Jak Pan ocenia projekt „tarczy antykryzysowej” przyjęty przez Sejm?
– Z całą pewnością jest to dokument o znaczeniu strategicznym, bardzo ważny. Apel prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego do marszałka Tomasza Grodzkiego spowodował, że posiedzenie Senatu w tej sprawie odbędzie się nie we wtorek, jak planowano, a jutro i ten dokument zostanie szybko przyjęty przez Senat i podpisany przez prezydenta, tak aby zaczął obowiązywać już od 1 kwietnia br. Głównym celem nowych rozwiązań jest ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach. To jest szansa na uratowanie wielu setek tysięcy miejsc pracy, ogromnej ilości mikro-, małych, ale również średnich podmiotów gospodarczych. O ile – dajmy na to – w niemieckim programie wsparcia szczególny nacisk jest położony na wielkie podmioty gospodarcze, słynne niemieckie firmy flagowe i wielkie koncerny, to w polskiej „tarczy antykryzysowej” nie zaniedbano również małych i średnich przedsiębiorstw.
Nie wszyscy jednak są zadowoleni?
– Trzeba pamiętać, że ten dokument może nie jest doskonały, ale zapowiedź premiera Morawieckiego jest taka, że na bieżąco, kiedy tylko będzie taka konieczność, będzie on zmieniany. Z całą pewnością daje on szanse na przetrwanie polskiej gospodarki w tym trudnym czasie. Wbrew temu, co twierdzi opozycja, która w tych bez wątpienia najtrudniejszych od lat czasach zamiast starać się pomóc, a przynajmniej nie utrudniać, to realizuje jeden cel, mianowicie zmierza do odsunięcia od władzy PiS. Poprawki, jakie zgłaszali posłowie opozycji, miały jeden cel – mianowicie storpedowanie projektu wsparcia przedsiębiorców. Najlepszą odpowiedzią na zarzut opozycji jest chociażby utrzymanie ratingu dla Polski na poziomie A – ze stabilną perspektywą, ogłoszony przez Agencję Fitch. Wskazuje on, że Polska powinna być stosunkowo odporna na szok związany z pandemią koronawirusa w porównaniu do innych krajów. I to powinno być odpowiedzią na zarzuty, jakie się pojawiają. Warto też podkreślić, że te zarzuty ze strony opozycji nie są podyktowane jedynie obawami o przyszłość polskiej gospodarki, ale też wynikają z braku wiedzy na temat zawartości projektu „tarczy antykryzysowej”. Ufam, że to wsparcie na trudny czas dla podmiotów gospodarczych, dodam tylko, że ponad 70 proc. wytwarzanego PKB to jest zasługa małych i średnich przedsiębiorstw, i proponowany pakiet pozwolą polskiej gospodarce przetrwać krytyczne miesiące i nie dojdzie do tragedii gospodarczej i ekonomicznej. Gospodarka to system naczyń połączonych, dlatego przetrwanie gospodarki, utrzymanie miejsc pracy pozwoli także na dołożenie niezbędnych, kolejnych środków do systemu opieki zdrowotnej, tak aby czas kryzysu związanego z pandemią koronawirusa przetrwać. Nie oszukujmy się, to nie jest problem, który zostanie załatwiony w ciągu paru tygodni czy paru miesięcy.
Pojawiają się zarzuty, że zaproponowane rozwiązania są niewystarczające.
– Oczywiście, każde pieniądze przydałyby się w tej sytuacji. Jednak żeby wydatkować pieniądze, trzeba wskazać źródła dochodu. Nie jest też żadną tajemnicą, że nie obejdzie się bez deficytu. Paradoks sytuacji polega na tym, że już w chwili uchwalania budżetu w Sejmie koleżanki i koledzy wiedzieli, że ten budżet z uwagi na pojawiające się zagrożenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, że trzeba będzie go nowelizować. Dzisiaj tym bardziej nikt nie mówi, że na koniec roku będzie to budżet zrównoważony, bo to zrównoważenie musi być w sposób odpowiedzialny zamienione na niezbędny deficyt. Trudno powiedzieć, jaki on będzie, ale to się okaże po przeliczeniu niezbędnych kosztów poniesionych nakładów, które w związku z pandemią koronawirusa – w sposób odpowiedzialny – należy podjąć. Natomiast wszystkim tym, którzy mówią, że za mało pieniędzy rząd przeznacza na „tarczę antykryzysową” i próbują mówić o olbrzymich środkach, jakie angażują inne państwa w Europie czy na innych kontynentach, chciałbym zwrócić uwagę, że jeśli chodzi o procent zaangażowania do produktu narodowego, to jest to chyba największy wskaźnik na świecie, większy niż olbrzymie środki przeznaczone przez Kongres Stanów Zjednoczonych. W tej chwili pomoc, jaką rząd przeznaczy na „tarczę antykryzysową”, to 10 proc. polskiego PKB, a to olbrzymie pieniądze. Wierzę też, że gdyby kryzys się pogłębił, to jeszcze znajdą się dodatkowe pieniądze na wsparcie ze strony państwa.
Skoro wspomniał Pan o Kongresie Stanów Zjednoczonych i jego wsparciu dla gospodarki amerykańskiej, to na tenże Kongres powołał się marszałek Tomasz Grodzki, który mimo apelu premiera i prezydenta wcale się nie palił do rozpoczęcia prac Senatu.
– To prawda. Marszałek Grodzki nie tyle że zaprosił, ale wręcz wezwał prezydenta i premiera RP do debaty, dyskusji. Widać, że jest to tak znamienita postać, że zastanawiam się, czy Papież Franciszek, prezydent Donald Trump, a może też i Putin nie oczekują na wezwanie marszałka Grodzkiego? Przepraszam za sarkazm w tej poważnej sytuacji, ale to przykre, że na czele Senatu RP, którego mam zaszczyt być członkiem, stoi ktoś, kto w obliczu tragedii, w tym trudnym dla wszystkich Polaków czasie pozwala sobie na takie zachowanie. Co więcej, mówi za cały Senat, do czego nie ma prawa. Może więc lepiej spuścić zasłonę milczenia nad zachowaniem tego polityka. Jednak kiedy się bliżej przyjrzeć sobotniej konferencji prasowej, to widać było nerwowe ruchy w gestach i słowach marszałka Grodzkiego. Tyle że to jest cecha, którą można zaobserwować od jakiegoś czasu po stronie wszystkich polityków opozycji. To pokazuje, że anty-PiS w Senacie zaczyna się kruszyć, zaczynają się pojawiać wyłomy, pęknięcia w niektórych wypowiedziach czy nawet działaniach senatorów. Być może mając świadomość, że może się rozpaść ta krucha większość, która wyniosła Tomasza Grodzkiego do godności marszałka Senatu, obawia się on o swoją polityczną przyszłość. Nie wykluczałbym zatem różnych, zaskakujących scenariuszy.
Premier, prosząc o przegłosowanie „tarczy antykryzysowej”, apelował o jak najszybsze zwołanie Senatu. Czy zatem nie można było tego zrobić wcześniej niż w poniedziałek?
– Posiedzenie Senatu mogło się rozpocząć już w sobotę wieczorem. Senatorowie muszą być na miejscu, przynajmniej jeśli chodzi o jedno głosowanie w sprawie regulaminu, ale to nie problem, bo po to jesteśmy. Natomiast nie widzę problemów, żeby odbyło się to wczoraj, czyli w sobotę, i dzisiaj, czyli w niedzielę – moglibyśmy zakończyć procedowanie nad projektem „tarczy antykryzysowej”. Jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa i rozmieszczenia senatorów, to z nami jest dużo mniejszy problem niż w przypadku posłów, bo jest nas mniej. Nie wykluczałbym, że posiedzenie plenarne Senatu odbędzie się na sali posiedzeń Sejmu, gdzie jest ok. 550 miejsc wyposażonych w czytniki systemu głosowania, a zatem można zachować odpowiednią odległość.
Dotarło do Pana jakieś oficjalne zaproszenie z Kancelarii Senatu, informujące, kiedy senatorowie mają się stawić na Wiejskiej?
– W sobotę do godz. 18.00 – poza informacją medialną wynikającą z konferencji prasowej marszałka Senatu – nic do mnie nie dotarło. Owszem, już w piątek otrzymałem informację, ale od mojego Klubu Prawa i Sprawiedliwości, że najprawdopodobniej we wtorek odbędzie się posiedzenie Senatu. Teraz już wiemy, że ma to być w poniedziałek. Natomiast jeden z moich kolegów senatorów wykonał w sobotę ok. godz. 15.00 telefon do Biura Obsługi Senatorów, ale tam nie uzyskał żadnej informacji. Dziś na stronie Senatu RP można zobaczyć informację, że posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności odbędzie się w poniedziałek o godz. 9.00, a posiedzenie senackiej Komisji Zdrowia godzinę później, natomiast posiedzenie plenarne Senatu zaplanowano na godz. 15.00.
Wróćmy jeszcze do Sejmu, czemu – Pana zdaniem – miało służyć przedstawienie w wydaniu opozycji, szczególnie Platformy, która jak przyszło co do czego, to zagłosowała za przyjęciem projektu „tarczy antykryzysowej”?
– Wszyscy mogliśmy zobaczyć, jak w czasie, kiedy ludzie obawiają się o swoje i swoich bliskich zdrowie i życie, posłowie opozycji bawią się, robiąc sobie selfie w maseczkach, goglach, mierząc centymetrem odległość pomiędzy sobą, to pokazuje, jak traktują Polaków. Ale na to nie trzeba teraz zwracać uwagi, trzeba robić swoje i my staramy się to robić. Dobrze się stało, że mimo to politycy Platformy – wykazując się odrobiną instynktu samozachowawczego – poparli projekt „tarczy antykryzysowej”. Nie zmienia to jednak faktu, że ta formacja całkowicie się pogubiła, z dnia na dzień razem ze swoją kandydatką na prezydenta Małgorzatą Kidawą-Błońską dołuje w sondażach i jak tak dalej pójdzie to poparcie dla niej może spaść do wyniku jednocyfrowego.
Chyba nic dziwnego, że Grzegorz Schetyna wskazuje, że jeśli wybory prezydenckie nie odbyłyby się 10 maja, to Platforma powinna pomyśleć o zmianie kandydata?
– Być może widzi siebie w roli męża opatrznościowego. Swoją drogą ten pan już pokazał, na co go stać, zresztą poznali się na nim nawet swoi.
Dziękuję za rozmowę.

