logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Co dalej ze specustawą?

Poniedziałek, 30 marca 2020 (11:04)

Z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego rozmawia Rafał Stefaniuk

Sejm przyjął tzw. Tarczę antykryzysową. Specustawa trafi teraz do Senatu. Co zrobi tamtejsza większość?

– Jest w kropce. Wiadomo, że w tej sprawie najważniejszy jest czas. Obywatele i przedsiębiorcy oczekują jak najszybszego wprowadzenia tych przepisów. Oczywiście, marszałek Tomasz Grodzki ma wszelkie możliwe narzędzia do tego, żeby prace nad przepisami spowalniać. Ale gdyby zdecydował się na ten krok, to byłoby to dla Koalicji Obywatelskiej polityczne samobójstwo. Sądzę, że utrudnień nie będzie, ale tylko dlatego, że nie mają innego wyjścia.  

Marszałek Grodzki słusznie zauważa, że skierowanie ustawy do Senatu nie jest zabiegiem typowo formalnym. Senatorowie też są wybrani przez naród i muszą pracować nad każdym projektem.

– Oczywiście, że ma rację. Tylko, że sytuacja jest nadzwyczajna. W normalnych warunkach mogą organizować polityczne spektakle i dyskutować przez dziesiątki godzin w koło o tym samym. Stajemy w obliczu ogromnego kryzysu gospodarczego. To wymaga mobilizacji. Konieczne są szybkie kroki. Tu nie ma miejsca na politykę. To jest tak ważna sprawa, że każda godzina się liczy. Niech pracują, zgłaszają uwagi, ale szybko i merytorycznie.

Większość sejmowa naniosła zmiany do kodeksu wyborczego. Stworzono możliwość głosowania korespondencyjnego osobom powyżej 60 roku życia i tym poddanym kwarantannie. Może pójdźmy w kierunku głosowania przez internet?

– Rozwiązania, które przyjęto – w sytuacji stanu epidemii – są racjonalne. To jest zadanie każdej władzy, aby obywatelom umożliwić wzięcie udziału w wyborach. Nie można pozbawiać chorych, seniorów i osoby poddane obowiązkowej kwarantannie możliwości wpływania na losy kraju. Rzeczywistość jest dynamiczna i możliwe, że konieczne będą zmiany, które przeniosą system głosowania do internetu. Tym bardziej, że nikt nam nie może zagwarantować, że z tymi problemami będziemy się mierzyć tylko podczas tych wyborów. Może wirus się teraz uśpi i zaatakuje z jeszcze większa siłą na jesieni? Może za rok pojawi się nowy wirus? Myślę, że wybory powinny się odbywać w tradycyjnej formie, ale państwo polskie musi mieć gotowy plan B, na każdą sytuację.

Co jest powodem presji ze strony opozycji na przełożenie wyborów prezydenckich?

– Wirus wstrząsnął światem. Gospodarki – w ujęciu globalnym – znajdą się w kryzysie. Polska nie jest wyjęta spod prawideł ekonomii i u nas również będzie ciężko. To uderzy w rząd. To jest w tym momencie pomysł opozycji na przejęcie władzy: wykorzystać problemy gospodarcze.

W interesie Prawa i Sprawiedliwości obrona majowego terminu wyborów jest równie ważna jak szybkie pokonanie wirusa?

– To jest jedna z kluczowych spraw. Nie można temu zaprzeczyć, że rząd robi bardzo dużo dobrego w walce z wirusem. Społeczeństwo to docenia i z pewnością będzie miało duży wpływ przy stawianiu znaku X na karcie wyborczej. Myślę, że opozycja też by mogła dużo zyskać, ale w tej sprawie sama się podkłada. Oni atakują majowy termin, twierdząc, że nie mogą prowadzić skutecznej kampanii. To Polaków śmieszy. Bo kampanię wyborczą prowadzi się w odniesieniu do aktualnych problemów. Obecnym problemem jest epidemia. I zawsze bieżące problemy społeczeństwa będą warunkować kampanię.

Prezydent nie prowadzi kampanii?

– Andrzej Duda nie jest zwykłym kandydatem, on jest w pracy i ma obowiązki. I jest z tego rozliczany politycznie, ale też moralnie. Opozycję z pewnością by to ucieszyło, gdyby prezydent, premier i minister zdrowia schowali się na ten czas w domu i całymi dniami oglądali TVN. Ale ile by to pociągnęło ofiar? Ich obecność na pierwszej linii fortu jest teraz potrzebna. Te trzy osoby, które wymieniłem, są zobligowane do rezygnacji z odpoczynku na rzecz wytężonej pracy.    

A może sprawa wyborów wymagałaby więcej spokoju?

– Pamiętam już wybory w czasach wielkiego kryzysu politycznego: prezydenckie 2010 r., tuż po katastrofie smoleńskiej. W tej sytuacji PiS i SLD musiały zmieniać kandydatów na prezydenta, a Platforma dostała bonus w postaci pełnienia tymczasowych obowiązków prezydenta przez marszałka Bronisława Komorowskiego. I czy kandydat PO nie znalazł się w korzystnej sytuacji? Oczywiście, że był. I wybory się odbyły. Warunki zewnętrzne zawsze wpływają na to, co się dzieje na scenie politycznej, i tego nic nie zmieni, żadne płacze, żadne krzyki i protesty. Co ważne, i o tym nie można zapominać, to nie ma podstaw prawnych, aby te wybory przełożyć.  

Czy one będą bezpieczne?

– Gdybym odpowiadał za kreowanie kampanii wyborczej to kładłbym nacisk na tę kwestię. I właśnie rząd wytrąca ten argument opozycji. Chociażby przeprowadzając zmiany w kodeksie wyborczym. Myślę, że to nie będą jedyne nowe rozwiązania. Będzie ich więcej. Nikt nie będzie ryzykował zdrowia Polaków. Możemy się jeszcze w spokoju do wyborów przygotować.

Dziękuję za rozmowę.

RS

NaszDziennik.pl