logo
logo

Zdjęcie: LIBER Europe/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Koronawirus obnażył słabość Unii

Poniedziałek, 23 marca 2020 (20:03)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Hiszpańscy lekarze muszą wybierać, kogo ratować, kto rokuje i podłączyć go do respiratora, a kogo nie. Do czego doszliśmy i do czego ta niespotykana sytuacja może nas doprowadzić?

– Najprościej można by powiedzieć, że na razie tak jest w Hiszpanii, ale jeśli sytuacja nadal się będzie tak rozwijać jak obecnie, to ze względu na skalę zjawiska może to doprowadzić do niewydolności systemu w wielu innych krajach. To są najbardziej tragiczne i dramatyczne decyzje jakie muszą podejmować lekarze, którzy są powołani do ratowania każdego życia, a tutaj muszą dokonywać wyboru w efekcie skazując kogoś na śmierć.

To jest sytuacja przypominająca stan bitwy, wojny, gdzie takich decyzji podejmuje się dziesiątki czy tysiące. Z drugiej strony jest to sytuacja bez precedensu, bo nie przypominam sobie – w swoim życiu – żeby kiedykolwiek, a zwłaszcza w świecie zachodnim, po II wojnie światowej, żebyśmy mieli do czynienia z takim zjawiskiem. To jest nowe zjawisko, które będzie miało gigantyczny wpływ na przyszłość, na ułożenie na nowo wszystkich relacji społecznych, międzypaństwowych. Koronawirus tak szybko dotarł właściwie w każdy zakątek świata, że ciągle jesteśmy zaskoczeni, nie bardzo też zdajemy sobie sprawę jakie będą tego konsekwencje.

Koronawirus już paraliżuje świat, wywołuje chaos i strach, czy może to być też przyczynek do refleksji, żebyśmy się zatrzymali i skupili się na wartościach?

– To są kwestie przemian kulturowych, duchowych, ale oprócz tego są też kwestie polityczne. Trudno powiedzieć, w jaki sposób epidemia koronawirusa wpłynie na życie szczególnie zachodnich Europejczyków.

Czy epidemia koronawirusa nie skłania nas też do refleksji nad trwałością relacji międzypaństwowych?

– Wszystkie wspólnotowe relacje w Europie zostały zbudowane na wspólnym interesie ekonomicznym, że coś się komuś opłacało natomiast, kiedy to wszystko zaczyna się rwać, jeśli mamy do czynienia z nową sytuacją, kiedy o pewne rzeczy trzeba rywalizować czy wręcz walczyć, to widać, że ta wspólnota europejska zaczyna pękać. Zaczyna się rywalizacja o partykularne interesy i daj Boże żeby były one narodowe. Widać, że świat się zmienia, a co się z niego wyłoni, to zobaczymy za jakiś czas.

Wygląda, że Unia Europejska to koń na glinianych nogach i w obliczu koronawirusa właściwie nie istnieje. Brukselscy cwaniacy, którzy upominają nas za rzekome łamanie praworządności, siłą narzucając na swoją wolę, ale w obliczu realnego zagrożenia są bezradni…

– Unia Europejska oparta jest całą masę frazesów, dominują interesy silniejszych, większych państw natomiast jeśli chodzi o solidarność europejską, czy równość traktowania podmiotów, to już dawno stwierdziliśmy, że jest to fikcja. Ta fikcja dzisiaj się coraz bardziej ujawnia i dla wielu społeczeństw, czy obywateli państw zafascynowanych, wierzących w tą propagandę, dopiero czas kryzysu pokazuje, na czym to wszystko realnie stoi. Nie ma solidarności, jedność to teoria, co najlepiej pokazuje sytuacja, kiedy przyszły środki ochrony z Chin, to Niemcy i Francuzi natychmiast je zarekwirowali, a kiedy Włosi prosili o pomoc w związku z pandemią koronawirusa, to jej nie otrzymali, bo każdy dbał o swoje interesy.

Co to znaczy nasze interesy, interesy swoich..?

– To znaczy interesy tych, z którymi, na co dzień jesteśmy w realnej wspólnocie kulturowej. Wtedy dochodzimy do wspólnoty, która jako byt społeczny funkcjonuje od wieków, czyli narodu, a nie jakiś mityczny Europejczyk. Kto dzisiaj mówi o europejskości, gdzie jest ten interes europejski, o którym tak wiele się mówi, proszę mi taki wskazać…? Owszem słychać, że Unia Europejska będzie rozdawać miliardy na walkę z koronawirusem czy ze skutkami pandemii, ale de facto Unia nic nie rozdaje, tylko uwalnia środki mówiąc, że można z jednego worka przesypać do drugiego.

Jest pytanie, dlaczego Unia nie wpadła na pomysł żeby nie płacić, żeby zawiesić składkę członkowską, żeby te pieniądze pozostały w krajach, które de facto walczą z pandemią i jej, także ekonomicznymi skutkami. Natomiast pojawiają się PR-owskie ruchy, które niczemu nie służą natomiast cała walka spadła na państwa narodowe. Proszę zwrócić uwagę, że rwą się łańcuchy dostaw, surowców, towarów, usług, a więc efekty globalnej gospodarki. To może skutkować zaostrzoną rywalizacją o dostęp do surowców i różnych rzeczy. Jest zatem pytanie, co z solidarnością i w jak sposób będzie ona kreowana. Moim zdaniem otwiera to drogę do kolejnych egoizmów narodowych, które będą się wybijać na pierwszy plan i kto będzie miał więcej siły, ten będzie miał większe szanse na odbudowanie się w przyszłości po daj Boże zakończeniu pandemii koronawirusa.

Czy koronawirus, a nie żaden brexit czy inne exity mogą być przyczynkiem do rozpadu projektu pod nazwą Unia Europejska?         

– Tak. Weźmy najbardziej drastyczny w skali epidemii koronawirusa przykład Włochów, gdzie jakby nie było w potężnym kraju nagle stanęła cała gospodarka – w dużej mierze oparta też na turystyce, co przekłada się na kryzys nie tylko epidemiczny, co także gospodarczy. Ekonomiści wyliczają, że kiedy we Włoszech walutą był lir, to państwo to rozwijało się w tempie o wiele wyższym niż Niemcy – tak duża była dynamika rozwoju, natomiast po wprowadzeniu euro Niemcy spotęgowali swój rozwój zaś Włosi ogromnie stracili, cofnęli się.

Teraz w obliczu pandemii Włosi czekali na solidarność przede wszystkim ze strony Niemiec, którzy najwięcej zyskali na walucie euro, ale tej pomocy, tego wsparcia nie widać. Pytanie jest zatem takie, czy w sytuacji nowych wyborów we Włoszech obywatele nadal będą chcieć być w strefie euro i co przemawia za pozostaniem w gronie państw ze wspólną walutą? Wydaje się, że Włosi wyjdą ze strefy euro, a następnym krokiem może być pójście drogą Brytyjczyków, bo skoro nikt im nie pomaga, kiedy napływają imigranci z Afryki, nikt nie pomaga w obliczu pandemii koronawirusa, to Włochy mogą być kolejnym krajem, który może chcieć wyjść z Unii Europejskiej.

Kolejnym krajem jest borykająca się z wielkimi problemami w zakresie koronawirusa Francja. Fakty są takie, że Unia wtedy ma autorytet, kiedy jest potrzebna, bo tak naprawdę w tym konglomeracie obecnie nie ma żadnych zasad, żadnej idei. Nie chrześcijaństwo łączy na poziomie kulturowym łączy dzisiaj Europę, tylko zysk gospodarczy. Zatem jeśli nie ma solidarności, jeśli nie ma pomocy, to zaczyna się rozkład.

Czy zatem Unia Europejska może się rozpaść?

– Wcale nie musi to być rozpad z wielkim hukiem, ale teoretycznie wciąż może istnieć. Będzie to zatem fikcja, ale nie monolit w perspektywie wspólnotowej. Decyzje będą podejmowane w perspektywie narodowej i w tym sensie ten twór o nazwie Unia Europejska może przechodzić w formę martwą. O zgrozo w biurokratycznych, brukselskich kręgach nie ma refleksji, bo zamiast stwierdzić, że trzeba dać większe kompetencje państwom narodowym i w ten sposób spinać całość, to pojawił się pomysł jeszcze głębszej integracji.

Przeważa pogląd, że gdyby kompetencje Unii były większe, to sprawniej poradzilibyśmy sobie z pandemią koronawirusa. Zatem jest chęć jeszcze większej integracji, czyli jeszcze bardziej podporządkowywać inne kraje Niemcom. Tyle, że takie działania wytworzą jeszcze większy ruch odśrodkowy. Takie mogą być procesy. A zatem powolny rozkład Unii wcale nie musi przebiegać tak jak to było przy okazji Wielkiej Brytanii, a więc z hukiem, ale tak też może się dziać w przypadku Włoch, ale to może być naturalny uwiąd, nadal będzie ośrodek decyzyjny w Brukseli, nadal będą dyskusje, debaty, decyzje tyle, że poszczególne kraje członkowskie coraz mniej będą się do tego stosować, bo będzie to instytucja coraz bardziej odrealniona.

Bruksela była nieprzygotowana?

– Dokładnie. Proszę zwrócić uwagę, że zamiast na poziomie wspólnotowym, na poziomie nowego budżetu przygotowywać się do różnych innych nagłych przypadków także epidemii, które przecież mogą zaistnieć, to oni wprowadzili zasadę tzw. zielonego ładu i ideologicznej redukcji gazów cieplarnianych obciążających gigantycznie szczególnie środkowo-europejskie gospodarki. Powstał więc w całości ideologiczny projekt, tylko po to żeby Niemcom było jeszcze lepiej w konkurencji wewnętrznej, za to projekt ten obciąża cała Europę szczególnie w konkurencji z Chinami czy ze Stanami Zjednoczonymi.

To tylko pokazuje jak abstrakcyjne są wizje brukselskich dyktatorów i jak dalekie jest to, od przeciwdziałania realnym zagrożeniom. W Chinach problem koronawirusa pojawił się w grudniu 2019 roku, a Unia forsuje Europejski Zielony Ład i gospodarkę bez emisyjną. To przeczy nie tylko rachunkowi ekonomicznemu, ale też zdrowemu rozsądkowi.

Chciałoby się powiedzieć idiotyzm w czystej postaci?

– Wbrew pozorom wcale nie są to aż tacy idioci, bo oni realizują interesy tych, którzy na tym zarobią. Nie zyska na tym cała europejska wspólnota, bo nikt nie myśli tam w kategoriach wspólnotowych, ale wykorzystując wspólnotowe hasła posługują się Komisją Europejską po to żeby jedni mogli wykorzystać innych. Nie ma zatem mowy o solidarności liczy się tylko zysk jednych kosztem drugich. Jeśli ktoś myśli w kategoriach całej wspólnoty, to działa w interesie wszystkich, a nie tylko w interesie silniejszej części tejże wspólnoty, a wszystko po to żeby mówiąc brutalnie wydoić, wykorzystać mniejszych, słabszych. Temu służy strefa euro, gdzie jak się oblicza przede wszystkim Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Grecy stracili ogromnie, a zyskał tylko jeden – Niemcy. To już nie jest wspólnota. I jeśli to się coraz bardziej ujawnia i jest widoczne, to nic dziwnego, że ruchy odśrodkowe się potęgują.

                  Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl