logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Opozycja gra wyborami

Poniedziałek, 30 marca 2020 (17:23)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Małgorzata Kidawa-Błońska przerwała kampanię, zawieszając ją. Co więcej, wezwała pozostałych kandydatów do bojkotu. Ale to nawoływanie nie spotkało się z aprobatą kontrkandydatów...?

– Pani Małgorzacie Kidawie-Błońskiej kampania wyraźnie nie idzie. Można rzec, że wpadka goni wpadkę, stąd taki krok w kierunku zawieszenia kampanii prezydenckiej pod pretekstem zagrożenia, z którym w tej chwili w Polsce owszem mamy do czynienia, ale nie na tyle, żeby już teraz podejmować tak daleko idące decyzje.

Oczywiście kampania wyborcza wszystkich kandydatów spowolniła i toczy się w zasadzie tylko w internecie. Jeśli chodzi o decyzję Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zawieszenie kampanii, to jest jej prawo, natomiast wzywanie do bojkotu wyborów, to już co innego. To wzywanie do anarchii. Cały czas podkreślamy, że w obecnej sytuacji nie ma prawnej możliwości przesunięcia terminu wyborów prezydenckich i jedynie wprowadzenie stanu wyjątkowego dawałoby taką możliwość, albo zmiana istniejącego stanu prawnego, ale do tego trzeba konsensusu wszystkich sił politycznych zasiadających w parlamencie.

Póki, co termin 10 maja jest obowiązujący, ale czy, zważając na okoliczności, pewny?

– Oczywiście jeśli w Polsce sytuacja z pandemią koronawirusa będzie zmierzała w takim kierunku, że nie uda się zahamować zachorowań, kiedy w kolejnych dniach, tygodniach, dajmy na to, wiele osób będzie przebywało na kwarantannie i kiedy przeprowadzenie wyborów prezydenckich – w ustawowym terminie – będzie niemożliwe, to zapewne będziemy szukali wspólnego rozwiązania, które mogłoby przesądzić o tym, że wybory odbędą się w terminie późniejszym.

Jednak na dzisiaj takich powodów nie ma. Kalendarz wyborczy jest krok po kroku realizowany, mają być też zgłaszane osoby do komisji wyborczych. Owszem jest – ze strony niektórych samorządów – odzew na wezwania totalnej opozycji do bojkotu wyborów, ale jeśli będą samorządy, które pójdą w kierunku bojkotu i będą lekceważyć zadania, które ciążą na nich z mocy ustawy, to siłą rzeczy będzie reakcja państwa polskiego. Co by nie powiedzieć, wezwanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jest ze wszech miar nieodpowiedzialne, jest też wyrazem jej bezradności w tej kampanii.

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej swoją decyzję motywuje tym, że wybory powinny zostać poprzedzone kampanią wyborczą, spotykaniami i rozmowami z wyborcami, a tego obecnie nie ma...

– To prawda, że tradycyjne spotkania z wyborcami są dzisiaj niemożliwe ze względów bezpieczeństwa, ale w dobie mediów elektronicznych, społecznościowych kandydaci komunikują się ze swoimi wyborcami przez internet. Jest to środek powszechnie dostępny, więc w tej ograniczonej formie kontaktu bezpośredniego, która jest adekwatna do sytuacji, każdy z kandydatów ma równe szanse.

I to tyle w kwestii prowadzenia kampanii wyborczej. Istotniejsze w tym wszystkim jest zapewnienie bezpieczeństwa Polaków, którzy uczestniczyliby w wyborach 10 maja również wszystkim tym, którzy będą pracować w komisjach wyborczych oraz tym, którzy w wyznaczonym terminie poszliby głosować do lokali wyborczych. To jest zasadnicza sprawa i gdyby to bezpieczeństwo miałoby być w jakikolwiek sposób zagrożone, to z całą pewnością – w ustawowym terminie – zbliżające się wybory mogłyby się nie odbyć. Ze strony władz państwowych ta sytuacja jest cały czas monitorowana i jestem przekonany, że jeśli będzie jakakolwiek wątpliwość, co do tego, czy Polacy będą mieć zagwarantowane bezpieczeństwo, to wybory 10 maja zostaną przesunięte.

Tymczasem póki co mamy ze strony opozycji grę wyborami i poprzez apele o przesunięcie terminu mamy próbę zbicia na tym jakiegoś kapitału politycznego. Polski rząd, prezydent Andrzej Duda i parlament są to odpowiedzialne instytucje państwa. Z jednej strony jest oczywiście kwestia bezpieczeństwa państwa polskiego, kwestie konstytucyjne związane z obowiązkiem przeprowadzenia wyborów w momencie, kiedy zbliża się koniec kadencji prezydenta i zapewnienie ciągłości władzy państwowej, a z drugiej strony jest sprawa bezpieczeństwa Polaków, kwestia zabezpieczenia zdrowia i życia obywateli.

I te dwie wartości są ważone i z całą pewnością decyzje jakie zostaną ostatecznie podjęte będą decyzjami słusznymi. Na tym etapie, przy tym poziomie zachorowań jaki obserwujemy, wydaje się, że wybory prezydenckie mogłyby się odbyć, ale zgodnie z tym, co mówi także minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski, apogeum zachorowań wciąż jeszcze przed nami i ta sytuacja może się zmienić. Zapewniam, że nikt w obliczu zagrożenia nie będzie narażał na szwank życia i zdrowia Polaków. Jeżeli wystąpi zagrożenie uniemożliwiające przeprowadzenie wyborów 10 maja, to zapewne przesunięcie wyborów też będzie brane pod uwagę.

Szyki kandydatom opozycji, którzy planowali wycofać się ze startu, niejako doprowadzając do rozpisania wyborów na nowo, chyba pomieszał Marek Jakubiak, który ogłosił swój start. Co więcej, stwierdził, że nie wycofa się z wyborów?

– Wydaje się, że tak, bo w przestrzeni publicznej – owszem padło, że kandydaci totalnej opozycji są gotowi do tego, aby wycofać swoje kandydatury, a tym samym spowodować konieczność przesunięcia terminu wyborów – w momencie startu tylko jednego kandydata – urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy. Jednak wygląda na to, że ten plan spalił na panewce. W Polsce mamy stan epidemii i wszystkie siły polityczne powinny współpracować, a opozycja – w tym szczególnym czasie – powinna wspierać rząd, powinna wspierać prezydenta.

Działając w ten sposób, zyskałaby więcej, niż prowadząc wojnę podjazdową i wykorzystując stan epidemii chociażby do bojkotu wyborów, do przesunięcia ich terminu. Natomiast takie działania jakie obserwujemy, są zupełnie nieodpowiedzialne. Zobaczymy też, jak zachowa się Senat, który dzisiaj rozpoczyna procedowanie ustawy dotyczącej „tarczy antykryzysowej”. Zapewne niedługo po tym jak senatorowie zakończą prace, zostanie zwołane posiedzenie Sejmu, aby rozpatrzyć ewentualne poprawki Senatu, o których słyszymy, że będą.

Wracając jeszcze do zawieszenia kampanii kandydatki Koalicji Obywatelskiej, w tych okolicznościach chyba nowego znaczenia nabiera wypowiedź Grzegorza Schetyny, że jeśli wybory zostałyby przesunięte, to Platforma powinna rozważyć zmianę kandydata…?

– Kandydatka jaka jest, każdy widzi i pewnie Platforma – mając tego świadomość chciałaby dokonać zmiany i być może wyznaczyć innego kandydata. Jednak należy przy tym wziąć pod uwagę kilka kwestii, bo jeśli nawet nastąpi przesunięcie terminu wyborów, to czy i na ile dotychczasowe czynności pozostaną w mocy? Warto też zwrócić uwagę, że kalendarz wyborczy jest realizowany i jeżeli miałoby nastąpić przesunięcie terminu, to czynności, które do tej pory były przeprowadzone, czy wykonane w ramach obowiązującego kalendarza, zostałyby podjęte od tego właśnie momentu.

Dlatego te wszystkie rachuby totalnej opozycji i liczenie, że ewentualne przesunięcie terminu wyborów będzie się wiązało z powtórzeniem wszystkich czynności, mogą się okazać chybione. Wszystko zatem zależy od tego, czy zostaną stworzone niejako nowe podstawy prawne przesunięcia terminu wyborów prezydenckich. Ale do tego musiałby być konsensus, bo to Sejm musiałby wspólnie zdecydować, czy też będzie się to wiązało z wprowadzeniem stanu wyjątkowego, o co mocno zabiega opozycja, a do czego na dzisiaj nie ma podstaw.

Stworzyliśmy podstawy prawne na stan epidemii koronawirusa i po to Sejm uchwalał przepisy „tarczy antykryzysowej”, aby ochronić naszych obywateli, a także polską gospodarkę od rygoru stanu wyjątkowego. Stan wyjątkowy, jak wiadomo, wiąże się z pewnymi restrykcjami i rygorami, a tego, jako odpowiedzialna władza, chciwlibyśmy uniknąć.

                 Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl