Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo, wydaje się, że kiedy zazwyczaj dorośli biorą odpowiedzialność za młodzież, to teraz, rzec można, na ludziach młodych spoczywa odpowiedzialność za los ludzi starszych, bardziej narażonych na zakażenie koronawirusem…
– Rzeczywiście – jak słyszymy – młodzi przechodzą lżej, bądź zupełnie bezobjawowo zakażenie koronawirusem, za to mogą transmitować wirusa i zarażać mniej odpornych ludzi starszych. Sytuacja, z którą mamy do czynienia, powinna nam – w jakimś sensie – odpowiedzieć, jak zachowają się poszczególne grupy społeczne. Seniorzy, którzy z racji wieku i zapewne świadomości społecznej są –jak się wydaje – odpowiedzialni, ale jest pytanie jak zachowają się ludzie młodzi: studenci, a przede wszystkim uczniowie liceów, szkół podstawowych, którzy mają przerwę w zajęciach stacjonarnych. Warto przypomnieć, że zgodnie z zaleceniami premiera zamknięcie szkół nie oznacza, że uczniowie mają wolne. Powinni ten czas wykorzystać nie na zabawę i swobodny kontakt ze znajomymi, ale wprost przeciwnie – ograniczyć wychodzenie z domu i wykorzystać wolne do pogłębienia swojej wiedzy.
Odpowiedź, jak zachowają się młodzi, może nam dużo powiedzieć o naszej kondycji społecznej…
– Dokładnie, zwłaszcza że mówimy tu o ludziach młodych, którzy przecież nie żyją w próżni, ale są zakotwiczeni w rodzinach, w grupach społecznych. Jest to zatem bardzo ciekawe zjawisko również dla socjologów. Zresztą w socjologii jest pojęcie struktury poczucia bezpieczeństwa jako zjawiska społecznego, na które składają się dwa zasadnicze czynniki: poczucie poinformowania – tu wydaje się, że ze strony instytucji państwa jest to spełnione, a drugi czynnik – to poczucie pewności, czyli stabilizacji, wiary, przekonania, że instytucje państwowe są dobrze zorganizowane, że są dobrze przygotowane, że w sytuacji zagrożenia można liczyć na wsparcie, na pomoc, że ludzie nie zostaną pozostawieni sami sobie.
Czy pandemia koronawirusa paradoksalnie może być elementem edukacji, nie tylko młodzieży, ale nas wszystkich i wzmocnić w nas poczucie solidarności międzypokoleniowej?
– Niewątpliwie mamy do czynienia z pewnym nowym doświadczeniem społecznym, ze zjawiskiem, z wyzwaniem, które określi kondycję naszego społeczeństwa. Przeszłość dostarcza wiele przykładów, że my, Polacy, potrafiliśmy być zdyscyplinowani i odpowiedzialni, i to w sytuacjach ekstremalnych. Wspomnę tylko lata okupacji niemieckiej, gdzie formalne i etyczne nakazy postępowania wydawane przez władze Polskiego Państwa Podziemnego były na ogół respektowane. Oczywiście nie chciałbym tu dokonywać odniesień obecnej sytuacji do czasów minionych, bo byłoby to daleko idące uproszczenie, ale nasza historia, nasze doświadczenia pokazują, że jako naród potrafimy być zdyscyplinowani – także w formie etycznego, nieformalnego postępowania. Mam na myśli odpowiedzialność wobec władzy, którą uznajemy, którą szanujemy i odpowiedzialność wobec jej zarządzeń czy nakazów, co wcale nie jest takie proste. Wtedy podejście do dyscypliny i wykonywania zarządzeń jest dużo łatwiejsze.
Czy zagrożenie koronawirusem może mieć pozytywny aspekt, mianowicie, czy może być elementem budowania wspólnoty, tak jak to było chociażby po śmierci Jana Pawła II, kiedy byliśmy zjednoczeni?
– Ochodzenie i śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II –rzeczywiście było to dla nas duże przeżycie. Ale mam wrażenie, że w dużym stopniu było ono emocjonalne, ale refleksyjne też. Wśród tych, którzy autentycznie przeżywali to wydarzenie, przełożyło się później na praktyczne postępowanie i postawę. Dla wielu jednak było to zjawisko tylko emocjonalne, krótkotrwałe, za którym nie poszły żadne działania. Zabrakło połączenia dwóch czynników – wiary i rozumu. Sytuacja, z jaką dzisiaj mamy do czynienia, ma dwa wymiary – z jednej strony konieczność wypełnienia nakazów instytucji państwowych, czyli poleceń władz rządowych, instytucji sanitarnych itd., a z drugiej strony – odpowiedzialność obywateli. To jest, jak sądzę, sprawa kluczowa, a więc dojrzałość i odpowiedzialność, kwestia wzajemnego zaufania, wsparcia, potrzeba obywatelskich postaw i spełnianie zwyczajnych, drobnych powinności, także wobec innych. I tu jest potrzebne przestrzeganie zasady solidaryzmu społecznego.
Problem, w obliczu którego stajemy wszyscy, może nauczyć nas pokory, której chyba nam brakuje. Może to będzie okazja do odbudowania relacji na płaszczyźnie społecznej, ale też politycznej?
– Większość obserwatorów jeszcze do niedawna była zgodna, że kampania prezydencka będzie coraz bardziej brutalna, ekstremalna, w tym zakresie natomiast nowa sytuacja, przed którą stoimy dzisiaj – problem pandemii koronawirusa – zupełnie zmieniła podejście i wpłynęła na ostudzenie emocji. Oczywiście jest to nowe wyzwanie dla sztabów kandydatów, ale wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że zmiana retoryki, postawy przede wszystkim opozycji, która wcześniej nie przebierała w środkach i była nastawiona na konfrontację. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska zarzucała nawet, że rząd coś ukrywa przed społeczeństwem, jeśli chodzi o zagrożenie koronawirusem. Dzisiaj, z uwagi na to, że w społeczeństwie nastąpiła zmiana świadomości, takie wypowiedzi nie mogłyby mieć miejsca, bo uznane zostałyby jako nie na miejscu, nawet przez elektorat danego kandydata. To pokazuje, że coś się chyba zmieniło. Chcielibyśmy głęboko wierzyć w to, że zmiana podejścia i rezygnacja z grania politycznego koronawirusem, są spowodowane postawą odpowiedzialności, a nie tylko kalkulacjami politycznymi. To pokazuje, że nie ma przyzwolenia społecznego na polityczną grę koronawirusem – świadczy to dobrze o wyczuciu polskiego społeczeństwa.
O ile nie ma przyzwolenia na polityczną grę koronawirusem, to widać, że pandemia jest wykorzystywana do atakowania, a przynajmniej do podważania autorytetu Kościoła. Mam na myśli głosy o potrzebie zamykania kościołów, o przyjmowaniu Komunii św. na rękę itd. Czy kręgi wrogie Kościołowi nie zaczynają wykorzystywać tej sytuacji do walki z Bogiem i Kościołem? Jak się temu przeciwstawić?
– Niestety, staje się to faktem. To bulwersujące, że środowiska nieprzychylne, które właściwie zawsze wyrażały niechęć wobec Kościoła, dzisiaj próbują ograniczyć posługę duszpasterską Kościoła. Natomiast jeśli chodzi o sprawę koronawirusa, to chyba tym, co najbardziej zapamiętamy, jest atak na Kościół ze strony różnych środowisk, także międzynarodowych, co jest bardzo przykre. Obraz, jaki się jawi przed nami, to zamknięte kościoły we Włoszech, zaniechanie sprawowania Mszy św. czy w ogóle posług wobec wiernych, w tym również pogrzebów, a więc posługi wobec wiernych zmarłych. Myślę, że są to wszystko działania świadome, które mają na celu wykluczenie Kościoła z przestrzeni publicznej. Również ze strony niektórych hierarchów pojawiają się niezrozumiałe wypowiedzi, jak np. zalecenie przyjmowania Komunii św. na rękę, co jest absolutnie świętokradztwem. To, czego jesteśmy świadkami, jest bardzo przykre i nie mam wątpliwości, że są to działania wymierzone w Kościół.
Wobec tego przed nami – ludźmi wierzącymi – egzamin…
– Kościół w swojej historii wielokrotnie był atakowany, a mimo to trwa, bo zdawał egzamin w obliczu różnych zagrożeń. Przypomnę tylko epidemie, jakie miały miejsce w przeszłości – epidemię dżumy czy później cholery, wówczas święci Kościoła potrafili zgodnie z jego misją i posłannictwem zaradzić sytuacjom zagrożenia zgodnie z przesłaniem Suplikacji: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie”. Sytuacja związana z koronawirusem pokazuje, że to nie tylko zagrożenie epidemiologiczne, ale również duchowe. Myślę, że dla nas – ludzi wierzących, katolików najważniejsze jest jednak życie i zdrowie duchowe, które daje nam Bóg i przekazuje Kościół święty. Szczególnie w okresie Wielkiego Postu doświadczenie z koronawirusem jest dodatkowym elementem, który powinien nam uzmysłowić i pokazać, co w naszym życiu jest najważniejsze, najistotniejsze i jak bardzo potrzebny jest nam Kościół święty, jak bardzo potrzebna jest nam Eucharystia i nabożeństwa, jak bardzo potrzebne są otwarte świątynie. Póki co mamy do czynienia z zagrożeniem koronawirusa, lecz także z zagrożeniem różnych innych epidemii – chociażby ideologii i działań, które chcą nami zawładnąć. Myślę, że jest to też znak czasu, który powinniśmy w należyty sposób odczytać. Pandemia koronawirusa niech nam uzmysłowi jeszcze bardziej, jak ważna jest dla nas wspólnota narodowa, wspólnota międzypokoleniowa i że w chwilach zagrożeń powinniśmy szukać pomocy i wsparcia w Bogu.

