logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Chodzi o to, żeby rozgrzać emocje

Wtorek, 11 lutego 2020 (22:26)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas wczorajszych oficjalnych uroczystości 100. rocznicy zaślubin Polski z morzem w Pucku mieliśmy zakłócanie wystąpienia prezydenta przez aktywistów KOD-u. Czego możemy się spodziewać w tej kampanii, skoro na jej progu mamy tak brutalne zachowania?

– To jest przedsmak tego, co może nas czekać w tej kampanii prezydenckiej. Spróbujmy jednak uporządkować fakty, mianowicie to były ważne uroczystości państwowe, historyczne wydarzenie z udziałem prezydenta RP – głowy państwa, tym bardziej zachowanie KOD należy ocenić jako skrajnie nieodpowiedzialne, antypaństwowe. Objazdowa ekipa, która jest znana z tego, że zakłóca różne uroczystości, bo to nie byli mieszkańcy Pucka czy Wejherowa, co było bardzo dobrze widać na nagraniach, jeździ po Polsce i daje występy poniżej poziomu nadającego się do komentowania. Oczywiście można nie lubić jakiegoś polityka, nie zgadzać się z nim, mogą grać emocje, ale to nie uprawnia do takich chamskich zachowań.

Mieliśmy „ustawkę”?

– Dokładnie, to była wyreżyserowana ustawka. Kiedy brakuje argumentów, pojawia się krzyk, wyzwiska i zakłócanie uroczystości nawet państwowych, ale to do niczego dobrego nie prowadzi, co więcej – niszczy i spłyca debatę publiczną. Gdyby Małgorzata Kidawa-Błońska miała klasę, to podchodząc po uroczystości do tej grupki, zadymiarzy nie byłoby uśmiechów, ciepłych gestów, ale zwróciłaby im uwagę, jak się zachowują podczas tak ważnej, historycznej, oficjalnej uroczystości państwowej. To nie był przecież wiec wyborczy, ale to była uroczystość mająca upamiętnić ważne historyczne wydarzenie. Tego typu zachowanie de facto aprobujące, a przynajmniej przyzwalające na zakłócanie uroczystości państwowych przez bojówkarzy, jest niegodne człowieka, polityka, a tym bardziej wicemarszałka Sejmu i kandydata na urząd prezydenta RP. Kampania wyborcza mieni się różnymi zachowaniami, ma różne nie zawsze przyjemne oblicza, ale to wszystko powinno się mieścić w pewnych granicach. Tym bardziej nie powinno to dotyczyć oficjalnych uroczystości państwowych, które – jak ta w Pucku – nie miały charakteru wyborczego. W tym momencie Małgorzata Kidawa-Błońska poprzez swoje nieodpowiedzialne zachowanie, bo z uśmiechem na twarzy zaakceptowała tego typu działania, pokazała brak klasy. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej, która, jak wielokrotnie słyszymy, jest dumna ze swoich historycznych korzeni, nie powinna się zachowywać tak nieodpowiedzialnie. To, co wszyscy mogliśmy zaobserwować z przekazu medialnego, jest bardzo płytkie i tak naprawdę prymitywne.

Czy to, co mogliśmy zaobserwować w Pucku, jest zapowiedzią tego, jaką będziemy mieć kampanię prezydencką?

– Po części z pewnością tak. Jest to zapowiedź, że kampania prezydencka będzie nacechowana emocjami. Mam wrażenie, że zostaną użyte wszystkie możliwe chwyty i czeka nas duży niesmak. To może się zakończyć zniechęceniem ludzi, a co za tym idzie – niską frekwencją przy urnach wyborczych. Nie wykluczałbym tego, że jest to świadome działanie na niską frekwencję, żeby do wyborów poszła tylko grupa określana jako twardy, żelazny elektorat.

Komu taki scenariusz może sprzyjać?

– To będzie na rękę tym ugrupowaniom, które wiedzą, że ich elektorat zawsze będzie z nimi, że nie odpuści. Przykładowo wczorajsze zachowanie w Pucku jest skierowane wyraźnie do elektoratu KOD-u, elektoratu tzw. totalnej opozycji, który to przyjmie, zaakceptuje jako swoje, uznając, że nieważne, w jaki sposób, ale powiedzieliśmy prawdę. Zresztą podobne zachowania jako poseł widziałem cztery lata pod Sejmem. Taka jest właśnie demokracja w ich wykonaniu. To oczywiście ma wyglądać, sprawiać wrażenie spontanicznego działania, ale tak naprawdę nie ma nic wspólnego z zachowaniem merytorycznym, z debatą, rozmową na argumenty. To nie ten styl, tu chodzi tylko i wyłącznie o zadymę. To jest grupa ludzi, którzy najpierw wsiadają w autobus czy w samochód, a dopiero potem pytają się, gdzie jedziemy. Nie pytają, po co, bo to wiadomo od początku. Proszę sobie przypomnieć, co Platforma mówiła o kibolach, że jaka to zła, prymitywna grupa, a dzisiaj popierają jeszcze gorsze, bo antypaństwowe działania KOD-u. Pamiętam, jak zachowywali się podczas posiedzeń sejmowej komisji sprawiedliwości dotyczącej reformy wymiaru sprawiedliwości, kiedy przedstawiciele bodajże Lewicy, widząc, że brakuje im argumentów do dyskusji, sami zachęcali siebie, mówiąc: zaczynamy się zachowywać jak KOD-ziarze. Dzisiaj, co trzeba stwierdzić ze smutkiem, mamy do czynienia z terminem KOD-ziarstwo, a więc ze swoistym obciachem politycznym. I to, z czym wczoraj mieliśmy do czynienia, to było KOD-ziarstwo, to nie była dyskusja czy nawet walka na argumenty, ale obrażanie, co więcej – obrażanie czy wręcz znieważanie głowy państwa. Ten termin KOD-ziarstwo totalna opozycja ukuła sobie sama.

Jakiej kampanii oczekują Polacy?

– Przede wszystkim oczekujemy kampanii merytorycznej. Jak wspomniałem, w kampanii na pewno dużą rolę będą odgrywać emocje, ale nie możemy emocji mylić z agresją, z wrogością, która nie skończy się z chwilą zakończenia kampanii. Kampania powinna być zatem merytoryczna. Przed nami ważna kadencja, kadencja, która nakłada się na związane m.in. z brexitem głębokie zmiany na gruncie europejskim, gdzie potrzeba prezydenta, który będzie w sposób nie tylko godny reprezentował majestat Rzeczypospolitej, ale będzie też skutecznie walczył o polskie interesy. Zwracam uwagę, że prezydent jest pierwszą osobą państwa polskiego i ma nie tylko reprezentować Polskę, ale ma też walczyć o nasze sprawy. Potrzeba zatem kogoś, kto patrzy szerzej, kto patrzy w sposób mądry, a jednocześnie perspektywicznie. Inaczej Polsce potrzebny jest mąż stanu, a więc ktoś, kto patrzy często nawet wbrew własnym interesom politycznym, ale długoterminowo, w kontekście interesów państwa.

Wokół jakich tematów będzie się toczyła ta kampania?

– Będzie wszystko, co dotyczy bieżącej polityki wewnętrznej i międzynarodowej. Te konwencje, które się odbyły ostatnio, są zapowiedzią, jakie tematy będą dominowały podczas rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej. Bez wątpienia będzie dominowała sprawa reform sądownictwa i to będzie – jak się wydaje – temat numer jeden. Z pewnością – jak zwykle w tego typu okolicznościach – będą poruszane sprawy światopoglądowe. Nie zabraknie też rozliczeń prezydentury Andrzeja Dudy. Podejrzewam, że opozycja będzie chciała rozliczyć pięć lat pracy prezydenta ubiegającego się o reelekcję, natomiast prezydent Duda powinien pokazać swój pomysł na Polskę na najbliższą pięciolatkę. Opozycja będzie rozliczać, ale ja chciałbym rozmawiać mniej o tym, co już było, ale o tym, co przed nami.

Podobno od paru miesięcy spece od wizerunku pracują nad Małgorzatą Kidawą-Błońską, która zanotowała już kilka wpadek. Dostrzega Pan jakieś efekty?

– Wiadomo, że nad wszystkimi kandydatami pracują specjaliści od marketingu politycznego, specjaliści od wizerunku. Natomiast jeśli chodzi o wpadki, to są one naturalną rzeczą, która dotyczy każdego człowieka, tym bardziej osoby publicznej, polityka.

Ale wpadki, jakie notuje kandydatka Koalicji Obywatelskiej, nie zdarzają się raczej rzadko…

– To prawda, że na dzisiaj Małgorzata Kidawa-Błońska stała się niefortunnym kontynuatorem wpadek Ryszarda Petru. Mogę powiedzieć jedno, że po wczorajszym dniu i tym, co wydarzyło się w Pucku, jestem za merytoryczną kampanią kandydatów, a nie za KOD-ziarstwem, które ma na celu obrażanie przeciwnika, w tym wypadku prezydenta RP.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl