Czy Sejm jest merytorycznym gronem do wyrażania opinii na temat koronawirusa? Przecież większość posłów nie ma pojęcia, czym jest koronawirus…
– No właśnie. Ja też nie jestem lekarzem, nie mam studiów, które pozwalałyby mi na podjęcie merytorycznej dyskusji na tematy medyczne czy zajmowanie stanowiska w kwestiach epidemiologicznych. Od tego są fachowcy. Jednak, kiedy obserwuję polską scenę polityczną, to mam wrażenie, że w logice polskiego polityka – nie tylko opozycyjnego – lekarstwem na koronawirusa są rozporządzenia, zarządzenia, ustawy i posiedzenie Sejmu – jak w tym wypadku. Zatem dochodzimy do absurdu, gdzie bardziej liczy się papier niż profilaktyka i zdrowy rozsądek.
Niestety, ale doszliśmy do takiej sytuacji, że wszyscy politycy w Polsce są specjalistami od koronawirusa, a lekarze – dziwnym trafem – doznają zaćmienia umysłu, bo okazuje się, że bez wytycznych nie wiedzą, jak postępować z chorymi. Jest wrażenie, że lekarz, który nie ma rozporządzenia, de facto nie wie, co trzeba robić z osobami podejrzanymi o zakażenie, mającymi niepokojące objawy, które mogłyby wskazywać, że są chorzy. To pokazuje, że zaczynamy dochodzić do obłędu i miotamy się w oparach absurdu. Niepotrzebnie.
Myślę, że lekarze mają odpowiednią wiedzę, mają też zalecenia, tyle że niekoniecznie się z nimi zapoznają.
– Dobrze, tylko nikt nie będzie zdrowym czy zdrowszym od czytania rozporządzeń czy zarządzeń. Jeżeli ktoś ma niepokojące objawy, objawy grypowe, o których wszyscy mówią, to wiadomo, jak z takim człowiekiem należy postępować, od tego są odpowiednie służby i procedury. Tymczasem bywa, że usprawiedliwieniem na nicnierobienie jest brak odpowiedniego rozporządzenia. Jeśli zatem chciałbym obciążyć klasę polityczną, to tym, że tak naprawdę nie ma dyskusji o stanie rezerw materiałowych. Według mnie, to jest istota problemu, a zatem nie instrukcje dla lekarzy, bo będzie dobrze, jeśli leczenie zostawimy lekarzom, natomiast politycy są od tego, żeby w ramach wspomnianych rezerw rządowych, rezerw strategicznych była odpowiednia ilość medykamentów, maseczek, testów na koronawirusa itp. To jest odpowiedzialność polityków i wypełnienia tych zadań powinniśmy od nich oczekiwać i egzekwować.
Politycy – na pewno ogromna większość – nie są lekarzami, tym bardziej nie powinni wchodzić w rolę medyków. Co więcej, politycy, a właściwie nikt nie jest w stanie wpływać na zachowania ludzi, bo jeśli Robert Biedroń ma fanaberię i uprze się lecieć ze swoim partnerem do Chin, to nikt go nie powstrzyma. Ale nie powinien mieć później pretensji, że przywiózł ze sobą chorobę.
Jakich zatem merytorycznych działań można się spodziewać po jutrzejszym posiedzeniu Sejmu?
– Nie wiem, co w ramach tego posiedzenia jest planowane, ale na pewno będą pytania do ministra zdrowia prof. Łukasza Szumowskiego, który i tak właściwie codziennie organizuje konferencje prasowe, informując w szczegółach o stanie rzeczy. Natomiast według mnie głównym bohaterem – oczywiście obok premiera, który odpowiada za pracę całego rządu – powinien być prezes Agencji Rezerw Materiałowych, który powinien poinformować, jakie są zapasy na wypadek pojawienia się koronawirusa w Polsce.
Natomiast premier Mateusz Morawiecki, który odpowiada za Straż Graniczną i za inne służby zajmujące się kwestiami dotyczącymi dajmy na to profilaktyki itd., powinien poinformować, jakie procedury zostały uruchomione na szczeblu rządowym. Jeśli zaś chodzi o szpitale, to przypomnę, że w polskim systemie podlegają one nadzorowi samorządów. Oznacza to, że szpital powiatowy podlega pod dany powiat i pierwszą osobą odpowiedzialną za organizację i funkcjonowanie takiej placówki jest starosta czy burmistrz lub prezydent w przypadku miast na prawach powiatów. Natomiast jeśli chodzi o szpitale wojewódzkie, to za ich funkcjonowanie odpowiadają marszałkowie województw.
Jest jeszcze coś, o czym się mało mówi, mianowicie zdrowy rozsądek, którego politykom niestety zaczyna brakować…
– Owszem, górę nad tym wszystkim powinien wziąć zdrowy rozsądek Polaków, niekoniecznie polityków, a więc spokój, słuchanie komunikatów i wyciąganie wniosków. Wnioski na dzisiaj są bardzo proste. Mianowicie na razie nie ma lekarstwa, nie ma szczepionki na ten typ koronawirusa – i to jest jedna sprawa. Druga to fakt, że dzisiaj zwykła grypa, na którą choruje w ciągu roku kilkaset tysięcy Polaków, jest przyczyną wielu przypadków śmiertelnych. Niepotrzebnie więc robi się panikę wokół koronawirusa.
Niewykluczone, że to posiedzenie przerodzi się w polityczną jatkę przeciwko rządowi.
– Mam nadzieję, że politycy wrócą na ziemię, że kosmiczny odlot polskiej klasy politycznej – wszystkich polityków bez wyjątku – się zakończy, że politycy przestaną udawać, że znają się na medycynie, bo to, co robią niektórzy z nich wokół koronawirusa, jest wręcz żałosne. Sprawy zdrowia zostawmy lekarzom. I każdy polityk, który mówi, że wie, co robić, że gdyby go słuchano, to nie byłoby chorych, nie byłoby ofiar, jest zwyczajnie kłamcą.
Tutaj mówimy o wirusie, który opiera się wszelkiej logice i nikt bez rozpoznania, bez opracowania szczepionki, bez przestrzegania odpowiednich procedur nie jest w stanie nad nim zapanować. W Polsce na całe szczęście nie mamy potwierdzonych przypadków koronawirusa, natomiast są osoby podejrzane o zakażenie, wobec których wszczęto odpowiednie procedury, takie osoby zostały poddane testom i zostały objęte kwarantanną. Jeżeli choroba zostałaby potwierdzona, to lekarze i odpowiednie służby wiedzą, jak postępować.
Czemu miał służyć wpis Kidawy-Błońskiej wzywający rząd do ujawnienia przypadków koronawirusa w Polsce?
– Wygląda na to, że politycy opozycji, nie licząc się z konsekwencjami, chcą zasiać panikę, która może być większym zagrożeniem niż sam koronawirus. W tym wypadku pytanie o motywy jest adresowane do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i jej sztabu i „pierwszego lekarza RP”, Bartosza Arłukowicza, po co takie rzeczy wypisują. Przyznam, że ja tego nie rozumiem. Mamy nie tylko nakręcanie emocji, ale więcej – mamy nakręcanie głupoty. To już nie jest polityka, ale to jest głupota i brak odpowiedzialności. Zasłanianie się, że tak mówią na mieście, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Jeśli są wątpliwości, to trzeba pytać. Zresztą rząd, minister zdrowia, służby epidemiologiczne zapowiedziały, że w przypadku ujawnienia zakażenia koronawirusem Polacy otrzymają taką informację. Koniec, kropka.
Mamy nakręcanie emocji przez opozycję, a może czas najwyższy stonować emocje i włączyć rozum?
– Dokładnie, trzeba włączyć rozum, dbać o higienę, unikać dużych skupisk ludzkich i nie przesadzać, nie panikować. Wszyscy specjaliści, których słuchałem, których wypowiedzi czytałem w mediach, mówią wyraźnie: profilaktyka, higiena, higieniczny tryb życia, odpoczynek i unikanie dużych skupisk ludzkich. Nie ma innego lekarstwa. W naszych czasach sezonowe wirusy były, są i będą i powinniśmy się do tego przyzwyczaić. Chiny są „kolebką” koronawirusa ze względu na ogromne skupisko ludzi, a z uwagi na globalizację wirus ten rozprzestrzenia się po całym świecie. Panikowanie jest jednak nie na miejscu i może wywołać większe szkody niż sam koronawirus.
Dziękuję za rozmowę.

