Opozycja krytykuje „Tarczę antykryzysową” uważając, że pomoc państwa jest niewystarczająca. Czy słusznie?
Przede wszystkim należy docenić szybkość reakcji państwa i skalę, jaką tzw. Tarcza antykryzysowa obejmuje. Trzeba też docenić pewne istotne szczegóły tego wsparcia, bo dla przykładu widać w tej „Tarczy” wyraźnie, że jej autorzy próbowali uchwycić równowagę makroekonomiczną pomiędzy wspieraniem strony popytowej i podażowej gospodarki, a więc z jednej strony konsumentów i gospodarstw domowych, a z drugiej – przedsiębiorstw i pracodawców. Ta „Tarcza” zawiera szereg ciekawych rozwiązań, z których wielu przedsiębiorców na pewno skorzysta.
Nie przekonuje to jednak opozycji…
Pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać na początku, brzmi: Jakie nadzieje wiążemy z „Tarczą antykryzysową”, z jakiego założenia wychodzimy? Jeśli bowiem wychodzimy z założenia, że ta pomoc zrekompensuje wszystkie straty ponoszone w tych dniach przez polską gospodarkę, to jest to założenie z gruntu błędne. Taki cel jest niemożliwy do zrealizowania – po prostu. Żaden rząd nie jest w stanie zrekompensować tych strat, które wynikają z przestoju wielu przedsiębiorstw, co jest z kolei wynikiem decyzji o de facto sparaliżowaniu fundamentów nowoczesnej gospodarki.
Tymi fundamentami są ruch, dynamika, transport, komunikacja, efektywna i sprawna logistyka itd. To wszystko zostało sparaliżowane w imię dobra wyższego, jakim jest życie i zdrowie Polaków.
Czy i w jakiej perspektywie te straty są możliwe do odrobienia?
Te straty są nie do odrobienia także z tego powodu, że musimy sobie uświadomić jeszcze jedną bolesną prawdę: mianowicie rząd nie dysponuje żadnymi własnymi pieniędzmi, rząd dysponuje tylko pieniędzmi, które sami wnieśliśmy czy wnosimy do budżetu państwa, ewentualnie pieniędzmi, które rząd pożyczy, a które to długi też – w przyszłości – z naszych podatków będziemy musieli spłacić.
Niech chcę przez to powiedzieć, że zaciąganie długów – w tych dniach – to jest zła strategia, bo to jest dobra strategia, zważając, że znaleźliśmy się w sytuacji nadzwyczajnej, nieporównywalnej z żadnym innym z poprzednich kryzysów. Chcę to podkreślić, żebyśmy sobie wszyscy uświadomili te podstawowe, ale bardzo trudne prawdy, tzn. po pierwsze: żaden rząd nie jest w stanie zrekompensować strat, bo to jest niemożliwe, a po drugie: jedyne, co rząd może zrobić w tej sytuacji, to przeorganizować funkcjonowanie administracji, dokonać pewnych przesunięć w systemie redystrybucji tej części dochodu narodowego, która przechodzi przez finanse publiczne, tak aby polska gospodarka, żebyśmy wszyscy mogli ten kryzys przejść względnie suchą nogą.
Jaki jest zatem cel działań opozycji, która wsparcie państwa uważa za niewystarczające? Czy mamy próbę rozbicia systemu finansów publicznych i obarczenia winą rządu?
Te zabiegi ze strony opozycji są bardzo nieodpowiedzialne, i ja je również dostrzegam. Z drugiej strony w dyskursie publicznym, w którym udział bierze nie tylko strona rządowa i opozycyjna, ale także przedsiębiorcy, eksperci, również dziennikarze, publicyści, dostrzegam wiele głosów poważnych, merytorycznych. Zwróćmy też uwagę na czas, w jakim ta „Tarcza” została przygotowana, uchwalona i weszła w życie, bo było to tempo bardzo szybkie.
Jednocześnie z zastrzeżeniem, że gdyby się pojawiły nowe okoliczności, gdyby sytuacja tego wymagała, to można liczyć na korektę i dodatkowe wsparcie…
Absolutnie tak. Myślę, że dzisiaj jednym z najważniejszych zadań rządu jest trzymanie ręki na pulsie, a więc bieżące monitorowanie sytuacji i reagowanie na wszelkie zmiany. Sytuacja jest dynamiczna, bo przypomnę, że jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się nam wszystkim, że największe straty poniosą te polskie firmy, które w sposób ścisły kooperują z Chinami, importują stamtąd półprodukty, może gotowe towary, ewentualnie eksportują na tamtejszy rynek.
Tymczasem to Chińczycy dzisiaj wyszli jako pierwsi albo jedni z pierwszych z tej zapaści, a w jej centrum znalazł się cały świat Zachodu. Sytuacja zmieniła się więc wręcz diametralnie i korekty czy uzupełnienia tzw. Tarczy antykryzysowej będą z całą pewnością następować, zresztą są one czy to przez min. Kościńskiego, czy to przez min. Emilewicz zapowiadane.
No to po kolei: jest np. apel o pomoc dla dużych przedsiębiorstw. Czy to realne żądanie?
Osobiście uważam, że pomoc dla dużych przedsiębiorstw powinna być ostatecznością, bo po pierwsze to firmy małe i średnie stanowią fundament naszej gospodarki, po drugie są to polskie firmy w odróżnieniu od większości dużych firm, a po trzecie firmy małe i średnie mają zwykle trudniejsze zadanie w czasach kryzysowych, trudniej im przejść przez kryzys, gdyż mają mniejsze zasoby i zapasy kapitału.
Wreszcie, odwołując się do przykładu z zagranicy, to nawet Stany Zjednoczone, czyli kraj, z którego wiele koncernów i korporacji się wywodzi, ze swoich dwóch bilionów publicznych pieniędzy, które wyasygnowały na pomoc amerykańskiej gospodarce w ramach działań antykryzysowych, aż 350 miliardów dolarów przeznaczyły właśnie na wsparcie dla małych przedsiębiorstw. Jest zatem najzupełniej oczywistą rzeczą, że wspieramy przede wszystkim małe firmy.
Jest też np. apel o czasowe zniesienie split paymentu, czyli podzielonej płatności…
Myślę, że to jest do rozważenia, bo czasowe zniesienie split paymentu mogłoby nieco poprawić płynność polskich przedsiębiorców, a płynność jest dzisiaj najbardziej zagrożona. Dlatego na utrzymanie tejże płynności powinny się skupić wysiłki państwa. Jest też apel o pomoc państwa na podstawie składanych przez przedsiębiorców oświadczeń zamiast wniosków rozpatrywanych później przez urzędnika.
Osobiście uważam, że można by pójść jeszcze dalej i rozważyć np. zawieszenie poboru czy to składek na ZUS, czy to podatków dochodowych przez jaki okres. Na początku mógłby to być okres miesięczny, nie dłuższy, bo trudny do przewidzenia jest rozwój sytuacji na poziomie bazowym biologiczno-medycznym. A zatem jest bardzo dużo różnych propozycji. Na pewno zgodziłbym się z tym, że „Tarcza” powinna zostać uzupełniona o skrócenie czasu rozpatrywania wniosków o zwrot podatku VAT, bo ten podatek jest zwracany przedsiębiorcom zdecydowanie za wolno.
Dzisiaj, w związku z zaistniałą sytuacją, urzędnicy skarbowi mają zdecydowanie mniej pracy, więc można śmiało siły i środki aparatu skarbowego skierować na ten odcinek, na odcinek rozpatrywania wniosków o zwrot podatku VAT – zwłaszcza, że w tym przypadku przedsiębiorcy nie proszą o publiczną, ale proszą o możliwość odzyskania szybciej pieniędzy zapłaconych przez siebie wcześniej.
Myślę, że z czasem będziemy też mogli bardziej precyzyjnie wyodrębnić te branże, te sektory czy pojedyncze przedsiębiorstwa, których utrzymanie przy życiu stanowi dla nas strategiczne znaczenie, a które są najbardziej zagrożone z tytułu kryzysu związanego z koronawirusem. Przykładem mogą tu być chociażby lotniska, zwłaszcza regionalne, na których dzisiaj właściwie nie odbywa się żaden ruch. Do grupy, której należy pomóc, należą także przedsiębiorstwa ruchu ciągłego, jak huty czy koksownie, których wygaszenie nawet na jeden dzień oznacza właściwie odbudowę linii technologicznej od podstaw, bo taką mają specyfikę – w odróżnieniu od wielu innych firm. Zatem tych postulatów można wymieniać bardzo dużo i nad każdym z nich moglibyśmy stoczyć osobną dyskusję.
Pandemia to także żniwa dla oszustów, którzy starają się wykorzystać sytuację. Jak temu przeciwdziałać i czy takie działania są podejmowane?
Owszem, poza samą „Tarczą antykryzysową” dzieje się bardzo wiele, także w aspekcie poruszanym przez pana redaktora. Na rzecz zapobiegania nieuzasadnionym wzrostom cen i oszustwom różnej maści cwaniaków działa też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest też druga jasna strona – mianowicie w Polsce działają też spółki Skarbu Państwa, które wykazują się naprawdę dużą tzw. społeczną odpowiedzialnością biznesu. Mam na myśli np. PKN Orlen, PZU, Pekao S.A., PLL LOT, a więc firmy, które właściwie pierwsze stanęły do walki o złagodzenie skutków pandemii koronawirusa w Polsce. To one wyznaczają wręcz trend i dają przykład sektorowi prywatnemu, który zresztą też wiele robi, byśmy wszyscy mogli jak najszybciej wrócić do normalności.
A gdzie w tym wszystkim, gdzie – w obliczu kryzysu wywołanego koronawirusem – jest Unia Europejska?
Unia Europejska w tych dniach właściwie nie istnieje, nie istnieją instytucje brukselskie, nie istnieje koordynacja działań na poziomie unijnym. Myślę, że czas na wyciągnięcie wniosków z tej lekcji, z tych doświadczeń jeszcze przyjdzie, kiedy minie największe zagrożenie pandemią. Tak czy inaczej, śledząc sytuację poza Polską, łatwiej można już dostrzec próbę współpracy na poziomie międzynarodowym, ale poza Unią Europejską – mam na myśli państwa Grupy G20, które w ubiegłym tygodniu zdecydowały się na wyasygnowanie aż pięciu bilionów dolarów na walkę z koronawirusem.
Mówię też o Banku Światowym, który też uruchomił swoje narzędzia w tym samym celu. Unia Europejska w tym czasie została zdecydowanie w tyle. Można powiedzieć, że wszyscy mamy prawo być zawiedzeni, zwłaszcza że gdybym miał wyodrębnić grupy krajów, które są najbardziej narażone na straty z tytułu koronawirusa, to – prócz krajów, których gospodarki oparte są na turystyce, krajów tzw. surowcowych – bo jak widzimy, ceny surowców spadają – i krajów Trzeciego Świata, którym z natury trudniej jest radzić sobie z podobnymi klęskami – wymieniłbym świat Zachodu, w tym Unię Europejską.
To tutaj wirus rozprzestrzenia się bodaj najszybciej – przynajmniej do tej pory, to tutaj mamy do czynienia z największymi stratami i najdalej idącym paraliżem gospodarki. Można zatem stwierdzić, że Unia jako całość – mam tu na myśli cały potencjał gospodarczy krajów członkowskich – zostanie dotknięta bardzo mocno i bardzo wymiernie. Tymczasem jako całość przed tym zagrożeniem się nie broni, nie widać aktywności Brukseli, a państwa członkowskie działają w pojedynkę. Jednak na dyskusję na ten temat i wyciąganie wniosków – jak sądzę – przyjdzie jeszcze czas.

