logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W interesie obywateli, nie partii…

Wtorek, 24 marca 2020 (20:16)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, czy są jakieś przeszkody, żeby wybory prezydenckie nie mogły się odbyć 10 maja?

– Z tego, co mówią osoby, które mają wpływ na ewentualne przesunięcie terminu wyborów prezydenckich – oczywiście pod określonymi warunkami, to na obecnym etapie jest możliwe przeprowadzenie wyborów w przewidzianym terminie 10 maja 2020 roku. Zresztą swego rodzaju małym poligonem doświadczalnym były uzupełniające wybory samorządowe, które w ostatnią niedzielę odbyły się w pięciu gminach na terenie kraju.

To pokazuje, że wybory są możliwe. Jednakże zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest dynamiczna, że wszystko jest zależne od tego, w jakim kierunku sytuacja się rozwinie i w jaki sposób państwo polskie poradzi sobie z epidemią koronawirusa. Wobec powyższego można powiedzieć, że jeżeli przeprowadzenie majowych wyborów będzie możliwe, to takie się odbędą, natomiast jeżeli będzie sytuacja, która uniemożliwi przeprowadzenie wyborów w wyznaczonym terminie, to przecież nikt na siłę nie będzie parł do tych wyborów, bo najważniejsze jest życie, zdrowie i bezpieczeństwo ludzi.

Czy kandydaci opozycji mogą wymusić, by wybory nie odbyły się w planowanym terminie, bo – jak słyszymy – jest jeszcze jeden wariant – kiedy wszyscy kandydaci opozycji się wycofują, wówczas wybory nie mogłyby się odbyć?

– Owszem, ale żeby spełnić ten warunek, to wszyscy kandydaci opozycyjni musieliby się wycofać ze startu w wyborach prezydenckich. Jest więc pytanie, czy kandydaci opozycji na taki krok się zdecydują? Ostatnio w świat poszła informacja, że Marek Jakubiak – były poseł Kukiz’15 – zebrał wystarczającą liczbę stu tysięcy podpisów, która umożliwia jego rejestrację.

Jest to też polityk, który – jeśli chodzi o przełożenie terminu wyborów – nie występuje w jednym chórze z kandydatami opozycji, więc różnie może jeszcze być. Natomiast jeśli chodzi o wycofanie się kontrkandydatów prezydenta Andrzeja Dudy i przełożenie terminu wyborów, to według mnie byłoby złe rozwiązanie. Jesteśmy w sytuacji, która wymaga solidarności, współdziałania, także w wymiarze przeprowadzenia wyborów prezydenckich.

Tak naprawdę nie wiemy też, ile będzie trwał stan epidemii, oraz czy i ewentualnie jak ten okres będzie się przedłużał, natomiast państwo musi działać. W związku z tym wybory prezydenckie zgodnie z Konstytucją RP i kalendarzem wyborczym powinny się odbyć 10 maja br. i wyłącznie stan wyjątkowy mógłby zdecydować, że zostałyby one przeprowadzone w innym, późniejszym czasie. Na razie przesłanek do wprowadzenia stanu wyjątkowego nie ma.      

Dlaczego opozycji tak bardzo zależy na tym, aby wybory zostały przesunięte na późniejszy termin, czy rzeczywiście chodzi o bezpieczeństwo Polek i Polaków?

– Myślę, że politycy opozycji liczą na to, że niezadowolenie społeczeństwa, zmęczenie ludzi krytyczną sytuacją związaną z przestrzeganiem zasad bezpieczeństwa, z ograniczeniami dotyczącymi poruszania się, wychodzenia z domu, że to wszystko spowoduje, że w późniejszym terminie szanse prezydenta Andrzeja Dudy będą słabły. Sądzę, że to jest właśnie tego rodzaju kalkulacja.

Natomiast nie zakładam, że politycy opozycji kierują się tutaj wyłącznie interesem ogółu, bezpieczeństwem Polek i Polaków biorących udział w głosowaniu, ale patrzą tylko i wyłącznie przez pryzmat swoich interesów, co więcej – z pełną świadomością prą do tego, żeby w Polsce wprowadzono stan wyjątkowy, bo to jest jedyna okoliczność, która może spowodować przesunięcie terminu wyborów prezydenckich. Innej możliwości nie ma. Musiałby się zebrać Sejm, żeby wprowadzić nowe regulacje ustawowe, kto wie czy nawet nie ze zmianą Konstytucji RP, które umożliwiałyby wprowadzenie nowych przesłanek przesunięcia terminu wyborów.

Tymczasem wiemy dobrze, że nawet z najbliższym posiedzeniem Sejmu jest pewien problem, jak przeprowadzić obrady, głosowanie, aby wszystkim posłom oraz pracownikom Sejmu zapewnić stuprocentowe bezpieczeństwo, podczas gdy trzeba – i to pilnie –  wprowadzić regulacje związane z tarczą antykryzysową. Dlatego opozycja, wysuwając swoje postulaty – można rzec – goni w piętkę, z jednej strony postuluje przesunięcie terminu wyborów prezydenckich, ale z drugiej strony nie wskazuje podstaw prawnych, w oparciu o które te wybory mogłyby zostać przesunięte na termin późniejszy.

Co więcej, słyszymy, że prezydent Duda lansuje się na koronawirusie…

– Prezydent, jako głowa państwa, odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polek i Polaków szczególnie w obliczu zagrożenia, musi być w tych trudnych chwilach obecny. Musi współpracować z rządem, musi również wysyłać sygnały do społeczeństwa, że państwo polskie nie lekceważy problemu i działa w interesie obywateli. Dlatego tego rodzaju zarzuty, że prezydent lansuje się na koronawirusie, to wręcz szkodzenie państwu polskiemu.

Gdyby Andrzej Duda był nieobecny, to opozycja grzmiałaby, gdzie jest prezydent, kiedy jest, kiedy współdziała z rządem i podejmuje działania w trosce o życie i zdrowie Polaków, to spotyka się z nikczemnymi zarzutami. Uważam jednak, że tego rodzaju wystąpieniami opozycji nie ma się co specjalnie przejmować, nasi oponenci nie mają pomysłu na to, w jaki sposób skutecznie walczyć z epidemią, nie mają pomysłu na tę kryzysową sytuację, a jedyny pomysł, jaki wdrażają w życie – zresztą tak jak zawsze – to jest krytyka prezydenta, krytyka rządu, mimo że dzisiaj mieliby okazję, żeby stanąć ponad podziałami i wspólnie z rządem działać na rzecz zażegnania niebezpieczeństwa, jakie niesie za sobą pandemia koronawirusa.

Pandemia koronawirusa uświadamia nam, że państwa narodowe muszą sobie radzić same z tym problemem, a gdzie jest Unia Europejska? Włosi mimo apeli i próśb zostali sami, a Unia, która poucza Polskę czy Węgry, wobec realnego zagrożenia jest pasywna, niewydolna.

– W sytuacjach kryzysowych, tak jak chociażby w przypadku kryzysu migracyjnego, Unia Europejska była bezradna, co więcej – pogłębiała ten kryzys. Dzisiaj w sytuacji zagrożenia i życia mieszkańców wielu państw członkowskich zupełnie nie jest w stanie podjąć jakichkolwiek kroków, które wsparłyby państwa najbardziej zagrożone pandemią. Jeśli już, to podobnie jak część zachodnich państw Unia podejmowała działania mocno spóźnione. Wiadomo przecież było, kiedy koronawirus pojawił się w Chinach, kiedy doszło do wybuchu epidemii, a mimo to kilka miesięcy Unia Europejska zmarnowała, bardziej interesując się kwestiami wydumanej, zagrożonej praworządności w Polsce i sprawami trzeciorzędnymi.

Jednak to nie dziwi, Komisja Europejska to jest machina biurokratyczna, która – jak widać – nie jest w stanie błyskawicznie reagować na zagrożenia, więc potwierdza się to, że Unia Europejska nie jest żadnym superpaństwem.  Państwa wchodzące w skład tej organizacji muszą być przygotowane na to, że w momencie zagrożenia będą zmuszone radzić sobie same i mieć takie wewnętrzne regulacje i procedury, które zapewnią bezpieczeństwo ich obywateli. Innymi słowy – w obliczu pandemii koronawirusa – potwierdza się to, co zawsze mówiliśmy – mianowicie, że Unia Europejska jest tylko i wyłącznie organizacją państw do realizacji pewnych celów – przede wszystkim gospodarczych. Natomiast nie ma zgody i w przyszłości też na pewno nie będzie, żeby tworzyć federację z jednym rządem, bo to na pewno nie zadziała. Obecny kryzys tylko to potwierdza.  

Po zakończeniu pandemii koronawirusa Unia Europejska będzie taka sama, czy ten oblany sprawdzian z solidarności może się przyczynić do jej rozpadu, a przynajmniej postawić pytania o jej dalsze funkcjonowanie w dotychczasowej formie?

– Europa i świat po pandemii koronawirusa z całą pewnością nie będą już takie same jak wcześniej, to jasne. Na pewno przywódcy poszczególnych państw członkowskich Unii Europejskiej, kiedy zagrożenie pandemiczne minie, będą musieli się poważnie zastanowić, w jaki sposób i w jakim kierunku Unia powinna dalej działać, w jakim kierunku powinna zmierzać – oczywiście również w kontekście zagrożeń gospodarczych, które mogą się pojawić, co zresztą już widać.

W mojej ocenie, główne działania w tej chwili powinny pójść – tak jak w Polsce – w stronę działań osłonowych wspierających przedsiębiorczość. Mamy również wspólny unijny rynek, dla ochrony którego oraz dla przedsiębiorstw, które dzisiaj działają niekoniecznie w państwach narodowych, ale na terenie całej Europy, całego świata, trzeba będzie podjąć poważne rozmowy. Natomiast jeżeli miałoby to wyglądać tak, że tylko państwa wiodące Unii Europejskiej, takie jak Niemcy, Francja, miałyby wygrywać w Europie wyłącznie swoje interesy kosztem innych państw członkowskich, to taka organizacja rzeczywiście nie ma racji bytu.

                 Dziękuję za rozmowę.                    

 

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl