logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ulegli Rosjanom

Piątek, 10 kwietnia 2020 (08:46)

Błędy popełnione tuż po katastrofie przez ówczesne polskie władze mają przełożenie na całe śledztwo smoleńskie.

Chodzi o zaniedbania polskich władz z pierwszych dni i tygodni po katastrofie, dotyczące badań miejsca katastrofy, sekcji ofiar i pierwszych działań śledczych w kwietniu i maju 2010 roku.

– Widoczna była uległość strony polskiej. Z zeznań wynika, że Rosjanie w pierwszych godzinach i dniach byli skłonni do ustępstw, byli bardziej elastyczni – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Bartosz Kownacki, przez wiele lat pełnomocnik części rodzin smoleńskich. – Chodziło o twarde stawianie przez Polskę swoich priorytetów – dodaje. Tymczasem były dziwne porozumienia nieformalnoprawne oraz zauważalna słabość i uległość strony polskiej wobec Rosjan.

– Można było przejąć wrak samolotu. Pozwalało na to prawo międzynarodowe, dlatego że samolot jest objęty immunitetem – mówi Kownacki. Ale nie doszło do takiego twardego postawienia sprawy, co miało przełożenie na dowody rzeczowe, na ich „niezabezpieczenie i niszczenie”. Miało to przełożenie na różne interpretacje przeprowadzonych później badań.

– Podobnie oględziny miejsce katastrofy. Nie zażądaliśmy eksterytorialności tego obszaru, albo przynajmniej kierowania tymi badaniami przez polskich śledczych. Faktycznie oddaliśmy to stronie rosyjskiej, a trudno było przyjmować, że zrobi to ona rzetelnie – podkreśla Kownacki.

Inna kwestia to poziom wykonania sekcji zwłok ofiar katastrofy. – Sekcje były przejawem służalczości wobec strony rosyjskiej i braku kompetencji polskich polityków. Teraz wiemy, po polskich sekcjach, że były tam gigantyczne nieprawidłowości – wskazuje poseł.

– W 2011 r., w lutym, zaraz po przejrzeniu dokumentów medycznych po bracie [Stefanie Melaku poległym w Smoleńsku], wystąpiłem o ekshumację – relacjonuje „Naszemu Dziennikowi” Andrzej Melak. Od początku zwracał on uwagę, że dokumentacja medyczna jest pełna nieprawidłowości. – Latem 2010 r. wiedzieli już o pomyłce w pochówkach, a czekali prawie dwa lata, zanim przystąpiono do ekshumacji – mówi o działaniach śledczych Melak. – Myślę, że byłem jednym z tych, którzy to wszystko rozkręcili, bo gdyby nie moje zastrzeżenia, to byłaby cisza – dodaje.

– Gdybyśmy mieli dostęp do miejsca katastrofy, do wraku, do sekcji, to śledztwo trwałoby pewnie krócej i dzisiaj nie byłoby tylu wątpliwości – ocenia Kownacki. Zwraca uwagę, że później nie zrobiono nawet oczywistej w takiej sytuacji rekonstrukcji wraku.

Od początku katastrofy pojawiało się mnóstwo niesprawdzonych, niepotwierdzonych, a nawet kłamliwych informacji, jak np. ta o kilkakrotnym podchodzeniu samolotu do lądowania, później o różnych błędach pilotów, rzekomo pijanym generalne czy oskarżanie prezydenta. – Komunikaty o winie pilotów, czterokrotnym podchodzeniu do lądowania i inne tego typu „rewelacje”: to przecież pamiętamy – wymienia Andrzej Melak. – Przede wszystkim należy podkreślić, że wykorzystanie dezinformacji dla strony, która chce coś ukryć, coś osiągnąć, jest kluczowe. Część osób nieświadomie, a część świadomie uczestniczyła w tym procederze. Część z powodów konformistycznych, ze strachu, zwykłej głupoty, ale niektórzy cynicznie wykorzystywali to dla własnych celów politycznych – mówi Kownacki. – Nie możemy na Rosjan, to zrzucimy winę na pilotów, którzy nie mogą się bronić – wskazuje adwokat.

Podkreśla, że błędnie interpretowano różne informacje obecne w dokumentacji śledczej. – Ktoś, nie mając zupełnie wiedzy, czym są badania histopatologiczne, czym jest sekcja zwłok, jak przebiegają procesy rozkładu i jakie substancje mogą się przy tym wydzielać, gdzieś przeczytał o alkoholu albo innych związkach chemicznych i formułował swoje wnioski – mówi adwokat, wskazując na braki w profesjonalizmie dziennikarzy. – Ale używano tego do cynicznej gry politycznej, przez generała Błasika uderzając w prezydenta Lecha Kaczyńskiego – wyjaśnia prawnik.

Kownacki podkreśla, że Rosjanie wykorzystywali takie działania do swoich celów, aby skomplikować polskie życie polityczne. – Były osoby, które – można powiedzieć – ten scenariusz rosyjski znakomicie realizowały, może nie zawsze świadomie, ale jednak – ocenia poseł.

Śledztwo prowadzone przez prokuraturę wojskową po jej likwidacji przejęła Prokuratura Krajowa. W marcu w jej ramach powstał specjalny Zespół Śledczy nr 1 z prok. Markiem Pasionkiem na czele.

Obok głównego śledztwa toczyło się kilkanaście śledztw tzw. okołosmoleńskich. Niemal wszystkie zostały umorzone przez prokuratury. Niektóre wielokrotnie, po tym jak pełnomocnicy rodzin smoleńskich składali zażalenie na decyzje prokuratury.

Wyroki skazujące zapadły w dwóch sprawach. W 2016 r. za nieprawidłowości przy ochronie wizyty premiera i prezydenta w Smoleńsku skazano byłego wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego. Rok później wyrok został potwierdzony przez sąd apelacyjny. W ubiegłym roku za błędy w organizacji lotu do Smoleńska skazano na karę w zawieszeniu byłego szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego oraz urzędniczkę tej kancelarii. Ale był to proces z oskarżenia prywatnego. W 2015 r. prokuratura zarzuciła dwóm kontrolerom ze Smoleńska: Pawłowi Plusninowi i Wiktorowi Ryżenko, że ich działania były jedną z przyczyn katastrofy. Dalszą procedurę blokują Rosjanie, odmawiając doręczenia postanowień polskiej prokuratury.

Zespół śledczy Prokuratury Krajowej zebrał akta umorzonych spraw okołosmoleńskich i postanowił w 2016 r. o kontynuowaniu czterech z nich. Chodziło m.in. o kwestie niszczenia wraku tupolewa przez Rosjan, odpowiedzialności prokuratorów wojskowych, którzy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok ofiar katastrofy w Rosji oraz nie zarządzili później ponownych autopsji w Polsce, a także o wątek zaniedbań ze strony najwyższych polskich urzędników państwowych przy wyjaśnianiu okoliczności tragedii smoleńskiej.

Prokuratura dokonała ponadto sekcji zwłok niemal wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Zwrócono się także o przygotowanie ekspertyz, także z zagranicy. – Otrzymujemy informacje z prokuratury o działaniach śledczych – mówi Melak. – Czekamy wszyscy z niecierpliwością – to się w tej chwili przedłuża – na wyniki z międzynarodowych instytutów badawczych – zaznacza. Dodaje, że mają one dotyczyć próbek pobranych po ekshumacjach oraz z wraku samolotu. Był on kilkukrotnie badany przez polskich śledczych, m.in. w 2019 i 2018 roku. Rosjanie, mimo nalegań strony polskiej, konsekwentnie odmawiają jego zwrotu. – Starzejemy się, śmierć przychodzi niespodziewanie, a każdy chciałby umierać ze świadomością, że coś wie – zaznacza Melak.

Jak zakończy się śledztwo smoleńskie? Czy uda się uzyskać od Rosjan wszystkie dowody i dokumenty?

– Śledztwo trwa, nie sądzę, żeby na razie zmierzało ku końcowi z powodu braku współpracy z Rosją, możliwości uzyskiwania materiałów, przesłuchiwania świadków, stawiania zarzutów – uważa mec. Kownacki. Dlatego nadal będziemy skazani na różne teorie, domysły, spekulacje.

– Ale co musiałoby się stać, żeby to się zmieniło? Przejęcie władzy przez inną ekipę w Moskwie, żeby to chcieli pokazać – mówi Melak. – Może następny władca Kremla zdecyduje się przekazać ten wrak, dokumenty, ale nawet wtedy nie będzie jasnej odpowiedzi na wiele pytań z powodu tych błędów popełnionych na początku – podsumowuje Kownacki.

Tymczasem Rosjanom przeszkadzała nawet pierwotna tablica smoleńska na miejscu katastrofy. – To już dziewięć lat, jak ją zdjęli. Ale strzelili tym sobie w kolano. Takich tablic w Polsce i na świecie jest kilka tysięcy, podobnież ponad cztery tysiące – podkreśla Melak.

 

Zenon Baranowski

NaszDziennik.pl