logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Scenariusz „zagranica” jest cały czas realizowany

Niedziela, 19 stycznia 2020 (23:16)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem rozmawia Mariusz Kamieniecki

Senat odrzucił – w całości nowelizację ustaw sądowych. Spełniły się zatem zapowiedzi opozycji, że trafi ona w całości do kosza i trafiła…

– Ustawa, którą opozycja nazywa kagańcową, rzeczywiście trafiła do kosza, ale na tym etapie, na etapie prac Senatu. Można powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość przegrało bitwę, ale wojna o kształt polskiego sądownictwa – także na forum Unii Europejskiej – wciąż trwa. Oczywiście można się było spodziewać, że odrzucenie nowelizacji ustaw sądowych rozszerzających odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów i wprowadzających zmiany w procedurze wyboru I prezesa Sądu Najwyższego – w Senacie nastąpi. Wcześniej, za odrzuceniem noweli ustaw sądowych opowiedziały się senackie komisje: ustawodawcza oraz praw człowieka, praworządności i petycji. Wynika to z takiego, a nie innego układu sił w Senacie, gdzie niewielką, ale jednak przewagę ma opozycja. Pojawiały się – okazuje się jednak, że nazbyt optymistyczne wypowiedzi polityków PiS, ale również komentatorów sceny politycznej, że jest możliwe odzyskanie Senatu, że pozycja marszałka Tomasza Grodzkiego nie jest tak mocna, nie jest stabilna. Jak wiadomo w Senacie jest równowaga sił, natomiast głos decydujący mają senatorowie niezależni, niezrzeszeni. Okazało się jednak, że Platforma, czy jak kto woli Koalicja Obywatelska, PSL i Lewica potrafiły zmobilizować siły, utrzymać dyscyplinę, co więcej wciąż utrzymują przewagę dzięki postawie senatorów niezrzeszonych. Senator Lidia Staroń zagłosowała za przyjęciem ustaw sądowych, ale pozostali trzej senatorowie niezrzeszeni głosowali ręka w rękę z przeciwnikami reform wymiaru sprawiedliwości.

Jednak ta większość opozycji w Senacie – jak Pan zauważył – nie jest stabilna, i różnie może to wyglądać w przyszłości?

– Przykładem jest jedno z głosowań niedawnego posiedzenia Senatu, gdzie senatorowie mieli zdecydować, czy zdjąć z porządku obrad punkt dotyczący wyboru przedstawicieli do Krajowej Rady Sądownictwa. Mimo absencji dwóch senatorów PiS, wniosek nie uzyskał większości, ponieważ przeciwni byli senatorowie niezależni Krzysztof Kwiatkowski, Lidia Staroń i Wadim Tyszkiewicz. To pokazuje, że sytuacja jest dynamiczna, pozycja większości senackiej nie do końca jest stabilna i w każdej chwili może się to zmienić. Nie oznacza to jednak, że gdyby nawet nastąpiła radykalna zmiana w Senacie i marszałek z ramienia Koalicji Obywatelskiej popierany przez PSL i Lewicę oraz senatorów niezależnych straciłby swoją funkcję, a zastąpiłby go kandydat Zjednoczonej Prawicy, to ten ewentualny nowy układ byłby stabilny. Sytuacja może się zatem zmieniać w trakcie kadencji. Można się oczywiście spodziewać zmian, ale niekoniecznie muszą to być zmiany trwałe. Żadna ze stron nie ma na tyle zdecydowanej przewagi, żeby mogła doprowadzić do pewnej stabilizacji. Natomiast nie zanosi się też na wypracowanie jakiegoś konsensusu, który stabilizowałby sytuację w Senacie. Jeśli chodzi o Platformę, PSL i Lewicę mamy do czynienia z daleko idącą dyscypliną, podporządkowania myślenia raczej w kategoriach partyjnych, antypisowskich – w tym wypadku, niż z gotowością do podjęcia merytorycznej dyskusji, której należałoby oczekiwać – szczególnie od izby wyższej polskiego parlamentu. Mamy zatem kolejne, bardzo niedobre zjawisko jeśli chodzi o jakość funkcjonowania polskiego parlamentaryzmu, gdzie senatorowie podejmują decyzje w kategoriach ściśle partyjnych. Nie ma zatem refleksji, nie ma nawet prób podjęcia takiego wysiłku i nawet system jednomandatowy, jeśli chodzi o wybór senatorów, nie wpłynął pozytywnie na jakość procedowania, na jakość pracy Senatu, który podobnie jak Sejm jest zdominowany przez dwa ugrupowania polityczne wiodące także w sondażach.

Opozycja uważa, że w trakcie debaty poprzedzającej głosowanie udało się Polakom pokazać, jak groźne są ustawy PiS...

– Absolutnie nie można się zgodzić z taką narracją. Opozycja bardzo dużo straciła – przynajmniej w tej części elektoratu, który możnaby określić jako nie do końca zdecydowany, a co za tym idzie możliwy do pozyskania przez jedną czy drugą stronę. Chodzi o to, że odwoływanie się do instytucji unijnych, przekraczanie kompetencji przez marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, który w sposób nieuprawniony zaprasza do Polski przedstawicieli Komisji Weneckiej, czy głosowanie 18 polskich europarlamentarzystów za rezolucją w sprawie tzw. praworządności de facto przeciwko Polsce, to z całą pewnością nie jest dobrze przyjmowane przez elektorat niezdecydowany. Przecież to, co może najbardziej uderzać w Platformę, to, co może być dostrzegane i nie podobać się nazwijmy to centrowemu elektoratowi jest to, że wspomniana rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywa państwa członkowskie Unii Europejskiej do przyjęcia przepisów, aby dostęp do środków unijnych był uzależniony od praworządności. Jest to odbierane przez społeczeństwo, przez Polaków, którzy obserwują to, co się dzieje w życiu politycznym, że jest to uderzenie bynajmniej nie w rząd, ale w państwo polskie. Są to zatem działania dyskryminujące, uderzające w Polskę i Polaków, w suwerenność, nawet w poczucie własnej godności każdego Polaka.

Jednak trudno chyba sądzić, żeby taką postawą swoich europosłów był zaskoczony czy zaniepokojony elektorat Platformy?

– Twardy elektorat, elektorat Platformy przekracza niewiele ponad 20 proc. i na tym poziomie poparcie dla tej formacji politycznej pozostaje. Tylko, że tego typu działaniami, które podejmuje Platforma, absolutnie nie da się poszerzyć tego grona.

Debata na temat sądownictwa trwa już kilka lat. Czy mimo wszystko Polacy nie są tym zmęczeni?

– Owszem debata i reformy wymiaru sprawiedliwości trwają już pięć lat i Polacy – jednak oczekują, co zresztą potwierdzają badania sondażowe, usprawnienia sądownictwa, sprawnego procedowania, bo przewlekłość spraw w sądach jest bardzo duża. Jednak Polacy przede wszystkim oczekują systemu sprawiedliwości z prawdziwego zdarzenia, oczekują oddania tego, co każdemu się należy, a więc zauważenia ludzkiej krzywdy. Nie trzeba daleko sięgać, bo ostatnio mieliśmy kilka bulwersujących orzeczeń sądowych i ludzie to widzą. I w tym kontekście Platforma czy senatorowie związani z opozycją, nie przedstawili żadnej kontrpropozycji, całościowej, kompleksowej reformy systemu wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem zmiana ta jest oczekiwana i gdyby opozycja przedstawiła taką czy inną koncepcję zmiany, a nie tylko torpedowała wszystkie działania koalicji rządowej, to mielibyśmy merytoryczny dyskurs, natomiast ze strony totalnej opozycji widać jedynie działania obstrukcyjne.

Na co zatem obliczona jest strategia Platformy?   

– Ten brak pozytywnych działań, brak propozycji świadczy, że opozycja w Polsce jest nastawiona na „bratnią” pomoc ze strony Unii Europejskiej, i z tym wiąże swoje nadzieje. Nie sprawdził się scenariusz „ulica”, ale scenariusz „zagranica” jest cały czas realizowany stąd wszystkie te „wycieczki” do Brukseli i próby buntowania instytucji unijnych przeciwko Polsce i legalnie – w sposób demokratyczny – wybranej władzy.  

Twarzą obstrukcji przeciwko rządowi jeśli chodzi o ustawy sądowe jest marszałek Grodzki. Czy z czasem jego postawa i on sam nie stanie się obciążeniem dla Platformy?

– W Platformie jest kilku polityków zbliżonych do tej osobowości marszałka Senatu, który jednak przoduje. Pewien styl sprawowania zaszczytnej funkcji marszałka Senatu, trzeciej osoby w państwie – w pewnej perspektywie może budzić zaniepokojenie opozycji. Chodzi o to, że takie nazwijmy to niekonwencjonalne metody, wykraczanie poza własne kompetencje – w tym przypadku sprowadzenie do Polski przedstawicieli Komisji Weneckiej, czy spotkania ze stroną rosyjską, czy wizyta w Brukseli i spotkanie z wiceszefową Komisji Europejskiej Verą Jourovą, one się będą tylko pogłębiały. Będzie to też rzutowało na styl pracy Senatu pod przewodnictwem marszałka Tomasza Grodzkiego, który może próbować narzucać taki, a nie inny model. To może być obciążeniem dla Platformy zważywszy na bardzo duże ambicje polityczne, osobiste marszałka Senatu, które zderzą się też z ambicjami personalnymi innych działaczy Platformy. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że są tam bardzo mocne podziały – mamy teraz wybory nowego szefa Platformy, i te podziały wynikają raczej z pewnych ambicji, a nie z różnic programowych związanych z taktyką.

Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 22 stycznia 2020 (22:02)

NaszDziennik.pl