logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Stoimy w kluczowym punkcie

Poniedziałek, 6 kwietnia 2020 (20:54)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jarosław Gowin podał się do dymisji, rezygnując z funkcji wicepremiera i ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

– Jest to decyzja – dla odbiorców – mało przejrzysta. Pamiętajmy, że mało kto, wbrew temu, co myślą politycy, żyje terminem wyborów prezydenckich, bo wszyscy dzisiaj żyją pandemią koronawirusa i jej ewentualnymi gospodarczymi skutkami. Oczywiście, że większość dzisiaj uważa, że wybory prezydenckie 10 maja będą niezwykle trudne do przeprowadzenia, natomiast nie jest to temat numer jeden w dyskursie społecznym, który wśród elektoratu Zjednoczonej Prawicy usprawiedliwiałby dramatyczne ruchy, jak na przykład wyjście z rządu. Takie postępowanie stawia też pod znakiem zapytania przetrwanie koalicji Zjednoczonej Prawicy.    

Nie ma Pan wrażenia, że Jarosław Gowin czuje się nieswojo w koalicji z PiS?

– Może i tak, ale jaką ma alternatywę i czy mógłby się poczuć lepiej w koalicji ze zjednoczoną tylko przeciwko Prawu i Sprawiedliwości opozycją z Biedroniem, Czarzastym, a także z Konfederacją? Układy polityczne, międzypartyjne, wcale nie oznaczają, że musi być miło, bo polityka niestety jest dziedziną bardzo twardą, to męska gra i nie musi oznaczać, że alternatywa będzie miła i przyjemna.

Tak czy inaczej widać, że monolit Zjednoczonej Prawicy zaczyna pękać. Czy to oznacza poważniejszy kryzys, początek końca, czy to tylko rysa?

– Stoimy w kluczowym punkcie i taki chwilowy kryzys daje tylko oddech opozycji, która jest zupełnie pogubiona. Nie wiedząc, co robić, uchwyciła się jak tonący brzytwy wyborów prezydenckich. Teraz będzie miała pożywkę do tego, żeby poruszać jeszcze mocniej temat wyborów i wmawiać ludziom, że PiS nie zajmuje się walką z epidemią koronawirusa, tylko wyborami.

Natomiast czy będzie to tylko chwilowy kryzys w Zjednoczonej Prawicy, czy może jest to zwiastun poważniejszego konfliktu, pokaże czas. Patrząc z punktu widzenia Polski – interesu państwa – nie stać nas na to, żeby teraz zafundować sobie kryzys parlamentarny czy kryzys rządowy, bo efektem tego może być nieskuteczność rządu w reagowaniu na czekającą nas sytuację kryzysową – gospodarczą. Wtedy mogą powstać niewyobrażalne straty dla polskiego państwa i możemy przegrać bardzo poważną batalię o nasze miejsce w świecie.

Jak poważny kryzys nas czeka?

– Kryzys gospodarczy niewątpliwie nas czeka, zresztą wszyscy o tym mówią, i można z niego wyjść obronną ręką lub nie, ale żeby wyjść z niego obronna ręką, z jak najmniejszymi stratami, trzeba bardzo dynamicznie reagować, a do tego potrzebna jest większość sejmowa, która jest w stanie sprawnie przegłosować ustawy, musi być rząd mający stabilną większość, który jest w stanie bezpiecznie zarządzać sprawami państwa. Natomiast jeśli PiS będzie się musiał zajmować klejeniem doraźnej większości lub gaszeniem nieustannych konfliktów politycznych, to słabość rządu będzie osłabiała państwo.

Postawa Jarosława Gowina może zachęcić totalną opozycję do prób wyciągania pojedynczych posłów z szeregów Porozumienia i przeważenia szali większości na swoją korzyść?   

– Takie próby mogą być, ale czym dla ewentualnych posłów „odstępców” byłoby odejście i doklejenie do formacji – tandemu Borys Budka i Małgorzata Kidawa-Błońska, a więc formacji, która w tej chwili prowadzi bodaj najgorszą wizerunkowo kampanię ze wszystkich ugrupowań opozycyjnych. Może jeszcze ostatecznie do PSL-u, ale do Biedronia to już zupełnie nie.

Nie ma też jakiejś specjalnej możliwości zbudowania nowej formacji, która mogłaby się przebić na polskiej scenie politycznej i wejść do parlamentu, do tego w tej chwili przestrzeni w prawicowym elektoracie nie ma, nie ma też wystarczającego zniechęcenia do PiS-u, żeby szukać przestrzeni. Nie ma też przestrzeni po stronie opozycji, bo tam dominuje totalność anty-PiS-owska i nic więcej. Dlatego każdy, kto chce, może przeskoczyć do tej grupy, tylko jaki los polityczny czeka tych ewentualnych parlamentarzystów, którzy chcieliby się zbratać z Platformą czy z Lewicą? O ile na prawicy – przez różne konflikty – nie jest łatwo, to po drugiej stronie jest totalna tragedia.           

Co chce osiągnąć opozycja, prąc do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, stanu klęski żywiołowej w Polsce?

– Generalnie chodzi o odsunięcie terminu wyborów. Dzisiejsza opozycja, niestety, przypomina tę z XVIII wieku, która obawiała się, że Konstytucja 3 Maja przyniesie państwu stabilność i siłę, szczególnie rządzącym, więc postawiła na chaos. Tak jest również dzisiaj, kiedy opozycja totalna myśli podobnie jak niesławni poprzednicy sprzed wieków, żywiąc nadzieję, że za kilka miesięcy – w związku z pandemią koronawirusa – może być poważny problem gospodarczy, zresztą nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, i na kanwie tego będzie mogła oskarżać rząd, że sobie nie radzi, i na bazie tego będą próby lansowania się w wyborach.

Teraz spróbujmy sobie wyobrazić, że tak zdefiniowana opozycja ma swojego prezydenta, mając jednocześnie większość w Senacie. To przecież oznaczałoby dla państwa polskiego nieustanny konflikt prezydenta z rządem w sytuacji, kiedy trzeba walczyć z wszystkimi zagrożeniami dla państwa wynikającymi ze skutków pandemii koronawirusa. To byłaby rzecz niezwykle niebezpieczna.

Czy patrząc na to, jak dzisiaj postępuje opozycja, jest to oznaka braku mądrości, czy perfidna chęć odzyskania władzy za wszelką cenę, nawet ze szkodą dla państwa i obywateli?

– Opozycja się zdefiniowała – szczególnie Platforma – jako totalna opozycja. Skoro nie mieli żadnych skrupułów, żeby włączać Niemcy – za pośrednictwem Unii Europejskiej – do naszych wewnętrznych rozgrywek, wprzęgając w to różnych ideologów, biurokratów, co jest rzeczą fundamentalną, jeśli mówimy o suwerennym państwie, to nie ma co liczyć, że teraz nagle zmienią front. Na to nie liczę.

Skoro więc skarżyli i występowali przeciwko własnemu państwu i nie mieli co do tego żadnych skrupułów, to niby dlaczego nie chcieliby wykorzystać pandemi do walki wyborczej? Gdyby chcieli działać na zasadzie, że każda partia coś traci, każda coś zyskuje, ale przede wszystkim zyskuje państwo, to podjęliby propozycję zmiany Konstytucji RP i zorganizowania wyborów za dwa lata.

Tylko że opozycja nawet nie chciała na ten temat dyskutować. Wygląda na to, że liczą, iż będziemy mieli przedłużoną kampanię wyborczą do jesieni tego roku. Teraz wyobraźmy sobie, że zostałby wprowadzony – jak chce opozycja – stan klęski żywiołowej. Wówczas rząd i większość parlamentarna nie tylko że będą musiały się zajmować reagowaniem na to, co się dzieje, ale przede wszystkim przedłużoną kampanią wyborczą, wszystko jedno, czy zostanie zawieszona, czy nie, to realnie będzie trwała.

Proszę zwrócić uwagę, jak to byłoby trudne dla państwa. Tyle że dla opozycji totalnej to nie ma żadnego znaczenia. Jeśli ktoś chce sobie zobrazować, do czego ci politycy są zdolni, niech sobie przypomni okupację Sejmu czy chociażby ubiegłoroczny strajk nauczycieli, który był czysto politycznym protestem, przypomnijmy sobie wyroki Sądu Najwyższego i brak akceptacji dla Krajowej Rady Sądownictwa czy w ogóle destabilizację całego ustroju sądowego w Polsce.

I dzisiaj ci sami ludzie krzyczą, że matury się nie mogą odbyć, że wciąż nie ma jasnego komunikatu w tej sprawie, a co robili w ubiegłym roku, kiedy przez strajk nauczycieli chcieli zdestabilizować system oświaty i zamknąć młodym ludziom drogę edukacji?

Jak popatrzy się na to wszystko, trudno mieć nadzieję, że ta opozycja jest merytoryczna?

– Po stronie opozycji nie widać żadnych pozytywnych ruchów idących w kierunku porozumienia ponad podziałami, żeby zadbać o państwo w dobie takiego kryzysu, jakiego współczesny świat nie pamięta. Nie ma żadnego zwiastuna, że gra polityczna mogłaby zostać odsunięta na dalszy plan, za to widoczny jest cynizm i próba ugrania jak najwięcej dla siebie, nawet kosztem Polski i obywateli.

To jest totalność w czystej postaci i wielu polityków opozycji tak mocno się w tym działaniu zacietrzewiło, że nie potrafią inaczej myśleć oprócz postawy anty-PiS. Inaczej mówiąc, wszystko, o czym myślimy, czy to wirus, czy to gospodarka, czy nam się coś opłaca, czy nie, liczy się tylko jedno: zaszkodzić PiS-owi.

Tyle że na tym nie da się budować przyszłości. 

–Owszem, da się budować, ale tylko siłę partyjną, natomiast budować państwa na takich fundamentach na pewno się nie da.

               Dziękuję za rozmowę.           

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl