logo
logo

Zdjęcie: Tytus Żmijewski / Nasz Dziennik

Zostańmy w domach

Niedziela, 5 kwietnia 2020 (09:27)

Aktualizacja: Niedziela, 5 kwietnia 2020 (10:34)

Z Dariuszem Mateckim, szczecińskim radnym Prawa i Sprawiedliwości rozmawia Jacek Sądej.

Niestety również i Pan zaraził się koronawirusem. Jak do tego doszło?

– Wirusem zaraziłem się podczas spotkania na początku marca, kiedy jeszcze nikt nie spodziewał się, jakie śmiertelne żniwo zbierze w Europie. Do zainfekowania doszło w czasie zwyczajnej rozmowy. To pokazuje, jak bardzo zaraźliwy jest ten wirus i jak łatwo przechodzi między ludźmi. Niestety, praktycznie wszystkie osoby, które uczestniczyły w tamtym spotkaniu, miały później potwierdzonego koronawirusa, w tym minister Michał Woś.

Kiedy dotarło do Pana, że to może być COVID-19?

– Pierwsze objawy pojawiły się po około 4-5 dniach od tego spotkania. Nie miałem pojęcia, że może to być koronawirus, że mogłem zarazić się czymś, co dotychczas oglądałem w telewizji jako egzotycznego wirusa na drugiej części globu. Pierwsze objawy w moim przypadku to mocne zmęczenie, utrata smaku i apetytu, skurcze mięśni, ból głowy. Niedługo później pojawiła się wysoka gorączka, ponad 39 stopni Celsjusza.

Na początku lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że to grypa. Przez tydzień przyjmowałem leki na grypę, leżąc w łóżku z gorączką. Leki nie pomagały, coraz bardziej słabłem, po tygodniu okazało się, że Michał Woś ma potwierdzonego koronawirusa, wówczas byłem już pewny, że również jestem nosicielem tej choroby. Trafiłem do szpitala, jak się okazało, to mnie uratowało, lekarze stwierdzili, że gdybym dotarł tam dzień czy dwa później, to mógłbym być w stanie krytycznym.

Jak wyglądał proces hospitalizacji?

– W szpitalu spędziłem piętnaście dni, od samego początku otrzymywałem leki – przeciwko malarii, antybiotyki w kroplówce oraz leki osłonowe. Dodatkowo kilka razy dziennie miałem korzystać z inhalatora oraz ćwiczyć płuca, dmuchając w balon. Na samym początku pobytu w szpitalu wykonano mi tomografię klatki piersiowej – okazało się, że mam ostre zapalenie płuc spowodowane koronawirusem.

Odczuwa Pan już poprawę swojego stanu zdrowia? Jakie są zalecenia po powrocie do domu?

– Zdecydowanie czuję się lepiej, już na samym początku przyjmowania leków w szpitalu poczułem, że działają. Leżąc w domu z gorączką, nie miałem nawet siły wstać, czy zjeść obiadu, a przez znaczną część pobytu w szpitalu czułem się dobrze, utrzymywałem bieżący kontakt ze światem zewnętrznym za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wielu ludzi było ciekawych, jak wygląda przechodzenie tej choroby. Moje wideo nagrane w szpitalu obejrzało prawie 60 tysięcy osób. Uważam, że informowanie o tej chorobie to bardzo ważne zadanie nie tylko rządu, ale również przedstawicieli samorządu.

Niestety, leczenie samego zapalenia płuc może potrwać jeszcze długie miesiące, ale lepiej spędzić ten czas w domu, niż narazić się na groźne powikłania.

Władze zalecają zachowanie dystansu w bezpośrednich kontaktach i dbałość o higienę. Czy poza tym otrzymał Pan dodatkowe wskazówki, np. od lekarzy, jak zadbać o swoją odporność?

– Przede wszystkim trzeba podkreślić, poprosić, apelować do wszystkich ludzi, aby stosowali się do rządowych zaleceń. One nie są po to, aby ograniczać wolność, są po to, aby zatrzymać epidemię, aby jak najmniej osób się zaraziło i w konsekwencji zmarło. W szpitalu leżałem w pokoju 4-osobowym. Na własne oczy widziałem różne przypadki koronawirusa – od bardzo łagodnych po takie, w których pacjenta trzeba było wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej i podłączyć do respiratora.

Mitem jest to, że młode osoby przechodzą tego wirusa znacznie lżej. Jeden z pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, człowiek zaledwie kilka lat ode mnie starszy, przed czterdziestką, miał takie same objawy jak ja, nie miał żadnych dodatkowych chorób. Niestety zmarł. Z całego świata dochodzą informacje, że ten wirus może doprowadzić do śmierci ludzi w każdym wieku, nie można o tym zapominać.

Co do zaleceń lekarzy, wychodząc ze szpitala, dostałem polecenie, aby bardzo często wietrzyć mieszkanie. Aktualnie przebywam w kwarantannie domowej, do zera ograniczyłem kontakt z ludźmi, codziennie robię sobie inhalacje i wykonuję ćwiczenia płuc zalecane przez lekarza.

Jakiej rady udzieliłby Pan naszym Czytelnikom w tym trudnym czasie?

– Chciałbym przede wszystkim pozdrowić Rodzinę Radia Maryja z Pomorza Zachodniego, od której otrzymałem bardzo wiele słów wsparcia i zapewnienia o modlitwie. Chciałbym też zachęcić do otwartości na kanały katolickie w internecie, czas jest trudny, dostęp do Mszy św. jest ograniczony i mimo że transmisje w internecie nie zastąpią naszego osobistego uczestnictwa we Mszy św. i przyjęcia Najświętszego Sakramentu, to są namiastką utrzymania stałej więzi z parafią, z Kościołem.

Apeluję o przetrwanie tego trudnego czasu. O to, aby jak najwięcej czasu spędzać w domach i nie narażać się na zakażenie.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Sądej

Nasz Dziennik