Lekarze alarmują. Nawet połowa Polaków cierpi na niewydolność żylną.
Pomimo że problemy z układem żylnym zgłasza coraz więcej pacjentów, to nie wszystkie zabiegi chirurgiczne są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. – Refundowane są tylko operacje klasyczne, czyli podwiązanie, wyrywanie zdeformowanej żyły – informuje „Nasz Dziennik” dr Emil Jędrzejewski, chirurg, kierownik Pododdziału Obrażeń Wielonarządowych i Chirurgicznych Stanów Nagłych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, w którym przeprowadzane są takie operacje. Nowatorskie rozwiązania, często bez użycia noża chirurgicznego, a jedynie z wykorzystaniem lasera, nie są refundowane. Chory, żeby uniknąć zatoru tętnicy płucnej zagrażającej zdrowiu i życiu, musi więc najczęściej zapłacić z własnej kieszeni.
Oprócz odziedziczenia choroby układu żylnego możemy się jej nabawić poprzez niewłaściwy tryb życia. Sprzyjająca powstaniu żylaków kończyn dolnych jest wymuszona pozycja ciała, zarówno ta stojąca, jak i siedząca. Innymi czynnikami są także: mała aktywność fizyczna, dźwiganie dużych ciężarów, otyłość, palenie papierosów, terapia hormonalna oraz wysokie temperatury, tzn. gorące kąpiele, sauna, solarium, wielogodzinne leżakowanie na słońcu. – Dobrym sposobem na uniknięcie pojawienia się objawów jest ruch i uprawianie różnych dyscyplin sportowych, od gimnastyki począwszy, po pływanie, a także taniec. Pomocna przy nienasilonych oznakach żylaków jest kompresoterapia, czyli ucisk – dodaje dr Jędrzejewski.
O problemach układu żylnego będzie można przeczytać w najnowszym styczniowym numerze miesięcznika „Szlachetne Zdrowie”. – Żylaki są jedną z najczęściej występujących chorób, która może powodować groźne powikłania, m.in. w postaci żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej stanowiącej duże zagrożenie dla zdrowia i życia chorego. Jak zapobiegać żylakom? Jak je leczyć? Operować czy nie? Na te i inne pytania odpowiadają eksperci w styczniowym miesięczniku „Szlachetne Zdrowie” – zachęca do lektury Anna Zalech, redaktor naczelny pisma, które już w najbliższy piątek trafi do punktów sprzedaży.
Choroby żylne obejmujące kończyny dolne są dość powszechne. Skala ich występowania szczególnie narasta wraz z wiekiem pacjentów. Często nie mamy wpływu na pojawienie się ich, ponieważ dziedziczymy je po naszych krewnych. Stwierdzono, że jeżeli oboje rodziców ma żylaki, to ryzyko ich wystąpienia u dzieci wynosi 90 procent. Jeśli z problemem boryka się tylko jeden z rodziców, prawdopodobieństwo pojawienia się ich u potomstwa jest odpowiednio mniejsze. Ustalenia badaczy dotyczące skali zjawiska różnią się między sobą i wahają się od 42 proc. do nawet 70 proc. – Zdarza się, że dziedziczenie ma charakter skrzyżowany, tzn.: matka – syn lub ojciec – córka. Czasami jedno pokolenie jest wolne od żylaków, a słabość ścian żył przekazują dziadkowie wnukom – tłumaczy dr Emil Jędrzejewski, chirurg, kierownik Pododdziału Obrażeń Wielonarządowych i Chirurgicznych Stanów Nagłych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.
W uobecnieniu objawów żylaków wśród mężczyzn znaczenie ma wiek pacjenta, a także stopień natężenia i zaawansowania niewydolności. Genetyczne przyczyny pojawienia się dolegliwości potwierdza pan Leszek z Warszawy. – Problem z żyłami miał mój ojciec, a wcześniej dziadek. Teraz ja się z nim borykam. Nie chodzi tu już nawet o kwestie estetyczne, które dają o sobie znać głównie latem. Coraz częściej odczuwam ból, dyskomfort, szczególnie wieczorem. Czekam na operację, bo wiem, że tylko ona jest w stanie zmniejszyć ból i poprawić mój stan zdrowia – mówi nam mieszkaniec stolicy.
Obecnie lekarze diagnozują schorzenie nie tylko u osób starszych, ale też młodych, zwłaszcza u kobiet w wieku dwudziestu, trzydziestu lat. – W czasie ciąży mogą ujawniać się predyspozycje genetyczne. Lekarze określają ten stan kobiety jako czynnik spustowy, który uwidacznia predyspozycje genetyczną. Ze względu na zmiany hormonalne i ucisk ciężarnej macicy na żyłę biodrową, a także zwiększenie ciśnienia w układzie żył powierzchownych może dojść do powstania żylaków – wyjaśnia lekarz. Jak sam zaznacza, wiele zależy tu od wieku kobiety ciężarnej. Im kobieta jest starsza, tym częściej obserwujemy niechciane zmiany.
Ciężkie nogi i skurcze
Specjaliści podkreślają, że nie należy lekceważyć żadnych objawów świadczących o niewydolności żylnej. – Niektórzy ignorują problem, a to duży błąd. Szczególnie gdy wiąże się on z bólem całej kończyny lub widocznym zaczerwienieniem – przestrzega dr Jędrzejewski. – Dyskomfort i uczucie ciężkich nóg są pierwszymi symptomami, które powinny być dla nas czerwonym światełkiem ostrzegającym nas o nadchodzących kłopotach. Nie możemy jednak bagatelizować żadnego zaczerwienienia czy silnego bólu. Jeśli zauważymy i odczujemy nasilenie dotychczasowych objawów, to musimy udać się do specjalisty – tłumaczy. Nasilenie tych objawów może nawet nastąpić w ciągu jednego dnia. – Różnica w samopoczuciu jest tak duża, że nie sposób jej nie dostrzec czy nie poczuć – wyjaśnia specjalista.
Narastający problem z żylakami może oznaczać początek choroby zakrzepowo-zatorowej zwanej zakrzepicą. O jej podstępności, a także o nowych możliwościach leczenia dowiemy się m.in. z najnowszego wydania „Szlachetnego Zdrowia”. – Polega ona na intensywnym rozwoju skrzepliny krwi w żyle, w wyniku czego powstaje zakrzep – czop przylegający do ściany naczynia żylnego i upośledzający odpływ krwi z nogi do serca – czytamy na łamach styczniowego numeru.
Leczenie chirurgiczne zwykle stanowi jedyne skuteczne rozwiązanie problemów żylnych. Metody są różne i zależą od stopnia niewydolności. – Możemy mieć jakieś drobne gałązki, wtedy radzimy sobie miejscowo, wykonując skleroterapię. Jeżeli żyły są mocno pogrubione, a zmiany bardzo nasilone, to drobnymi zabiegami nic nie zdziałamy – przekonuje dr Jędrzejewski. Podkreśla, że specjaliści koncentrują swe prace na tym, aby zminimalizować ból i skrócić czas rekonwalescencji po zabiegu. – Teraz wiele zabiegów wykonuje się laserowo lub klejami tkankowymi. Każdy dzień przynosi tu nowe rozwiązania. Najnowsze metody polegają na wstawianiu zastawek, specjalnych stentów do układu żył powierzchownych. Pożądane efekty otrzymujemy, stosując kleje tkankowe. Cały czas staramy się pomagać pacjentom, aby nie odczuwali bólu – akcentuje chirurg.

