W Warszawie odbyła się w sobotę manifestacja poparcia dla reform sądownictwa, a zarazem protest przeciwko sędziowskiej kaście. Demonstracja liczna i widać, że zwolenników reform wymiaru sprawiedliwości jest bardzo dużo…
– Arogancja części warstwy sędziowskiej jest tak niewyobrażalnie duża, że coraz bardziej irytuje społeczeństwo. Nic zatem dziwnego, że tak liczna, jak podaje Policja, około dwudziestotysięczna manifestacja przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie. Zachowania niektórych przedstawicieli środowiska sędziowskiego przekraczają wszelką miarę, i to jest już nawet nie sędziokracja, ale wręcz dyktatura sędziowska. Gdyby to bowiem nawet była sędziokracja, to znaczyłoby, że sędziowie są wybierani przez ludzi i mają mandat do rządzenia państwem, natomiast sędziowie uzurpują sobie mandat do rządzenia państwem i orzekania we wszystkich sprawach – nawet poza prawem, i to musi irytować. Polacy nie lubią takiej arogancji, buty i takiego zachowania. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj sędziowie nie adresują już swoich zachowań, swojego przekazu do polskiego społeczeństwa, ale do Unii Europejskiej.
Jaki sygnał, nie tyle z protestów części środowiska sędziowskiego, ale ze strony zwolenników reform, którzy manifestowali przed Trybunałem Sprawiedliwości, płynie do świata?
– Mamy jasny sygnał do świata, że jako suwerenne państwo mamy prawo reformować wymiar sprawiedliwości i że jest to nasza decyzja i nikomu nic do tego. Zresztą myślę, że Unia Europejska doskonale wie, jak się sprawy mają, że sędziowie – część z nich nie jest popierana przez polskie społeczeństwo, bo swoimi działaniami nie służą Polsce, ale służą Unii i robią to, dlatego że chcą utrzymać swoje jedynowładztwo.
Polacy zaczynają wychodzić na ulice, popierając reformy wymiaru sprawiedliwości. Jaki zatem płynie sygnał z sobotniej manifestacji do nadzwyczajnej sędziowskiej kasty?
– Po pierwsze, że nie można kwestionować prawa prezydenta do nominowania sędziów. Skoro ludzie sprzeciwiają się działaniom niektórych sędziów i popierających ich polityków totalnej opozycji, to sygnał z tych protestów jest taki, że pozostaje im tylko, że jedyną ich szansa na utrzymanie się jest Bruksela. I z tego skwapliwie korzystają twierdząc, że prawo, czy raczej wydumane unijne prawo, jest ponad wszystkim, że cokolwiek powie Bruksela jest świętym prawem, bez względu na to czy ma to swoje podstawy w traktatach o Unii Europejskiej, czy nie ma. To jest ich jedyna szansa, dlatego tak mocno się tego trzymają i brną w kierunku Brukseli licząc, że ta będzie ich rzecznikiem przeciwko demokratycznie wybranej władzy w Polsce.
Tylko, czy w interesie Brukseli, zwłaszcza po brexicie, jest atakowanie i de facto pójście na wojnę z polskim rządem?
– Poszczególne państwa rezygnują z ingerowania w polskie, wewnętrzne sprawy, co widać było chociażby po ostatniej wizycie prezydenta Emmanuela Macrona w Polsce. W grze jest natomiast cały czas unijna biurokracja, która pełni rolę straszaka. Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova nigdy nie pozwoliłaby sobie na taki wywiad w niemieckiej gazecie „Der Spiegel” wobec innego państwa, dajmy na to Francji, Hiszpanii czy Niemiec. Tymczasem po niedawnej wizycie w Polsce i deklaracjach dialogu z polskim rządem, atakując polskie władze mówi, że może już być za późno, by ratować polskie państwo prawa, bo – jak twierdzi – tak zwana reforma w Polsce dotarła do bardzo niebezpiecznego momentu, że wydaje się być nieodwracalna. Jourova w „Der Spieglu” nie krytykuje wymiaru sprawiedliwości w Niemczech, na którym – w dużej mierze jest wzorowana nasza reforma, tylko krytykuje polski system. Czy zatem osoba ta, która mieni się być ekspertką, ma jakiekolwiek pojęcie o systemach prawnych…? Natomiast adresuje swój przekaz do tzw. niemieckich elit mówiąc między wierszami, że bije w Polaków, ale w zamian chcę mieć karierę podobną do tej, jaką miał jej poprzednik Frans Timmermans. To pokazuje, że urzędnicy brukselscy są używani do tego żeby atakować Polskę łącznie ze straszakiem nałożenia na nas kar finansowych.
Przypuśćmy, że nałożą na nas kary. Jaka powinna być wówczas reakcja Polski…?
– Po pierwsze nie sądzę żeby do tego doszło, ale jeśli już, to moim zdaniem absolutnie nie powinniśmy płacić kar. Nie możemy ulegać presji, bo te ataki, to grillowanie Polski nigdy się nie skończy. Co jeśli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dajmy na to powie, że rząd musi się podać do dymisji, bo jeśli nie, to będą kary…? Przecież zaczynamy w tym ciągu dochodzić do absurdu, ale z drugiej strony nie możemy ulec presji, która może się nasilać. Unijna biurokracja – moim zdaniem – podejmuje już ostatnią batalię, którą trzeba wygrać, bo inaczej nigdy nie dadzą nam spokoju. Natomiast jeśli chodzi o poszczególne rządy, to coraz wyraźniej widzą, że niczego nie da się ugrać z Polską. Owszem, jeszcze próbują wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich, co spowodowałoby chaos polityczny w Polsce i na bazie tego chaosu chcieliby w jakiś sposób nasz kraj sobie podporządkować. Jeśli się jednak nie uda, to będą próbowali się dogadywać, dlatego przed nami próba ogniowa – jak się wydaje ostatnia, którą trzeba wygrać.
Spór wokół reformowania sądownictwa ciągle trwa, TSUE też raczej nie odpuści, ale jak powiedział opozycjonista z czasów PRL-u Adam Borowski, społeczeństwo domaga się dokończenia reform. Jak zatem mogą wyglądać najbliższe miesiące, zwłaszcza że przed nami wybory prezydenckie?
– Odwrotu od reform wymiaru sprawiedliwości nie ma. Mandat do przemian został dookreślony w ostatnich wyborach parlamentarnych. Nieprawdą jest też przekaz opozycji, która twierdzi, że większość parlamentarna oszukała społeczeństwo przez ostatnie cztery lata, że nie mówiła o rewolucji w sądownictwie. Mandat został potwierdzony, więc wola społeczna jest zdefiniowana. Jeśli zaś chodzi o słowa Adama Borowskiego i wyrażoną przez niego wolę społeczeństwa, to pokazuje, że rząd staje przed presją społeczną, aby zmieniać Polskę i dokończyć dzieła. Tu nawet nie chodzi o reformy i model, ale społeczeństwo domaga się przecięcia sędziokracji, która jest nie tylko skandaliczna, ale niezwykle groźna dla państwa, chociażby ze względu na to, że ta grupa zdecydowała się szukać suwerena poza narodem. Dlatego naród domaga się, żeby była realizowana jego wola, a nie wola sędziów i nie wola Unii Europejskiej. Ani Unia, ani sędziowie, to nie jest demokracja. Unia Europejska to biurokratyczna struktura powoływana przez państwa, a sędziowie to kasta, która się sama wybierała i nigdy nie była weryfikowana w procesie wyborczym. Jeśli nie ma ram, żeby weryfikować władzę sędziowską czy w ogóle rozliczać sędziów z czegokolwiek, jeśli nie może tej weryfikacji dokonać parlament, jeśli też nie rząd, bo to jest ingerencja, jeśli nie społeczeństwo, bo nie ma żadnych wyborów sędziów przez ludzi, to znaczy, że sędziowie są władzą absolutną, której nikt, nigdy nie może dotknąć. I to jest właśnie nadzwyczajna kasta, tak jak monarcha absolutny w XVIII wieku. Nic zatem dziwnego, że konstytucyjny suweren, czyli naród, domaga się uszanowania jego woli, a nie woli uzurpatorów.
A zatem od reform sądownictwa nie ma odwrotu?
– Część sędziów jest gotowa podważyć fundamenty państwa, aby tylko być bezkarnymi, dlatego odwrót będzie oznaczał katastrofę. Można zrozumieć spór polityków różnych opcji dotyczący reform, takich czy innych. Jeśli jednak sędzia, dajmy na to z Olsztyna, biega po Sejmie za podpisami, ponieważ ma jakąś sprawę do rozstrzygnięcia i weryfikuje, czy taki czy inny sędzia ma prawo do orzekania, a tym samym uzurpuje sobie prawo do oceny wyboru sędziego przez prezydenta, to jest to skandal. Jeśli chodzi o sprawy reform, to albo ulegniemy, albo sprawę dokończymy i uporządkujemy. Podobnie rzecz sie ma w sprawie naszej suwerenności – albo utrzymamy atrybuty i będziemy podmiotem w Unii Europejskiej, albo staniemy się popychadłem i inni będą decydować za nas.
Rafał Trzaskowski w jednej ze stacji komercyjnych użył określenia „nasi sędziowie”. Czy możemy mieć zatem do czynienia z budową alternatywnego wymiaru sprawiedliwości?
– Takie próby trwają, ale oni nie mają w tej chwili w sobie takiej siły i próbują to zrobić rękami unijnymi. Chcą stworzyć najbardziej patologiczny system sprawiedliwości i o to toczy się zmaganie. Nie zdają sobie jednak sprawy, że im większa arogancja, tym mniejsze poparcie społeczne. Oczywiście oprócz poparcia totalnej opozycji przeciwko PiS-owi, która zawsze będzie negować wszystko, co formacja rządząca zrobi. Ale to jest już irracjonalne zachowanie. Zasadniczo większość polskiego społeczeństwa nie znosi arogancji opozycji, ani też sędziowskiej kasty.
Jak długo może to jeszcze potrwać?
Myślę, że wybory nowego I prezesa Sądu Najwyższego oraz wybory prezydenckie będą decydujące. A zatem kwiecień i maj powinny uspokoić nastroje i uporządkować sytuację.

