logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Stalinowscy mentorzy NPW

Wtorek, 22 stycznia 2013 (02:09)

Skompromitowani funkcjonariusze stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości Leo Hochberg, Jerzy Bafia czy Igor Andrejew w przypisach do artykułów – takim aparatem naukowym postanowił się pochwalić z okazji jubileuszu 85-lecia istnienia „Wojskowy Przegląd Prawniczy”, periodyk wydawany pod auspicjami płk. Jerzego Artymiaka, szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

W jubileuszowym numerze „Wojskowego Przeglądu Prawniczego” znalazło się kilkanaście przedruków ze starych jego numerów. Obok przedwojennych tekstów zamieszczono w nim publikacje z czasu głębokiej komuny, lat 40., 50. czy 60. W tekstach profesorów Mariana Cieślaka i Zbigniewa Dody znalazły się odwołania w przypisach do publikacji prawniczych skompromitowanych w okresie stalinowskim sędziów Leo Hochberga, Jerzego Bafii i Igora Andrejewa. Jak na ironię analizują w nich problematykę zakazu reformationis in peius w wojskowym procesie karnym; to segment gwarancji praw oskarżonego związany ze stosowaniem zakazu zmiany na gorsze. Niewątpliwie sędziowie orzekający w powojennych procesach żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego byli znanymi praktykami wartości „sprawiedliwej represji”.

W słowie wstępnym do numeru specjalnego ppłk dr Anna Czapigo, redaktor naczelny pisma, pisze, że zrodził się pomysł, aby „przypomnieć naszym stałym Czytelnikom, a nowym przybliżyć dorobek naszego czasopisma” poprzez zamieszczenie przedruków z dawnych numerów.

– Jaki to jest dorobek, zrobiony za stalinowskimi stołami sędziowskimi? Ktoś się nad tym zastanawia? – nie kryje oburzenia sędzia w stanie spoczynku Bogusław Nizieński, były rzecznik interesu publicznego. – Jakie wyroki wydawał Andrejew? – pyta retorycznie.

Igor Andrejew orzekał m.in. w składzie sędziowskim Sądu Najwyższego, który w 1952 r. zatwierdził wyrok śmierci na gen. Augusta Fieldorfa „Nila”. Jego szczątków poszukuje dziś na powązkowskiej Łączce ekipa IPN. Leo Hochberg w latach 1947-1955 był członkiem Najwyższego Sądu Wojskowego, a potem sędzią Sądu Najwyższego. Podtrzymał w drugiej instancji wyrok śmierci na rotmistrzu Witoldzie Pileckim. W 1956 r. komisja Mazura uznała, że Hochberg – jako sędzia wojskowy – dopuścił się wielu „nieprawidłowości” w okresie stalinowskim. Miał zostać zdegradowany i dostać zakaz pracy w wymiarze sprawiedliwości, ale tego uniknął. Z kolei Jerzy Bafia od 1953 r. orzekał w tajnej sekcji Sądu Najwyższego, która zajmowała się m.in. wydawaniem wyroków śmierci na wrogów reżimu komunistycznego.

– To jest absolutnie chory pomysł, żeby wracać do tych haniebnych czasów, kiedy najlepsi z synów Polski ginęli w walce o Ojczyznę, skazywano ich w procesach śmierci, które były urągowiskiem, a nie procesami karnymi – podkreśla sędzia Nizieński.

– Wartość prawnicza tych przedruków obecnie jest żadna, stanowi to wartość tylko wyłącznie pod względem historycznym – podkreśla prawnik dr Andrzej Duda. – Obniża to rangę każdej publikacji, jeżeli się powołujemy na takie „autorytety” – stwierdza sędzia w stanie spoczynku dr Zbigniew Szczurek.

„Nasz Dziennik” zapytał o sens zamieszczenia tego typu starych tekstów Naczelną Prokuraturę Wojskową, wydawcę „Wojskowego Przeglądu Prawniczego”. Jej szef płk Jerzy Artymiak jest członkiem rady programowej czasopisma.

– Zarówno prof. dr hab. Zbigniew Doda, jak i prof. dr hab. Marian Cieślak to niekwestionowane autorytety w dziedzinie prawa karnego. W przypisach do swoich artykułów powołali się oni m.in. na Igora Andrejewa i Leo Hochberga, wskazując na przedstawicieli ówczesnej doktryny, którzy pisali na tematy związane z problematyką poruszaną w ich publikacjach. Wymagała tego rzetelność naukowa – tłumaczy kpt. Marcin Maksjan w zastępstwie rzecznika prasowego NPW.

Sędzia Szczurek podkreśla, że zrobiono z Bafii wielki autorytet prawniczy. – Jego książki były drukowane przez wydawnictwo prawnicze i szczególnie zalecane. Podręcznik z prawa karnego Bafii był powszechnie obowiązujący – podkreśla. Po ujawnieniu prawdy o nim wykładowcy wycofali się z rekomendacji jego „dorobku”. Teraz za stosowne uznał je reanimować periodyk Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Również mocno promowano Igora Andrejewa. – To też był wielki „autorytet” z zakresu prawa karnego, jego podręczniki były jeszcze bardziej popularyzowane niż Bafii – mówi sędzia dr Zbigniew Szczurek. Dodaje, że Bafia sam uważał, że ma wyłączne prawo, wręcz monopol, na wypowiadanie się w określonych dziedzinach.

Trefne autorytety

Doktor Andrzej Duda przypomina, że w okresie PRL wyraźnie oczekiwano powoływania się na odpowiednie autorytety prawnicze. – Byli tacy, którzy stronili od tego, jak mogli, ale oczywiście byli też tacy, w których pracach takich odwołań jest wiele bądź ograniczają się wyłącznie do klasyków – starszych lub młodszych, typu Andrejew – mówi prawnik.

Z kolei pytana o to samo redakcja Wojskowego Przeglądu Prawniczego ubolewa, że dorobek naukowy prof. Dody i Cieślaka został przez nas określony mianem „stalinowskiego”. Tymczasem to określenie odnosiło się do postaci Hochberga, Bafii i Andrejewa. Wszak to Andrejew okresie 1948--1953 był dyrektorem w Centralnej Szkoły Prawniczej im. T. Duracza w Warszawie, która przygotowywała kadry dla stalinowskiego sądownictwa. Przechwalał się wówczas, że to pierwsza uczelnia, w której „wszystkie przedmioty są wykładane zgodnie z założeniami marksizmu – leninizmu”. Andrejew był także współautorem podstawowego w stalinowskiej Polsce podręcznika „Prawo karne Polski Ludowej” (1954).

W 1952 r. Andrejew zatwierdził wyrok śmierci na gen. Augusta Fieldorfa „Nila”, szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, którego szczątków poszukuje dziś ekipa IPN. Rozprawa Sądu Najwyższego odbywała się w trybie tajnym, bez udziału oskarżonego, na podstawie dokumentów sądu niższej instancji. Andrejew i dwaj inni sędziowie nie podważyli wiarygodności rzekomych dowodów winy generała wymuszonych torturami. Przez lata rola o jego udziale w mordzie sądowym na „Nilu” była ukrywana. Kiedy w kwietniu 1989 r. wyszła na jaw, Andrejew został wykluczony z Rady Naukowej Instytutu Prawa Karnego i pozbawiony tytułu członka Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Karnego AIDP, do którego pisywał artykuły o etyce w wymiarze sprawiedliwości.

Sowieckie suplementy

Major Leo Hochberg implementował do polskiej doktryny prawa karnego sowieckie projekty, jak uznanie przyznania się oskarżonego za decydujący dowód winy. Hochberg gorliwie wdrażał dyrektywy prokuratora ZSRS Andrieja Wyszyńskiego, inicjatora metod „fizycznego oddziaływania”, czyli tortur. Wyszyński („Sądownictwo ZSRR 1936”), a za nim Hochberg stosowali w praktyce zasadę, że „prawo musi podlegać praktyce politycznej”. W 1956 r. mentor majora Hochberga został „pośmiertnie represjonowany”, a jego prace teoretyczne przestały być podręcznikami dla prawników.

Jerzy Bafia jako zaufany człowiek władz komunistycznych w 1955 r. został dyrektorem departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości. O takich ludziach sędzia w stanie spoczynku dr Zbigniew Szczurek, więziony za działalność w młodzieżowej grupie antykomunistycznej „Orlęta” z Gdyni, mówił niedawno w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. „Dzieje tworzenia wojskowego prawa karnego okresu stalinowskiego to przekształcanie prawa karnego z narzędzia wymiaru sprawiedliwości w narzędzie terroru. Prawo wtedy stało się atrapą bezprawia. Prawu karnemu wyznaczono nowe zadania: wspieranie władzy i wojnę z osobami, które walczyły o niepodległość Polski” – przypominał sędzia. I dalej o orzekaniu w sekcji tajnej w Sądzie Najwyższym (casus Bafii): „Tego tworu nawet nie sposób nazwać sądem. Ale wydawał wyroki, i to na ogół najcięższe, w pierwszej i drugiej instancji. Uzyskał miano sądu kapturowego”.

„Wydawca mógł to zrobić z odpowiednim komentarzem, a jeżeli bez komentarza, to jest to albo świadome wybielanie postaci, albo zwykła ignorancja” – uważa sędzia Szczurek.

Ale redaktor naczelny „Wojskowego Przeglądu Prawniczego” problemu nie widzi. Anna Czapigo pisze we wstępie do numeru jubileuszowego, że wśród autorów piszących do „WPP” „znaleźli się wybitni przedstawiciele nauki, cieszący się wielkim autorytetem i uznaniem ze względu na swój obiektywizm i rzetelność, na każdym etapie swojego rozwoju naukowego, o czym świadczą publikacje zamieszczone” w tymże numerze.

– Nie każdy z koryfeuszów nauki może być zadowolony z przypominania im starszych publikacji, w których roi się od tego typu cytowań – podsumowuje Duda.

Zenon Baranowski

Aktualizacja 22 stycznia 2013 (02:09)

Nasz Dziennik