Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.
Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.
Rozważanie
Szukajcie tego, co w górze!
Przed nami Wielkanoc inna, niż pamiętamy ją z minionych lat – dla wiernych, którzy będą ją przeżywać w domach: bez ukwieconych ołtarzy, dymu kadzidła, uroczystej procesji ze złotą monstrancją, organów i wyczekiwanego długo „Alleluja!”. Nawet bez wielkanocnej rutyny, która każe „zameldować się” na Rezurekcji tym, którym w ciągu roku z Panem Bogiem nie po drodze. Pozostanie modlitwa w domu, rodzinna lektura Ewangelii opowiadająca o Poranku.
Stara chrześcijańska legenda mówi, że podczas wielkanocnych czytań pasyjnych pękają skały i otwierają się skarby. Czy to możliwe? W sensie metaforycznym – zapewne tak. Kiedy pęka skała, odsłania się niebo. A spojrzenie w niebo wyprowadza nas poza nas: w bezkres istnienia, ku Stwórcy i Panu wszechrzeczy. O te skamieliny, zalegające nasze dusze, chodzi.
Kiedy Jezus oddał ducha Ojcu, „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać” (Mt 27,51). Gdy zmartwychwstał, pomimo opieczętowania Grobu i ustawienia straży przy nim, „powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim” (Mt 28,1-2) – czytamy w Ewangelii. Jeśli serce jest z kamienia, nie pomogą najpiękniejsze liturgie i pełne kościoły. Kamień pozostanie kamieniem. Zimnym, opornym na Bożą łaskę. Jak go skruszyć?
W prawdę o Jezusie Zmartwychwstałym trzeba wejść z intelektem i otwartym sercem, wolą zrozumienia i tęsknotą. One muszą zadrżeć! Nie chodzi o dygot pełen lęku, z jakim dziś się spotykamy w kontekście pandemii. Nader często jest on podszyty egoizmem. Sam strach nie jest w stanie zmienić świata, budzi demony i paraliżuje. Strach nie jest od Boga. Świat – i nas samych – może zmienić tylko miłość! A dokładniej: Bóg, który jest Miłością. Jeśli nie umrze w nas – potem zaś nie powstanie „z martwych” – zastraszony, niedowierzający Bogu i goniący za świecidełkami „stary człowiek”, nie ma szans na duchową przemianę. Wielkanoc pozostanie kolejnym „odhaczonym” świętem, z którego nic nie wynika.
Oto przed nami kolejna szansa. Niech zadrżą serca! Niech radosne Alleluja obudzi nas! Szukajmy „tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga”. Bo tylko stamtąd może przyjść nadzieja.

