logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Sąd Najwyższy nie może demolować trójpodziału władzy

Piątek, 24 stycznia 2020 (22:30)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Chaos w polskim porządku prawnym stał się już faktem?

– Myślę, że słowo chaos, to za stanowczo za mało, uważam, że mamy swoisty zamach sędziokracji na państwo polskie. Uchwała trzech połączonych izb Sądu Najwyższego rodzi nie tylko wątpliwości czy zastrzeżenia, ale obawy o to, co dalej… Kiedy wczoraj słuchałem wypowiedzi sędziów Sądu Najwyższego, zastanawiałem się nad tym, czy mówią to sędziowie polscy, czy mówią to sędziowie, którzy aby na pewno znają polskie prawo, wreszcie czy mówią to sędziowie, którzy wiedzą, jak wygląda struktura władzy w Polsce? Przecierałem oczy ze zdziwienia i jako były poseł czułem ogromny niesmak i zakłopotanie, bowiem w świetle tego, co usłyszałem i zobaczyłem, zastanawiałem się, czy jako ten, który w poprzedniej kadencji Sejmu wybierał Krajową Radę Sądownictwa, byłem w ogóle posłem czy może nie byłem. Tak naprawdę, idąc tym tokiem myślenia, można zakwestionować wszystko.

Co chce zatem osiągnąć część sędziów? Świadomie chcą doprowadzić do paraliżu państwa?

– Nie wiem, do czego zmierza ta grupa sędziów, wiem tylko tyle, że igrają losem Polski. To, co robią, jest bardzo nieodpowiedzialnym działaniem. Pierwszy raz ktoś, w sposób otwarty tak naprawdę wyrzucił na ulicę grupę ponad pół tysiąca sędziów sądów powszechnych nominowanych przez Krajową Radę Sądownictwa, od których ślubowanie przyjął Prezydent RP, i powiedział im – nie jesteście sędziami. Asekurancko Sąd Najwyższy stwierdził, że teoretycznie mogą sądzić, ale później sprawy, w których orzekają, będą do podważenia. Powstaje zatem pytanie: Po co Krajowa Rada Sądownictwa, po co Konstytucja RP, po co Prezydent RP, skoro Sąd Najwyższy potrafi powiedzieć: To my jesteśmy władzą.

To droga do anarchii…

– Dokładnie tak. I najgorsze jest to, że ci, którzy mają stać na straży prawa, de facto są pierwszymi do burzenia porządku. Dlatego nie dziwię się dzisiaj wielu osobom, które nie są prawnikami, że nic z tego nie rozumieją. Sąd Najwyższy, który kwestionuje wybory sędziów, uzurpuje sobie prawo, którego nie posiada. Przypomnę tylko, że zgodnie z Konstytucją RP nominacje sędziowskie i ślubowania od sędziów odbiera Prezydent RP, co więcej, choćby Krajowa Rada Sądownictwa powołała nie wiem, kogo, ale prezydent nie odebrałby od takiej osoby ślubowania, to nie jest ona sędzią. Koniec, kropka. Tak działa prawo. Sąd Najwyższy nie może demolować trójpodziału władzy. Podobnie zresztą jest w przypadku posła, który dopóki nie złoży ślubowania, nie jest posłem. Ślubowanie i odbiór ślubowania jest kwintesencją bycia posłem, senatorem czy też sędzią. I to jest najważniejsze. Tymczasem Sąd Najwyższy powiedział wczoraj, że to nie jest ważne, ale ważne jest to, co my, sędziowie, powiemy. I to jest dramat, to jest wielkie nieszczęście. Dochodzimy do momentu, gdzie nie są respektowane ani Konstytucja RP, ustawy, a przypomnę, że kwestie związane z Krajową Radą Sądownictwa poza wpisem w Konstytucji są regulowane ustawami, a te tworzy parlament, a nie Sąd Najwyższy. Jestem zdruzgotany, bo nagle ktoś w czwartek podważył moją czteroletnią działalność poselską, mówiąc, że ustawa o KRS to właściwie nie jest ustawa. Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński powiedział, że ustawa o KRS nie jest ustawą… To jest chore, dochodzimy do absurdu i do patologii sędziowskiej, co jest porażką. Jest to porażka kasty sądowej, która postanowiła wprowadzić w Polsce sędziokrację – my albo nikt, i tak to wygląda. To działanie może doprowadzić do destabilizacji porządku prawnego i de facto do destabilizacji państwa polskiego. Sędziowie przypisują sobie prawo do stanowienia, podczas gdy prawo do tego ma władza ustawodawcza, a więc Sejm i Senat.

Czy zatem nie jest to argument za tym, że reforma sądownictwa, reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce powinna być przeprowadzona, i to jak najszybciej?    

– Słuchając komentarzy tzw. elit prawnych, zrozumiałem, że błędem było to, że przez ostatnie cztery lata – jako parlamentarzyści – nie zrobiliśmy tego dogłębnie, mocno i bardziej stanowczo. Okazało się bowiem, że chodzenie na palcach wokół sędziów jako nieomylnych, będących ponad prawem było błędem i dzisiaj odbija się to czkawką. Zasada jest jedna, niepodważalna, mianowicie ten, kto łamie prawo – niezależnie kim by nie był: prezydentem, premierem, posłem czy sędzią – ponosi odpowiedzialność. Koniec, kropka. Sędziowie stali się tą nadzwyczajną kastą, która nie ponosi odpowiedzialności. Proszę spojrzeć, ilu posłów wyprowadzono w kajdankach, ilu posłom odebrano immunitety, ale sędziowie nie kwapią się do tego i nie są za tym, żeby się oczyszczać. Oni chcą sami siebie wybierać, sami siebie oceniać i pokazują tym samym, że są pod specjalną ochroną. Jeśli chodzi o osoby sprawujące najwyższe urzędy w państwie, to dotyczy ich jawność majątku itd. I sędziowie nie mogą być z tego wyłączeni. Jawność i transparentność dotyczyć ma także sędziów. Jeśli Sąd Najwyższy mówi, że to jest niedemokratyczne, to ja odpowiadam – skoro nie podoba się niektórym sędziom sposób wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa, to niech kandydaci na sędziów zbierają nie 20 podpisów swoich kolegów sędziów, ale, dajmy na to, dwa tysiące podpisów obywateli, bo sądy są dla obywateli. Zróbmy więc wybory powszechne sędziów i niech wtedy Sąd Najwyższy powie, że jest to niedemokratyczne.        

Ale do tego trzeba zmienić ustawę…

– Owszem, trzeba zmienić ustawę. Ważne jest, że to suweren, a nie Sejm będzie wybierał. Skoro dla Sądu Najwyższego Sejm nie jest organem władzy tworzącej prawo, to co stoi na przeszkodzie, żeby odwołać się do suwerena. Niech suweren wybierze 15 przedstawicieli, a ci nie wystartują, niech oni jako autorytety poddadzą się weryfikacji i ocenie obywateli, którzy oczekują sprawiedliwych sądów. Zawsze jest tak, że połowa osób, które stają na wokandzie i poddają się sędziowskiej ocenie, wyjdzie niezadowolona, ktoś musi wygrać, ktoś przegrać, ale rzecz w tym, aby cały ten proces odbywał się, a wyroki zapadały z poszanowaniem prawa.   

Rzecznik rządu zapowiedział, że premier Mateusz Morawiecki skieruje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, aby ten rozpatrzył uchwałę podjętą przez trzy izby Sądu Najwyższego podważające kompetencje wyboru sędziów przez KRS. Po wniosku marszałek Sejmu Elżbiety Witek mamy już dwa wnioski do Trybunału Konstytucyjnego…

– Osobiście mam pretensje do Trybunału Konstytucyjnego, że ten ustawy o KRS, ustaw sądowych nie przebadał, że nie było jednomyślności. Proszę zwrócić uwagę, że w Konstytucji RP mamy mowę o Krajowej Radzie Sądownictwa, zaś wszyscy, tzw. autorytety prawne, domniemani prawnicy mówią o neo-KRS-ie. Przyznam, że nie rozumiem tego to... Co ja przez cztery lata byłem neo-posłem? Tym bardziej że byłem jednym z posłów, który – zgodnie z ustawą – wybierał Krajową Radę Sądownictwa. I dzisiaj po uchwale Sądu Najwyższego dowiaduję się, że nie jest to Krajowa Rada Sądownictwa, tylko jakiś neo-KRS. Czy to jest normalne? Czy zatem Sejm działał niezgodnie z prawem? Dlatego tu mam pretensje do Trybunału Konstytucyjnego, który zachował się asekurancko. Gdyby wcześniej zapadły jednoznaczne decyzje Trybunału, dzisiaj nie byłoby wątpliwości i nikt nie miałby prawa nawet pisnąć. Dlatego mój apel do Trybunału Konstytucyjnego – panie i panowie sędziowie czas brać się do roboty.  

Na ile ta uchwała Sądu Najwyższego jest skierowana na użytek, nazwijmy to, wewnętrzny, a na ile jest zaproszeniem instytucji zagranicznych do ingerencji w sprawy polskie?

– To jest bardzo niebezpieczna uchwała, która tak naprawdę wprowadza swoisty zamach na państwo polskie przez sędziokrację. Stąpamy po bardzo cienkim lodzie. Tracimy ponad pięciuset sędziów, mimo iż brakuje sędziów, a orzekanie staje się coraz bardziej przewlekłe. Co ciekawe, sama kasta blokuje nominację nowych sędziów, a potem krzyczy, że brakuje ludzi. Kasta skrzywdziła, sprowadzając do parteru wielu młodych, Bogu ducha winnych sędziów, wystawiając ich na margines – i to jest kolejny dramat tej sytuacji. Podważyli wiarygodność państwa polskiego w oczach młodych prawników, nie mówiąc o zwykłych obywatelach. Młodym sędziom pokazali, że nie jest ważne, co stanowi Konstytucja RP, nie jest ważne, co uchwali Sejm, nie jest ważne, że ślubowanie złożyliście przed Prezydentem RP, ale ważne jest to, co my powiemy. To my jesteśmy najważniejsi, to my podejmujemy decyzje i to od nas będzie zależało, czy będziecie mogli orzekać, czy nie. I tutaj dochodzimy do czegoś niesamowitego, myślę, że zaborcy lepiej nie wymyśliliby tego. Takie działania nie mają zatem nic wspólnego z interesem państwa polskiego.

Dziękuję za rozmowę.             

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl