporu politycznego, która – niestety – dzieli Polaków od lat, teraz wkroczyła w mury sądów powszechnych w naszym kraju. Sędziowie de facto podzielili się na dwie grupy i cały ten spór polityczny przeniósł się także na sale posiedzeń sądów. Mamy sędziów, którzy są zwolennikami reformy wymiaru sprawiedliwości i uważają, że należy te skostniałe i nieefektywne powiązane ze sobą struktury wymiaru sprawiedliwości rozsadzić, a w to miejsce powołać sprawnie działające organy wymiaru sprawiedliwości. Są jednak i tacy, którzy w myśl hasła: „żeby było tak, jak było”, dalej będą trwać w okopach i bronić poprzedniego porządku. W ten sposób ten spór będzie się przelewał i będzie eskalował, o ile w pewnym momencie nie nastąpi otrzeźwienie z jednej i z drugiej strony, aby ten topór wojenny zakopać i pomyśleć o tym, że służba sędziego to jest służba publiczna. Służba sędziego to jest orzekanie w imieniu Rzeczypospolitej. To jest olbrzymie brzemię i zobowiązanie, które sędziowie wzięli na siebie w chwili ślubowania. I to się wiąże również z obowiązkiem wykonywania przez nich powinności zgodnie z Konstytucją RP, zgodnie z ustawami i w taki sposób, aby nie narazić na szwank godności sędziego i niezawisłości sędziowskiej – tak aby ich rola procesowa nie była w żaden sposób podważona.

Sędziowie podnoszą te same argumenty co politycy opozycji. Czy nie ma więc obawy, że w obronie swoich przywilejów czy interesów będą próbowali wciągnąć w ten spór społeczeństwo i wyprowadzić ludzi na ulice?

-Nie wydaje mi się, żeby taki ferment był możliwy. Ostatnie protesty w sprawie obrony sędziego Pawła Juszczyszyna raczej na to nie wskazują, bo w pikietach uczestniczyła garstka ludzi. Niestety – i ja nad tym boleję – obraz wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie jest bardzo zły. Polskie społeczeństwo bardzo źle ocenia sędziów i jest to bardzo niedobre zjawisko. Boleję nad tym, bo uważam, że większość polskich sędziów to są znakomicie wykształceni prawnicy, którzy chcą poświęcić swoje życie służbie publicznej i chcą wydawać jak najbardziej sprawiedliwe, oddające literę prawa wyroki w imieniu Rzeczypospolitej. Opinia publiczna jest natomiast bardzo krytyczna wobec sądów. Inna sprawa, czy jest to uzasadnione, czy nie. W mojej ocenie w dużej mierze jest to uzasadnione z uwagi na ogólną ocenę wydolności wymiaru sprawiedliwości i na spory, które w tej chwili trwają w polskich sądach.

Jak zatrzymać tę wzburzoną falę, która przetacza się przez polski wymiar sprawiedliwości?

-Nie chciałbym mówić o okrągłym stole, ale dialog i mediacje są niezbędne, jeśli mamy przerwać ten impas. Moim zdaniem jest tu duża rola dla prezydenta Andrzeja Dudy jako osoby, która w ramach swoich prerogatyw ma cały szereg kompetencji związanych z wymiarem sprawiedliwości. Według mnie prezydent Duda jest akceptowany przez wszystkie strony sporu politycznego i wewnątrz sądów, dlatego jego rola może być tutaj nieoceniona.

Dziękuję za rozmowę.    

    

     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl