logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Akcja przeciw Dudzie

Wtorek, 25 lutego 2020 (21:39)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co oznacza wsparcie Donalda Tuska dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?

– Poparcie Tuska ma znaczenie dla Kidawy-Błońskiej, bo cała ta rozgrywka, nazwijmy to ogólnoopozycyjna, ma dwa cele: po pierwsze, by maksymalnie zohydzić albo zblokować prezydenta Andrzeja Dudę w pierwszej turze wyborów. Chodzi o to, żeby Andrzej Duda nie wziął więcej głosów, niż mogłoby wziąć PiS, czyli żeby nie przekroczył realnych 50 procent głosów, a później – w drugiej turze – wszyscy kandydaci opozycji mieliby poprzeć jednego kandydata, żeby wybierać między PiS-em a anty-PiS-em. Temu też służą wszystkie hejty, cała tak akcja przeciwko prezydentowi Dudzie, nakierowane na to, żeby na drugą turę stworzyć ścianę przed Andrzejem Dudą.

A druga kwestia?

– Druga rzecz to rywalizacja wewnętrzna w szeregach opozycji, kto to będzie, kto zmierzy się z urzędującym prezydentem w drugiej turze i kto zgarnie te wszystkie głosy opozycyjne. Jeśli zatem Tusk popiera Kidawę-Błońską, to dla Koalicji Obywatelskiej ma to duże znaczenie, bo konkurenci nie śpią. W szczególności Władysław Kosiniak-Kamysz chciałby zająć to miejsce. W pewnym momencie wydawało się, że Tusk może poprzeć Kosiniaka-Kamysza jako „czarnego konia” opozycji, ale po odejściu Grzegorza Schetyny widać, że coś się zmieniło i tak się nie dzieje, bo być może teraz relacje na linii Platforma – Tusk się poprawiły.

Tylko czy poparcie zobrazowane wspólnym zdjęciem z Kidawą-Błońską, zamieszczone na Twitterze z jednozdaniowym wpisem: „właśnie zameldowałem Pani Marszałek pełną gotowość bojową”, to trochę nie za mało?

– Jest pytanie, co za tym pójdzie. Politycy Platformy ufają, że na tym się nie skończy i że Tusk zostanie wykorzystany w toku kampanii, a on miał – bo wiemy, jak to dzisiaj wygląda – pewną charyzmę. Oczywiście, gdyby to poparcie dla Kidawy-Błońskiej ograniczyło się tylko do jednego wpisu na Twitterze, to nie miałoby to żadnego znaczenia. Jednak jeśli Tusk zgłasza swoją gotowość, to jest to gotowość do popierania, a nie tylko kilka słów na Twitterze.

Zaznaczył Pan, że być może będą kolejne gesty poparcia ze strony Tuska. Tyle że Kidawa-Błońska poinformowała, iż Tusk nie będzie obecny na jej konwencji wyborczej, która odbędzie się 29 lutego w Warszawie.

– Tusk równie dobrze może rozproszyć swoje poparcie i dzisiaj mówi, że popiera Kidawę-Błońską, a za chwilę może powiedzieć, że popiera Kosiniaka-Kamysza, a następnie wesprzeć Szymona Hołownię, co – inaczej mówiąc – oznaczałoby, że tak naprawdę nikogo nie popiera. Myślę, że Tusk będzie czekał, kto tę rywalizację wygra, i włączy się dopiero w drugą turę kampanii prezydenckiej.

Trudno Tuskowi poprzeć jednego kandydata, dlatego może w pierwszej turze kampanii rozdzielać poparcie dla Kidawy-Błońskiej, Kosiniaka-Kamysza i Hołowni. Z tym, że o Hołowni mówi się, że jest to projekt obliczony na nieco dłuższą perspektywę, za którym może stać Tusk.

– W sztabie Hołowni jest kilku ludzi, którzy są kojarzeni z Tuskiem, chociażby Jacek Cichocki. Może to oznaczać, że to są ludzie Tuska, ale równie dobrze, że jest to siła, która Tuska lansowała. Jest to siła zdefiniowana bardziej medialnie przez środowisko biznesowo-medialne niż polityczne. Proszę jednak pamiętać, jak toczy się ta cała gra. Celem jest pokonanie kandydata PiS, i to wszystkimi dostępnymi środkami, i w takim ujęciu Hołownia tylko wtedy ma sens, jeśli gwarantowałby takie zwycięstwo. Natomiast kandydując, miał on spełnić rolę katolika – wprawdzie liberalnego, ale takiego, który może operować w środku sceny politycznej i podbierać głosy Andrzejowi Dudzie. Być może gdyby Kidawa-Błońska całkowicie się skompromitowała, co też nie jest wykluczone, to ktoś musi przejąć tę schedę. Natomiast czy da się z tego stworzyć projekt polityczny, coś w rodzaju Nowoczesnej bis? Będzie to bardzo trudno zrobić. Jest też pytanie, jaki będzie wynik wyborów prezydenckich. Jeśli Borys Budka poniósłby całkowitą klęskę – i to na starcie swego szefowania w Platformie – klęskę, która polegałaby na tym, że Kidawa-Błońska nie wchodzi do drugiej tury, a wchodzi Hołownia, to rzeczywiście otworzyłaby się przestrzeń dla struktury politycznej, która mogłaby przetrwać trzy lata, do następnych wyborów parlamentarnych. Ale jeśli Hołownia nie wejdzie do drugiej tury, to trzy lata w niebycie jest ogromnie długim czasem w polityce, również pamięć elektoratu jest zawodna. Proszę zwrócić uwagę, kto dziś pamięta, że przed pięciu laty Paweł Kukiz miał nadzwyczajnie dobry wynik w wyborach prezydenckich – mało kto o tym pamięta, a dzisiaj jest kojarzony jako polityk zgrany, który kręci się koło Kosiniaka-Kamysza. I to samo byłoby z Hołownią w relacji do Platformy. Nasza scena polityczna jest dzisiaj tak rozchwiana, że jeszcze różne rzeczy mogą się zdarzyć.

Hejt zaczyna odgrywać jedną z ról w kampanii prezydenckiej. Opozycja, przy wsparciu sprzyjających jej mediów, mija się z faktami, chcąc zdobyć większe poparcie…

– Elektorat prawicowy, elektorat Andrzeja Dudy jest na tyle duży, że on i tak wejdzie do drugiej tury. Dlatego chodzi o to, żeby jeśli dojdzie do drugiej tury, tak zniechęcić ludzi do kandydata Zjednoczonej Prawicy, żeby za żadną cenę nie oddali głosu na prezydenta Dudę. Może to być ponad 50 procent wyborców. I nie ma tu znaczenia, czy po drugiej stronie będzie Hołownia, Kidawa-Błońska czy Kosiniak-Kamysz, trzeba doprowadzić do sytuacji, że każdy jest lepszy od Andrzeja Dudy. Proszę zwrócić uwagę, że Kidawa-Błońska w ogóle nie ma programu. Co więcej, w tym, co mówi, nie ma nawet treści. Gdyby tak zapytać, czy kandydatka Koalicji Obywatelskiej ma jakikolwiek pogląd na jakąkolwiek sprawę lub co w tej kampanii głosi, to konia z rzędem temu, kto by odpowiedział. Słyszeliśmy, że na jakimś spotkaniu z kandydatką Koalicji Obywatelskiej zabroniono nagrywać, żeby nie wychwycono czegoś, co mogłoby zrazić do Kidawy-Błońskiej innych wyborców opozycyjnych, bo oni wszyscy mają za nią pójść w drugiej turze i o to toczy się gra.

Obrzydzeniem kandydata Andrzeja Dudy ma być hejt, który zaczyna się coraz bardziej sączyć. Wszystkie chwyty w kampanii są dozwolone?

– Chodzi o to, żeby wytworzyć strumień emocji, wrażenie rozedrgania, bo opozycja dokładnie zdaje sobie sprawę, że w merytorycznej rywalizacji na osiągnięcia, co kto osiągnął dotychczas w życiu, to prezydent Duda bije ich wszystkich na głowę. Owszem, można się nie zgadzać z nim politycznie, ale nie ma wątpliwości, że to polityk światowego formatu. Wystarczy tylko wspomnieć jego relacje z prezydentem USA Donaldem Trumpem, kwestie różnych kontraktów gospodarczych i militarnych ze Stanami Zjednoczonymi. I kim przy tych dokonaniach jest Kidawa-Błońska, która de facto nie ma poglądu na żaden temat, co więcej – w bezpośredniej polemice wypada katastrofalnie. Wobec powyższego chodzi o wytworzenie potężnego strumienia negatywnych emocji, sklejenia Andrzeja Dudy z PiS, żeby przypadkiem nikt nie patrzył, że jest on czymś więcej niż PiS, czy po prostu tylko kandydatem, że jest to PiS i dlatego trzeba głosować na anty-PiS. Nie ma znaczenia, kto znajdzie się w drugiej turze. I choć nie wiadomo, kim jest Kidawa-Błońska, jaki ma dorobek, ale ważne, że jest przeciwko Andrzejowi Dudzie. To samo jest z Hołownią, Biedroniem czy innymi. Kosiniak-Kamysz może troszeczkę próbuje to balansować, ale jeśli mówimy o wcześniej wymienionych, to żaden z ich wyborców na pewno nie zagłosuje na Andrzeja Dudę.

Jak zatrzymać falę hejtu?

– Nade wszystko trzeba zmierzać do merytorycznych sporów. I to jest moim zdaniem jedna droga, żeby zejść z poziomu emocji i wejść w meritum, żeby Andrzej Duda zaczął w kampanii pokazywać swój dorobek, swoje realne osiągnięcia na arenie międzynarodowej. Nawet tak prostą rzecz jak zniesienie wiz do Stanów Zjednoczonych; i cały czas zmuszać kontrkandydatów do merytorycznych działań. Druga rzecz, to ja doprowadziłbym do konfrontacji ideowej, która jest fundamentalna. Biedroń bardzo mocno poszedł ideologicznie, ale zarazem komunistycznie, dobierając sobie do sztabu byłego ambasadora Cioska, co wskazuje, że idzie po elektorat progejowski, a z drugiej prokomunistyczny. Kiedy jednak w rewolucyjnych tematach rzucił temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to jeśli komitetowi skupionemu wokół Andrzeja Dudy udałoby się wejść w jednoznaczny spór z nim, bo to jest bardzo ważna rzecz, to Kidawa-Błońska zostałaby zmuszona – jako komentatorka takiego sporu – do opowiedzenia się po którejś ze stron, a jeśli stanęłaby z boku, to zraziłaby sobie obie strony. To jest element, którego – moim zdaniem – nie należy się bać, oczywiście są na prawicy środowiska, które mówią, żeby unikać takich ideologicznych tematów, to wtedy uzyskamy elektorat centrowy, tyle że nic z tego nie wychodzi. Natomiast co jak co, ale adopcja dzieci przez pary homoseksualne wśród przetłaczającej większości wyborców nie znajduje akceptacji. Więc pokazanie tego w prawdziwej perspektywie, mocna konfrontacja o ważne sprawy ze sztabem Biedronia, mogłoby naruszyć zafałszowany hejterski obraz.

Dziękuję za rozmowę.  

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl