logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek / Nasz Dziennik

Granice obrony koniecznej ustala sąd

Poniedziałek, 20 stycznia 2020 (21:53)

Z mecenasem Marcinem Iwanowskim rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Mecenasie, czym jest obrona konieczna i w jakich sytuacjach mamy z nią do czynienia?

– Obrona konieczna występuje w sytuacji zagrożenia bezprawnym, bezpośrednim zamachem na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Może to być zamach zarówno na życie, zdrowie, ale również na cześć i dobra osobiste. Ustawodawca wskazuje, że musi to być zamach bezprawny i bezpośredni. Co do bezprawności, to jest dość łatwo określić, co jest bezprawne, a co nie, bo zasadniczo każdy zamach na zdrowie, życie czy na dobra osobiste jest działaniem bezprawnym. Są jedynie wyjątki, które wyłączają taką bezprawność. Natomiast bezpośredniość polega na tym, że to zagrożenie musi w nas tworzyć świadomość, że nastąpi, jeżeli ja nie dam odporu właśnie poprzez obronę konieczną. Wskazuje się też, że ta obrona konieczna musi być adekwatna do skali zagrożenia i do zagrożonego dobra. Dla przykładu, jeśli ktoś określi mnie słowem obelżywym czy znieważy mnie, to nie oznacza, że mogę takiego człowieka zabić. Ustawodawca wskazuje, że osoba naruszająca czyjeś dobro, ale w ramach tzw. kontratypu obrony koniecznej, nie podlega karze. Natomiast ustawodawca wskazuje również, że za przekroczenie granicy obrony koniecznej taka kara może być, a nawet powinna być wobec broniącego się nadzwyczajnie złagodzona bądź sąd może nawet odstąpić od wymierzenia takiej kary.

Gdzie są granice obrony koniecznej, jeśli chodzi o obronę siebie i najbliższych przed agresją innych?

– Granice obrony koniecznej – w każdym przypadku – ustala sąd. To sąd ocenia, nadaje wykładnię przepisu Kodeksu karnego, który mówi o obronie koniecznej. Ustawodawca nie zdefiniował granic obrony koniecznej, a zatem poruszamy się w przestrzeni bardzo dużej niepewności prawnej. Również osoby, które stają przed koniecznością obrony, nie mają pewności, czy ich zachowanie zostanie przez sąd uznane za karalne czy też nie. W związku z tym mamy oczywiście pewne wytyczne, bo wyroków w sprawie obrony koniecznej zapadło już całkiem sporo, natomiast jasnych granic nie ma.

A czy powinny być?

– Powiem szczerze, że osobiście nie mam zdania, czy powinniśmy zmieniać prawo, czy może powinniśmy zmieniać mentalność sądów. Okazuje się, że przepis daje możliwość odstąpienia od wymierzenia kary, nadzwyczajnego złagodzenia kary. Natomiast sądy bardzo surowo podchodzą do oceny zachowania osób, które korzystają z obrony koniecznej – często odmawiając im takiego prawa, czyli ich zachowanie oceniając jako niemieszczące się w granicach obrony koniecznej. I tutaj widzę większy problem niż w samej treści prawa.

Zdarzają się sytuacje, kiedy to nie napastnik, ale osoba broniąca się przed agresją ponosi większe konsekwencje niż ci, którzy atakują…

– Rzeczywiście tak się zdarza i jest to bardzo przykre, bo zdarzają się wyroki nawet bezwzględnego pozbawienia wolności, jeżeli ktoś w ramach obrony koniecznej narusza nietykalność cielesną napastnika. Skutkiem takiej obrony – w ogóle niezamierzonej przez osobę broniącą się – jest np. naruszenie czynności ciała czy nawet śmierć takiego napastnika. I wówczas rodzina napastnika nabywa prawo do żądania zadośćuczynienia od broniącego się. Sąd nie bierze pod uwagę zawinienia tego napastnika, tylko bierze pod uwagę, że skutkiem działania broniącego się jest – w drastycznym przypadku – śmierć napastnika. Natomiast w mojej ocenie, powinno być przede wszystkim potępione zachowanie napastnika, a zachowanie broniącego powinno się oceniać w kontekście czynu tegoż napastnika, w kontekście jego zachowania. Jeżeli broniący się nawet przekroczył znacznie granice obrony koniecznej, ale został do tego sprowokowany przez napastnika – poprzez jego działania, to wówczas, po pierwsze – napastnik i jego rodzina nie powinni być beneficjentami wyroku skazującego osoby broniącej się, a po drugie – broniący się – jeżeli już otrzymuje wyrok skazujący, bo kiedy drastycznie przekroczone są granice obrony koniecznej, to taki wyrok powinien zostać wymierzony, natomiast powinno się też brać pod uwagę zachowanie napastnika oraz to, w jakiej sytuacji znalazła się osoba broniąca się, która często działa w stanie wzburzenia emocjonalnego. I to też powinno mieć wpływ na wymierzoną przez sąd karę.

Znana jest Panu sprawa Tomasza Greczkowicza, który został skazany za pobicie napastnika. Czy mógłby Pan pokrótce przybliżyć tę sprawę, co budzi w niej kontrowersje?

– Sporządziłem w tej sprawie tzw. opinię przyjaciela sądu, w sprawie o wznowienie postępowania. Według mnie, w tym przypadku doszło do skandalicznej sytuacji skazania Tomasza Greczkowicza na karę – na początku – pozbawienia wolności, z warunkowym zawieszeniem jej wykonania, natomiast później do skazania go na karę bezwzględnego pozbawienia wolności, na ponad rok tzw. odsiadki. W realiach tej sprawy jest czymś niedopuszczalnym, skandalicznym. Uważam, że w tym przypadku sąd nie spełnił swojej roli. Nie wiem, czym powodowany był sąd, wymierzając taki, a nie inny wyrok. Chciałbym wierzyć, że w tym przypadku nie wchodziły żadne aspekty pozaprawne. Natomiast sam wyrok jest skandaliczny, stąd też moje osobiste zaangażowanie się, żeby w tej sprawie pomóc.

Jaki jest obecny stan prawny w tej sprawie?

– Obecnie czekamy na decyzję sądu w Katowicach o wznowienie postępowania, a to wznowienie ma być oparte na tym, że pojawiła się nowa opinia biegłych, którzy wskazują, że przyczyną śmierci osoby, przed którą bronił się Tomasz Greczkowicz, nie było jego bezpośrednie zachowanie, ale błędy. Błędy medyczne nastąpiły w szpitalu, gdzie trafił ów napastnik. I to jest podstawa do wznowienia postępowania i na to wznowienie obecnie czekamy. To po pierwsze, a po drugie – do prezydenta RP Andrzeja Dudy została wystosowana prośba o ułaskawienie Tomasza Greczkowicza. Wiem, że pod tą prośbą podpisało się szereg osób publicznych, szereg przedstawicieli zawodów zaufania publicznego i mam nadzieję, że prezydent Andrzej Duda weźmie pod uwagę zarówno okoliczności tego zdarzenia, jak i samą osobę Tomasza Greczkowicza, z którym ja osobiście się nie poznałem, natomiast wiem z relacji osób, które go poznały, że jest to wzorowy mąż, ojciec, osoba zaangażowana w działalność charytatywną. W związku z tym wykonanie wobec niego kary pozbawienia wolności byłoby rażącą niesprawiedliwością.

Ostatnio głośna jest sprawa pobicia 38-latka, który jadąc autem, ochlapał błotem jednego z dwóch przechodzących mężczyzn, którzy w następstwie tego pobili go śmiertelnie, a Sąd Okręgowy w Zamościu wymierzył im kary 5 i 4 lat więzienia. Czy tak ma wyglądać sprawiedliwość?

– Osobiście nie znam tej sprawy, więc trudno mi się wypowiadać autorytatywnie. Z drugiej jednak strony ktoś mógłby powiedzieć, że te osoby działały w ramach obrony koniecznej, bo została naruszona ich nietykalność (w tym przypadku ubrudzenie ubrań) i zareagowały w taki, a nie inny sposób. I to jest przykład, że to nie była obrona konieczna, że tu nie było ewidentnie bezpośredniego zamachu na dobro prawne tych mężczyzn, a reakcja ich – napastników – była absolutnie nieadekwatna. Uważam, że takie postępki nie mieszczą się w żadnych zasadach współżycia społecznego i stąd ich ocena powinna być jednoznaczna, a takie czyny powinny być karane z bezwzględną surowością. Natomiast co do wymiaru tej kary orzeczonej przez sąd trudno mi się wypowiadać, skoro nie znam wszystkich okoliczności. Nie wiem, czy ze strony ofiary były jakieś – dajmy na to – prowokujące zachowania, jaka była historia karalności tych napastników, jakie było też ich dotychczasowe życie. Pozornie sytuacja wygląda skandalicznie, że wyroki 4 i 5 lat pozbawienia wolności wydają się bardzo niskie, natomiast nie pokuszę się o konkretną ocenę, czy te wyroki były sprawiedliwe, czy nie, bo nie znam tej sprawy.

Dziękuję za rozmowę.  

 

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl