logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Słowa od dawna oczekiwane

Poniedziałek, 9 grudnia 2019 (23:18)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie są Pana Profesora refleksje po ubiegłotygodniowej wizycie kanclerz Angeli Merkel w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau?

– Uważam, że to była godna obecność. Z ust urzędującego kanclerza Niemiec padły słowa, których oczekiwaliśmy od dawna. Angela Merkel, odkąd 14 lat temu objęła urząd kanclerski, będąc przez niektórych uważana za najbardziej wpływowego polityka na świecie, nie znalazła czasu, żeby wcześniej odwiedzić to szczególne miejsce. Miejsce naznaczone cierpieniem milionów ludzi, którym straszliwy los zgotowali nie jacyś mityczni naziści, ale jej rodacy – Niemcy. Myślę, że koniec politycznej kariery Angeli Merkel przynosi – w tym wypadku – bardzo istotny dla nas Polaków epizod. Po oświadczeniu wciąż urzędującej kanclerz Merkel w mediach niemieckich nie powinno się więcej pojawić kłamliwe określenie „polski obóz koncentracyjny”. Oczywiście nie mam złudzeń, że tak będzie, ale słowa niemieckiego przywódcy to jest ważny stempel, że to był jednak niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i że to Niemcy przyłączyli te ziemie do III Rzeszy i na tych zagarniętych terenach – już swoich – stworzyli obóz koncentracyjny i zagłady jednocześnie. To nie kto inny, ale Niemcy są odpowiedzialni za zbrodnie ludobójstwa, jakie zostały tam dokonane.

Dlaczego Niemcom tak trudno określić swoją winę wobec Europy, a zwłaszcza wobec Polski?

– Prowadzą politykę historyczną, którą zapoczątkował pierwszy kanclerz Republiki Federalnej Niemiec. To Konrad Adenauer zawarł pakt z państwem żydowskim, że nie będzie ono protestowało przeciwko określeniu naziści, licząc, że za kilkadziesiąt lat sprawcami II wojny światowej ze wszystkimi jej tragicznymi konsekwencjami będą mityczni naziści. Natomiast w przestrzeni publicznej jako sprawcy zbrodni wojennych nie będzie słowa Niemcy. Stąd cała ta misterna próba przejścia od roli katów do roli ofiar. Niemcy dzisiaj chcą być postrzegani jako ofiary II wojny światowej, zresztą z ust kanclerz Merkel padły m.in. słowa, że Polacy zostali wyzwoleni od nazistów. To jest uproszczenie, które pokazuje, jak łatwo można manipulować faktami, historią. Zresztą przykładów, kiedy chciano przekonać świat, że to Polacy mogą być owymi mitycznymi nazistami, jest bez liku. Określenie nazista nie ma narodowości, więc można bardzo łatwo pozwalać sobie na różnego rodzaju przekłamania.

Polska jest bodajże jedynym krajem, który stanowczo zaprotestował przeciwko tej narracji o mitycznych nazistach.

– Jest to konieczność, to jest nasz, Polaków, obowiązek, bo tu chodzi o nasze życie. Jeśli pozwolilibyśmy, aby przypięto nam łatę winnych zbrodni nazistowskich, to skończyłoby się to dla nas bardzo źle. To od nas żądano by reparacji wojennych. Tym samym przyjęlibyśmy na siebie rolę odpowiedzialnych za zbrodnie, że to nasi przodkowie byli katami Europy. W tym kierunku to zmierzało. Dlatego  wciąż nie możemy ustawać w walce o prawdę historyczną, lecz jest to też walka o naszą przyszłość – w tym sensie, aby nam nie dobudowywano odpowiedzialności za czyny, które popełnił nie kto inny, ale Niemcy. Odpowiedzialności za zbrodnie wojenne nikt z Niemców nie zdjął i nie zdejmie. I współcześnie żyjący nasi zachodni sąsiedzi – w kolejnych pokoleniach – muszą mieć tego świadomość.

Nie jest tak, że wciąż jako Polska płacimy za konsekwentną walkę o prawdę historyczną?

– Oczywiście. To jest próba nowego wykreowania odpowiedzialnych za przeszłość i to się odbywa na wielu poziomach. Po prostu polityka historyczna – niemiecka jest spójna, natomiast nasza polityka historyczna ciągle nie jest konsekwentna. Wprawdzie jest lepiej niż było jeszcze niedawno, ale to nie oznacza, że jako państwo nie mamy mieć systemowej, a nie jak to bywało resortowej polityki historycznej. To trzeba koniecznie zmienić, dopracować i to jest zadanie na przyszłość.

Na kanwie tej wizyty pojawiły się skądinąd znane już głosy, że nie należy obstawać przy żądaniu od Niemiec reparacji, bo to psuje wzajemne relacje.

– Dokładnie tak działały rządy Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Nie powiem, że polityka rządów koalicji Platformy i PSL była naiwna, bo tak nie było, ale dzisiaj takich, którzy myślą podobnie, nie brakuje. Wciąż są tacy, którzy stoją na stanowisku i próbują narzucić nam swoją narrację, że skoro Niemcy się przyznają do zbrodni wojennych, do sprawstwa gehenny, jaką zgotowali światu podczas II wojny światowej, to już wystarczy. Nie! Musimy dalej walczyć o to, żeby kolejni kanclerze i ministrowie niemieccy powtarzali to przy każdej możliwej okazji, żeby to Niemcy występowali przeciwko kłamliwej narracji czy stwierdzeniom o „polskich obozach koncentracyjnych”, które będą padać, o czym jestem przekonany. I tu jest ta misja, a odszkodowanie nie ma z tym nic wspólnego. Powiem więcej – Niemcy wreszcie mogą i powinni naprawić relacje z Polakami. Sprawiedliwość jest elementem koniecznym w życiu publicznym.

Jak wydobyć wspólny głos w sprawie reparacji ze wszystkich środowisk polskiej sceny politycznej?

– Niestety jesteśmy podzieleni na tych, którzy chcą służyć Polsce, i tych, którzy chcą służyć obcym. Targowica w Polsce ma niestety mocne korzenie. Przecież do dziś nie rozliczyliśmy się ze współpracą, z kolaboracją, z Sowietami, ale dziś pojawia się kolaboracja z Niemcami czy z Europą Zachodnią, a wszystko po to, żeby zapomnieć o naszych słusznych żądaniach. Przecież ci ludzie, którzy dzisiaj tak ochoczo oddaliby nas w ręce zachodnich mocarstw, jeszcze nie tak dawno kazali się nam wstydzić za naszą historię, uważali, że to my powinniśmy przepraszać, nie pozwolili też dokończyć badań w Jedwabnem itd. Robią to ci, którzy poszli na kolaborację, którzy zdradzili i wciąż zdradzają interesy Polski.

Pamiętamy, kto mówił, że „polskość to nienormalność”.

– I to hasło Donalda Tuska sprzed lat obowiązuje niestety także dzisiaj wśród części elit, które są skłonne służyć nie własnym, ale obcym interesom. Mam na myśli wszystkich sprzedawczyków polskich interesów narodowych, których wciąż nie brakuje. I to jest przykre.

Mamy kolejne miło dla ucha brzmiące słowa ze strony Niemiec, za którymi jednak nic konkretnego nie idzie, a przede wszystkim nie idzie zadośćuczynienie.

– Owszem, pamiętamy skruchę prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera wyrażoną podczas uroczystości 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, który mówiąc o niemieckiej tyranii, przepraszał w Wieluniu, prosząc o przebaczenie. Teraz były piękne słowa kanclerz Angeli Merkel w Auschwitz-Birkenau. To wszystko jest oczywiście ważne, ale nie najważniejsze. Dlatego nie dajmy się zwieść niemieckiej narracji i nie zatrzymujmy się na poziomie tylko słów. Nie możemy być naiwni, bo te gesty ciągle jeszcze mogą okazać się pustymi. Dlatego będę przestrzegał przed naiwnością. Tym bardziej powinniśmy w sposób rozważny i czujny pilnować naszych interesów i nie zadowalać się takimi gestami, które nie są wypełnione treścią. Osobiście nie wierzę w to, że nie usłyszymy kolejnej prowokacji ze strony Niemiec.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl