logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rok niewiadomych, ale też rok nadziei

Wtorek, 31 grudnia 2019 (19:14)

Aktualizacja: Środa, 1 stycznia 2020 (10:30)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mijający rok obfitował w wiele wydarzeń na polskiej scenie politycznej, które z nich uważa Pan za najważniejsze?

– Bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem było drugie z rzędu zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Ponadto do ważnych wydarzeń zaliczyłbym całkiem dobry wynik i wejście do Sejmu lewicy, która po politycznym czyśćcu – widać wyciągnęła wnioski – wróciła na główną scenę polityczną w Polsce.  

Jak jawi się nowy, 2020 rok w polskiej polityce?

– Mamy trzeci etap wyborczy – wybory prezydenckie. W mojej ocenie, będą to najważniejsze wybory, dlatego że kto ma prezydenta, ten ma władzę. Pamiętajmy, że prezydent, jego pióro to jest największa wartość, a odrzucić przez parlament ustawę niepodpisaną przez prezydenta, odrzucić veto prezydenta wcale nie jest takie proste. A zatem od tego, kto będzie prezydentem, zależeć będzie ciąg dalszy wydarzeń w Polsce.

Patrząc też na mocno dziś podzieloną opozycję, czy Andrzej Duda ma z kim przegrać?

– Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że dzisiaj największym przeciwnikiem Andrzeja Dudy jest sam Andrzej Duda. Inaczej mówiąc, każdy urzędujący prezydent, premier czy minister musi najpierw zawalczyć sam ze sobą, musi pokazać, że naprawdę ma efekty pracy, a jednocześnie nie popełnia poważnych błędów wizerunkowych, które mogą położyć się cieniem na dotychczasową działalność i zniweczyć plany reelekcji. To było widać w przypadku prezydenta Bronisława Komorowskiego, gdzie jego największym problemem był on sam. I działania, jakie podejmował Bronisław Komorowski, jego nieudolność, błędy komunikacyjne oraz brak kontaktu z wyborcami, to wszystko było główną przyczyną jego klęski wyborczej. Teraz od Andrzeja Dudy będzie zależało to, czy będzie miał w sobie na tyle determinacji i woli wygranej wyborów, czy zwyczajnie abdykuje i odda walkowerem majowe wybory.

Tylko że patrząc na blisko pięć lat prezydentury Andrzeja Dudy, jego aktywność trudno porównywać z – delikatnie rzecz ujmując – senną kadencją Bronisława Komorowskiego?     

– To prawda, warto jednak pamiętać, że pamięć wyborców jest bardzo krótka i ulotna. Wyborcy pamiętają to, co jest dzisiaj, tu i teraz. Mało który wyborca zastanawia się nad tym, co było pięć lat temu, bo to nikogo już nie interesuje, my żyjemy przyszłością, a mniej skupiamy się na tym, co było. I trzeba być tego świadomym. Wyborcy, w przeciwieństwie do historyków, mają krótkotrwałą pamięć, dlatego każde kolejne wybory są nieprzewidywalne.

Wybory prezydenckie to jedno, wcześniej jednak czekają nas wybory w Platformie…

– I tutaj może być część dalsza politycznej układanki. Rozmawiałem z jednym z polityków Platformy, który powiedział, że politycy tej formacji zdają sobie sprawę z wad Grzegorza Schetyny, tylko pytanie: czy jeśli zostanie odsunięty od przewodzenia w Platformie, nie pojawi się ktoś jeszcze gorszy od niego? Istnieje zatem ryzyko, że nieudolna próba przewrotu, bo trzeba zakładać różne scenariusze, spowoduje, że dojdzie do rozłamu w Platformie. Grzegorz Schetyna z pewnością jest silny, jest znaczącą osobowością w Platformie. Oczywiście nie jest kochany i noszony na rękach, bo to nie jest polityk pokroju Donalda Tuska, ale jest wyrafinowanym, cwanym i – co ważne – sprawnym, skutecznym graczem. Dlatego radziłbym się wstrzymać z odtrąbieniem jego klęski, bo może być jeszcze różnie.        

Czy Platforma idąc dotychczasowym szlakiem, ma szanse przetrwać?

– Na pewno nie można wykluczyć rozłamu w Platformie. Warto bowiem zwrócić uwagę na aktywność w ostatnim czasie Donalda Tuska i jego dość dziwne zachowania. Książka pt. „Szczerze”, która miała być hitem, wcale takim nie jest, do tego pojawienie się Szymona Hołowni w gronie kandydatów na urząd Prezydenta RP czy kilku osób chętnych do przejęcia schedy po Grzegorzu Schetynie, to wszystko może sygnalizować powstanie nowej siły politycznej, ale już bez Schetyny. Taka nowa Platforma bardzo europejska, centrolewicowa.

Pod patronatem Donalda Tuska?

– Tak. Proszę zwrócić uwagę, że najlepszym miejscem dla polityka jest usadowienie się w drugim szeregu, ale bez konsekwencji. Pełnienie roli mentora, który wskazuje, co trzeba zrobić bez ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. I w takiej roli próbuje się dzisiaj obsadzić Donald Tusk. Patrząc na wydarzenia na scenie politycznej, warto to mieć na względzie.

Jakie są perspektywy i jakie powinny być główne akcenty polskiej polityki zagranicznej?

– Na gruncie europejskim mamy budowanie nowego unijnego budżetu na nową perspektywę finansową. Bez jednej drużyny, bez gry zespołowej, co zawsze podkreślałem i zawsze będę powtarzał, nie da się uchwalić dobrego, korzystnego dla Polski budżetu Unii Europejskiej. Jeżeli opozycja i rząd, rząd i opozycja nie będą miały woli współdziałania w tej kwestii, to nie ma co się czarować, że uda się uchwalić korzystny dla Polski budżet unijny i środki dla naszego kraju. Wszystko, co się stanie w ramach nowego unijnego budżetu, będzie oceną dla całej klasy politycznej w Polsce. Jeżeli ktoś uważa, że ewentualny niekorzystny budżet unijny dla Polski to byłaby wina premiera, to jest w błędzie, bo to będzie suma wszystkich działań i owoc pracy polityków – także polskich eurodeputowanych.

A jeśli chodzi o NATO i kwestie naszego bezpieczeństwa?     

– Myślę, że będziemy mieć ciąg dalszy zbliżania, zacieśniania relacji ze Stanami Zjednoczonymi – jako głównym ogniwem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Pamiętajmy też, że w USA maszynka wyborcza przed wyborami prezydenckimi też ruszyła, ale nie sądzę, żeby nasze wzajemne, sojusznicze relacje uległy pogorszeniu.

Jaka powinna być nasza polityka wschodnia, zwłaszcza w obliczu kłamliwych ataków prezydenta Rosji wymierzonych w Polskę?

– Uważam, że Władimir Putin – całkiem przypadkowo, w sposób niezamierzony, wbrew pozorom – przysłużył się polskiej klasie politycznej. Dlatego że nikt ostatnimi czasy tak nie zjednoczył, tak nie skonsolidował Polaków jak właśnie Putin przez swoją wypowiedź. Proszę zwrócić uwagę, że dzięki Putinowi strona rządowa, strona opozycyjna, a nawet Donald Tusk – wszyscy mówią jednym głosem. Te słowa w zamierzeniu miały oczywiście przynieść inny efekt, ale skutek jest taki, że Amerykanie, a także lobby żydowskie staje po stronie Polski. To znaczy, że Putin się przeliczył i przegrał bitwę, którą sam rozpoczął. Oczywiście nie zmienia to faktu, że Wschód jest ciągle wyzwaniem, gazociąg Nord Stream 2 jest w zawieszeniu i teraz Rosjanie z uwagi na embarga amerykańskie zostali zmuszeni, aby kontynuować inwestycję sami. Uważam jednak, że skończą to, co zaczęli, z cichym przyzwoleniem państw Unii Europejskiej. Innymi słowy: Rosjanie będą kontynuować swoją politykę zagraniczną, której znaczącym elementem jest właśnie energetyka.    

Są jeszcze ogromnie ważne kwestie gospodarcze, jak pod tym względem jawi się 2020 rok dla Polski?

– Wszyscy patrzą z niepokojem na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, która – ostatnimi czasy – nie ma najlepszych notowań. Pojawia się pytanie, co może się wydarzyć? Z pewnością warszawska Giełda Papierów Wartościowych wymaga szarpnięcia, nowego, świeżego oddechu, którego póki co nie ma. Stąd ambicje i oczekiwania muszą być nieco stonowane. Teoretycznie  oczywiście wszystko się spina, wygląda ładnie, pieniądze po OFE będą rozparcelowane, tylko pytanie: jaki będzie tego ciąg dalszy? Dlatego suma, niejako kulminacja tych wszystkich działań na różnych polach politycznych, także gospodarczych, będzie w maju 2020 roku. Z chwilą, kiedy wybory wygra Andrzej Duda, będziemy mieć kontynuację dobrej zmiany i pewną przewidywalność, natomiast w wypadku klęski wyborczej obecnego prezydenta nie wykluczałbym, że na jesieni będziemy mieć przyspieszone wybory parlamentarne.

Dziękuję za rozmowę.       

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl