Sejm znowelizował dzisiaj m.in. ustawy o ustroju sądów powszechnych i Sądzie Najwyższym, które poprzedziły – nazwijmy to – nocne posłów rozmowy czy wręcz kłótnie. Mieliśmy, czy mamy, bo teraz kolej na Senat, powtórkę z historii?
– Ciamajdan i wydarzenia z 2016 roku już się nie powtórzą. Dziś skala protestów jest inna, co widać było w Sejmie czy pod Sejmem. Jeśli chodzi o zachowanie posłów totalnej opozycji, to z tego, co widzieliśmy, obyło się bez okupacji mównicy sejmowej, nic też nie słychać, żeby chcieli spędzić święta na Wiejskiej. Mamy za to krzyk i histerię, a przy tym brak jest racjonalnej dyskusji, górę biorą emocje, ale to nie to samo, z czym mieliśmy do czynienia w poprzedniej kadencji parlamentu.
Natomiast pomijając to, czy i ile Prawo i Sprawiedliwość popełniło błędów, podejmując się reformowania sądownictwa, co trwa już kilka lat, trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z niewiarygodną wręcz przeciwkonstytucyjną działalnością Sądu Najwyższego. Jeśli wyrokują, czy chcą decydować, kto ma być sędzią, a kto nie, to pytanie jest: W imię jakiego mandatu to czynią, kto im dał taki mandat? Na pewno nie Konstytucja, bo Ustawa Zasadnicza mówi, że o legalności ustaw rozstrzyga tylko Trybunał Konstytucyjny, również nie prawo europejskie, na które tak chętnie powołują się politycy opozycji czy sędziowie, bo w prawie europejskim jest mowa, że ustrój sądowy jest kompetencją państw członkowskich.
Również Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie jest od tego, żeby wyznaczać, czy to Sąd Najwyższy ma rozstrzygać takie kwestie. Zresztą orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w sprawie pytań prejudycjalnych to nie jest wyrok, bo unijny trybunał uchylił się od definitywnej oceny Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, a pośrednio Krajowej Rady Sądownictwa, wyrażając jedynie sugestie.
To też pewien wytrych prawny, bo jeśli taki byłby wyrok, to przeczyłby on prawu europejskiemu…
– Dokładnie, co więcej – Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu musiałby się odnieść także do innych państw Unii Europejskiej. A zatem jeśli poszlibyśmy taką drogą, że nagle ktoś uzurpuje sobie władzę absolutną – jeśli uznamy, że władza sądownicza jest kluczowa, to żaden z sędziów Sądu Najwyższego nie ma demokratycznej legitymacji, bo de facto nikt go nie wybierał w wyborach powszechnych, w przeciwieństwie do posłów. Jeśli więc posłowie przegłosowali jakąś ustawę i ona obowiązuje, to sędziowie mają się stosować właśnie do ustaw, a nie je kreować czy interpretować.
W innym wypadku mamy do czynienia wręcz z wypowiedzeniem posłuszeństwa ustawom czy państwu. W takiej sytuacji tylko suweren może zareagować, co zresztą uczynił niedawno w wyborach. Trzeba też ustawowo porządkować prawo, bo w innym wypadku będziemy mieć do czynienia z kompletnym chaosem w państwie.
I o ten chaos właśnie chodzi?
– Nie inaczej. Po pierwsze, niektórym czynnikom politycznym w Polsce, które chciałyby – na wzór tych, którzy wprowadzali stan wojenny, najpierw fundując społeczeństwu gigantyczne zmęczenie, pokazując tym samym, jak duży jest chaos, a więc strajki, co tylko powoduje upadek gospodarki. Doprowadzili ludzi do takiej sytuacji, że kiedy 13 grudnia 1981 roku wprowadzili stan wojenny, to wielu zmęczonych przystało na to, wychodząc z założenia, że lepiej niech on już będzie, bo w sytuacji wspomnianego chaosu dłużej nie da się żyć.
Podobnie jest tutaj, gdzie ludzie są zmęczeni ciągłymi kłótniami. Po drugie, wydaje się, że niektóre czynniki w Brukseli uznały, że Polska – w dłuższej perspektywie – jest problemem zarówno ideologicznym, jak też w sferze konkurencyjności albo państwem problemem, które nie do końca daje się wykorzystywać. W związku z tym chaos – jakiego jesteśmy świadkami – jest wyraźnie komuś na rękę, bo nic nie porządkuje. Przecież wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości ani nie był korzystny dla opozycji, ani dla większości rządzącej, tylko był pewną próbą interpretacji, która wprowadzi bardzo niebezpieczny chaos na polskim gruncie, ale również w przestrzeni gospodarczej, bo kto będzie chciał inwestować w państwie, w którym – przyjmując retorykę opozycji totalnej – nie wiadomo, czy sądy są legalne.
Mamy więc próbę wprowadzenia państwa chaosu, a na tym tle oczywiście pojawia się klasyczna już histeria opozycji. Jeśli bowiem ktoś próbuje porządkować system prawny – oczywiście możemy dyskutować o skali tego porządkowania – to z całą pewnością nie można dopuścić do sytuacji, że ktoś wypowiada posłuszeństwo ustawom, a w rzeczywistości państwu, a państwo milczy i nie reaguje. Takie państwo byłoby jedną wielką anarchią.
Czy mimo wszystko PiS nie poszło o jeden most za daleko, czy jest przestrzeń, żeby się cofnąć, czy może większość sejmowa będzie dążyć, aby konsekwentnie przeprowadzić reformy systemu sprawiedliwości do końca?
– Oczywiście z poprawkami, bo po całonocnych obradach sejmowa komisja sprawiedliwości przyjęła 22 poprawki PiS do projektu nowelizacji ustaw sądowych, które dzisiaj przegłosował Sejm. Jeśli chodzi o ten cały spór na Prawicy, to taki był moim zdaniem scenariusz, a więc granie tzw. skrzydłami, które się spierają – Ziobro z Gowinem, a ostatecznie PiS wprowadza kompromis. Ale to tylko potwierdza trwałość koalicji rządowej.
Następnie było trzecie czytanie i uchwalenie ustaw sądowych. Strategia PiS do tej pory była taka, że uchwalali ustawy, natomiast jeśli spotkało się to z oburzeniem Unii Europejskiej, to się wycofywano, ale to nie było dobre. Chodzi o to, że aby nie było histerii, z jaką mieliśmy do czynienia w 2016 roku, czy mamy dzisiaj, to musi być konsekwencja w działaniu, a więc twardo idziemy do końca. Postawa niezdecydowana, ustępstwa, tylko zachęcają środowiska niechętne władzy, żeby radykalizowały swoje protesty. W mojej ocenie – protesty, których jesteśmy świadkami, nie mają już takiej dynamiki.
Co nie przeszkadza sędziom Sądu Najwyższego przypisywanie sobie kompetencji Trybunału Konstytucyjnego…
– Taka postawa jest drogą do anarchii. Równie dobrze możemy mieć sytuację, kiedy np. sąd okręgowy czy rejonowy zacznie sobie uzurpować prawo do interpretacji wprost Konstytucji, co grozi jakimś niewyobrażalnym absurdem. I w tym sensie opozycja, która się owszem burzy, społecznie nie jest w stanie tego wygrać. Cała opozycja jest bardzo podzielona, chociażby w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich, do tego Platforma ma jeszcze wewnętrzne problemy z przywództwem. Jest też pytanie, czy się przestraszymy retoryki Unii Europejskiej, która już zaczyna pomrukiwać i apeluje o wstrzymanie prac nad projektem dotyczącym dyscyplinowania sędziów.
O ile w ramach Zjednoczonej Prawicy trwa dyskusja, są też ustępstwa, o tyle po stronie opozycji jest cały czas totalność, co mogliśmy usłyszeć ubiegłej nocy podczas nagranych rozmów w trakcie przerwy w obradach komisji sprawiedliwości…
– To świadczy, że totalni nie mieli i nie mają żadnego scenariusza. Przypomnę, że podczas ciamajdanu też nie było żadnego scenariusza. Weszli na salę plenarną Sejmu, usiedli i co? Ileż można siedzieć? Nic dziwnego, że ten cały protest się skompromitował razem z jego aktorami. To po pierwsze, a po drugie, warto pamiętać, że w Platformie jest potężna wewnętrzna walka o władzę, ale także o liderowanie w opozycji w ogóle. I tutaj różne grupy stanęły w szranki, bo zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i Szymon Hołownia z TVN-em, a więc różne byty chcą ze sobą rywalizować. To z kolei pokazuje, że nie mówimy o planie, tylko o dość infantylnym prześciganiu się na radykalizm.
Protesty uliczne nie wypaliły, Donald Tusk, który najpierw zachęcał ludzi, żeby wyszli na ulice, sam na proteście się nie pojawił, a opozycja, która mimo że wczoraj mogła zablokować procedowanie ustaw sądowych, nie pojawiła się w komplecie w Sejmie. Z czym mamy do czynienia?
– To jest polityczny teatr, ale na pewno nie wiara w słuszność tej sprawy. Widać to było w 2016 roku po Ryszardzie Petru, który wtedy, gdy posłowie Platformy i Nowoczesnej okupowali salę sejmową – zamiast stać razem z nimi – wolał pojechać na wypoczynek na Maderę. Dzisiaj patrząc na działania opozycji, jest podobnie, sytuacja jest klarowna. Przecież nikt chyba nie ma wątpliwości, że nie chodzi tu o ideową walkę, tylko o czystą gierkę polityczną. Tymczasem Polaków bardziej interesują zbliżające się święta Bożego Narodzenia niż to, co totalna opozycja wyczynia w sprawie blokowania nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych, Sądzie Najwyższym i innych ustaw.

