Koronawirus przekracza kolejne granice, słyszymy, że prędzej czy później dotrze też do Polski. Tymczasem jak informuje resort zdrowia, w niektórych mediach pojawiają się informacje, że już jest. Jak skomentować to podsycanie nastrojów?
– Z całą pewnością niczemu dobremu to nie służy. Natomiast jest to szczególna sytuacja, bo tak naprawdę trudno powiedzieć, czy koronawirus jest w Polsce, czy go nie ma. Skoro tak dużym ogniskiem zapalnym są północne Włochy, a Polacy dość licznie odwiedzają Półwysep Apeniński, a więc ta komunikacja była, jest i będzie, to może się okazać, że na skutek przemieszczania się ludzi ten wirus trafi do Polski. Takie zagrożenie istnieje. Zresztą nie do tyczy to tylko Włoch, ale też innych państw europejskich. Natomiast mamy podsycanie atmosfery, co wydaje się ma duży kontekst polityczny. Oczywiście nie mówi się, że póki, co w Europie więcej przypadków śmiertelnych było z powodu „zwykłej” grypy, aniżeli ofiar śmiertelnych z powodu zakażenia nowym typem koronawirusa.
W czwartek w Senacie odbyła się debata na temat koronawirusa…
– Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska poinformował o stanie przygotowań na ewentualne przypadki zachorowań. Usłyszeliśmy, że resort zdrowia koordynuje działania wszystkich służb. Poznaliśmy też statystyki dotyczące liczby osób hospitalizowanych podejrzanych o zakażenie koronawirusem, co do których trwają badania. Z kolei główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas zaapelował o spokój, podkreślił też, że Polska dysponuje odpowiednim personelem i sprzętem do badania koronawirusa oraz leczenia zakażenia. I to była strona merytoryczna, natomiast nie ulega wątpliwości, że ta debata odbyła się na polityczne zamówienie większości senackiej. Przypomnę tylko, że taka debata na prośbę prezydenta Andrzeja Dudy odbędzie się w Sejmie, w miejscu do tego właściwym. Informujemy, resort zdrowia informuje publicznie, w sposób otwarty o zagrożeniu, o możliwości wystąpienia takich przypadków zachorowań oraz o tym, jak należy do tego podchodzić, jak się zachować, jak ograniczyć zagrożenie zakażeniem. Przede wszystkim jednak powinniśmy zachować spokój i stosować się do zaleceń odpowiednich służb.
Kronawirus to tylko problem epidemiologiczny?
– Niekoniecznie. Cała otoczka pokazuje, że sprawa ma charakter także polityczny, i to w wymiarze międzynarodowym – zwłaszcza jeśli chodzi o Stany Zjednoczone i kampanię wyborczą oraz działania prezydenta Donalda Trumpa, który uspokajając Amerykanów, poinformował, że jego administracja przeznaczy na walkę z koronawirusem „odpowiednie” środki. Temperaturę podnoszą też informacje w zachodnich tabloidach, że koronawirus został wyhodowany w jednym z chińskich laboratoriów i wymknął się spod kontroli.
Na polskim gruncie pojawiły się zarzuty opozycji m.in. ze strony Władysława Kosiniaka-Kamysza, że w aptekach brakuje maseczek, że rząd spóźnił się w związku z tym, co dzieje się we Włoszech, że polskie służby działają opieszale...
– Wykorzystuje się atmosferę niepewności, lęku, co zawsze towarzyszy czemuś nowemu, nieznanemu, a szczególnie czemuś niebezpiecznemu. Moim zdaniem, mamy do czynienia z nerwowym zachowaniem człowieka, który za wszelką cenę chce zaistnieć i robi wszystko, żeby dostać się do drugiej tury wyborów prezydenckich. Natomiast on, jako lekarz, takimi działaniami przekonuje wszystkich, że nie jest dobrym politykiem, poddaje też w wątpliwość siebie jako lekarza. Zresztą podobnie jak Małgorzata Kidawa-Błońska, która „przejawiła troskę” po tym, jak rzekomo dotarły do niej informacje, że szpitale pobierają czy mają zamiar pobierać pięćset złotych za badania w kierunku koronawirusa, i była bardzo tym oburzona. Tylko że zapomniała dodać, że swoje oburzenie kieruje pod adresem Koalicji Obywatelskiej, pod adresem koalicji PO-PSL, a konkretnie mazowieckiego marszałka Adama Struzika, któremu podlega ten szpital. Kiedy sprawa się wydała, a resort zdrowia zdementował informację, że za test na obecność koronawirusa musi zapłacić pacjent, bo w Polsce nie ma badań komercyjnych, jakoś nastała cisza. Nie było kontynuacji tematu, sprostowania. Ale ta kandydatka widać tak ma…
Fala zachorowań wywołanych koronawirusem może wpłynąć na kampanię wyborczą?
– Minister zdrowia apelował, żeby koronawirusa nie wykorzystywać politycznie, niestety są politycy, którzy próbują przestraszyć Polaków. Koronawirus może mieć wpływ na odbiór społeczny, zaczyna być też elementem kampanii prezydenckiej. Przy wejściu na salę plenarną Senatu stoją dwa plastikowe dozowniki z płynem dezynfekcyjnym, który w świetle kamer używa marszałek Tomasz Grodzki. Atmosfera jest napięta, czy marszałek naciśnie raz czy może dwa, czy patrząc w oko kamery, bo musi mieć kontakt, trafi z płynem na dłonie… Przyznam, że wygląda to żałośnie, bo higienę – także rąk – należy zachować w każdej sytuacji, nie tylko w świetle kamer.
Pojawienie się koronawirusa może przełożyć się na gospodarkę, w końcu cały łańcuch dostaw jest oparty na imporcie z Chin?
– Już dzisiaj, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, efekt koronawirusa coraz silniej przekłada się na notowania giełdowe. Nie należy też wykluczać, że z czasem koronawirus może wpłynąć na zachowania na rynku, jeśli chodzi o eksport czy import towarów w związku z tworzonymi barierami. Byłoby to zgubne przede wszystkim dla gospodarek państw strefy euro balansujących na granicy recesji. Spowolnienie gospodarcze jest widoczne, zwłaszcza u naszych zachodnich sąsiadów. Koronawirus może być zatem jednym z elementów spowolnienia. Jednak polska gospodarka oparta na twardych ekonomicznych zasadach – jestem przekonany – będzie na zagrożenia koronawirusem odporna.
Dziękuję za rozmowę.

