logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Rosja gra sprawą Smoleńska

Wtorek, 14 kwietnia 2020 (21:06)

Z Andrzejem Melakiem, posłem na Sejm VIII kadencji, prezesem Komitetu Katyńskiego i bratem tragicznie zmarłego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Stefana Melaka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało Rosję do niezwłocznego zwrócenia Polsce wraku Tu-154M. Spodziewa się Pan jakiegoś odzewu?

– Trudno przewidzieć cokolwiek w tej sprawie zważywszy, że mamy do czynienia z Rosjanami, którzy można powiedzieć – od zawsze – kierują się własną logiką i własnym, dobrze pojętym interesem. Były już różne zwroty akcji w tej sprawie, ale o naszej własności, o wraku samolotu powinny decydować czynniki prawne i przepisy prawa, które są jednoznaczne i obowiązujące – widać jednak, że nie dla Rosjan.

Żadna norma prawa międzynarodowego nie daje podstawy dla przetrzymywania przez Rosję polskiej własności. Co stoi u podstaw stanowiska Rosjan?

– Faktem jest, że to w wyniku działań rządu Donalda Tuska Polska straciła najważniejsze materiały, dowody w sprawie katastrofy polskiego samolotu – wrak tupolewa i oryginały czarnych skrzynek. Nie znam norm prawnych, których Rosjanie nie byliby w stanie złamać. Dla Rosjan normy prawne są obowiązujące tylko wtedy, kiedy działają na ich korzyść. Skoro Rosjanie łamią traktaty pokojowe i wszelkie inne ustalenia w tej materii, pakty o nieagresji itd., to także w tym względzie będą postępowali tak, jak uznają za stosowne. To jest zresztą stara historyczna zasada Rosjan, która brzmi w ten sposób: jestem mocny, i co mi zrobicie…?!

Rząd Donalda Tuska popełnił szereg błędów choćby oddanie śledztwa w ręce Rosjan, i ta decyzja ciągnie się do dzisiaj…

– Oddanie śledztwa w ręce rosyjskie było błędem pierworodnym. Za tym poszło wyłączenie i nieskorzystanie z porozumienia międzynarodowego z 1993 r., zawarcie umowy z Putinem i de facto wyrażenie zgody na Konwencję Chicagowską o międzynarodowym lotnictwie cywilnym z grudnia 1944 r., wraz z załącznikiem 13.

I Donald Tusk, który był wówczas premierem, z całą świadomością zastosował niekorzystne dla Polski prawo uznające, że lot do Smoleńska nie był lotem wojskowym, a cywilnym. To dało przewagę w dochodzeniu państwu na terenie, którego doszło do katastrofy nie zaś krajowi, do którego należał samolot, i którego najważniejsi obywatele stali się ofiarami tej katastrofy.

Do tego dochodzi też rozdzielenie wizyty na wcześniejszą z Donaldem Tuskiem i późniejszą z prezydentem Lechem Kaczyńskim. I za to wszystko Tusk powinien odpowiedzieć – nie tylko przed Panem Bogiem, ale także tu na ziemi, przed sądami powszechnymi, trybunałami stanu itd., bo tego domaga się sprawiedliwość i zwykła ludzka przyzwoitość.

Także za przemysł pogardy, który został uruchomiony niedługo po katastrofie…?

– Oczywiście, przecież to było świadome działanie ówczesnych władz na czele, których stał nie, kto inny jak właśnie Donald Tusk. Było to nie tylko świadome działanie, ale jednakowoż wykonywane z wielką starannością przez samego Tuska jak i wszystkich jego popleczników. W oczach zwolenników tej formacji działania te zyskiwały poklask, a za tym w ślad poszło dzielenie Polski i Polaków.

Za nami 10. rocznica tragedii smoleńskiej – odbywająca się w okresie pandemii – wymusiła ograniczenia w uroczystościach. Wybierał się Pan do Smoleńska…?

– Tak, wybierałem się w związku z rocznicą wraz z polską delegacją do Smoleńska i Katynia, ale jak wiadomo okoliczności – niezależne od nas – wymusiły zmianę planów. Są sprawy, których – w obliczu pandemii koronawirusa – załatwić nie można. Dzisiaj (14 kwietnia) też planowaliśmy uroczystą Mszę św. związaną z 80. rocznicą zbrodni katyńskiej, w bazylice Świętego Krzyża, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie jest diecezjalne sanktuarium katyńskie, ale niestety te plany również nie mogą być zrealizowane. Takie są wymogi chwili, czasu, jaki obecnie przeżywamy w Polsce i na świecie.

Czekamy na raport Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem odnośnie do przebiegu katastrofy…

– Tak, czekamy i to z wielkim utęsknieniem, zarówno my rodziny ofiar, ale myślę, że także zdecydowana większość Polaków. Nie znam treści tego raportu, ale życzyłbym sobie żeby był on oparty już o wyniki tych prac, które prowadziły międzynarodowe instytucje badawcze bodajże w Irlandii, Hiszpanii, we Włoszech, w oparciu m.in. o wyniki badań National Institute for Aviation Research w Wichita w Stanach Zjednoczonych.

Mam nadzieję, że raport będzie też zawierał wyniki próbek pobranych w wyniku ekshumacji ciał ofiar katastrofy, pobranych przez odpowiednie organy i wysłanych do zagranicznych laboratoriów. Szczątkowe czy dzielenie na etapy śledztwa – moim zdaniem – nie ma w tej chwili żadnego sensu. Dlatego uważam, że raport Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem powinien być końcowy, niepodważalny oparty o wiarygodne źródła i w zasadzie kończący tę sprawę.

A nie będzie…?

– Nie wiem, nie wiem, bo przecież – jak wspomniałem – nie znam treści tego raportu. Mówię tylko o tym, czego się spodziewam i czego bym oczekiwał, aby zostało zawarte w tym dokumencie, którego ogłoszenie zapowiedział Antoni Macierewicz, a co ograniczenia związane z pandemią koronawirusa póki co uniemożliwiły.

Tak czy inaczej Antoni Macierewicz – zapowiadając raport – stwierdził wyraźnie, że to nie brzoza była winna, ale winny był wybuch w skrzydle, a potem w centropłacie…

– O tym wiemy wszyscy. To jest powszechna wiedza tych wszystkich, którzy się sprawami katastrofy i badań z nią związanych interesowali na bieżąco – zwłaszcza rodzin ofiar katastrofy, a więc tych, którzy chcieli poznać prawdę, a nie to, co głosił raport komisji Millera i Laska – kalka raportu Anodiny.

Czekamy zatem na wiarygodny raport…

– Dokładnie. Nie ulega też wątpliwości, że żyjemy w bardzo trudnych i ciekawych czasach, ale myślę, że nasza – rodzin cierpliwość – zostanie nagrodzona i w końcu doczekamy się wiarygodnych informacji. Jesteśmy świadomi i na podstawie różnych wcześniejszych badań wiemy, co się mogło wydarzyć 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, ale wiedza niepotwierdzona dowodami, które są ciągle w Rosji, nie jest pełna.

Rosja cały czas gra sprawą Smoleńska, gra dowodami, ale otrzymała do tego odpowiednie instrumenty ze strony rządu Donalda Tuska, stąd do dzisiaj bawi się z nami, ale także opinią międzynarodową. Trzeba wszakże dopowiedzieć, że opinia międzynarodowa też wykazała całkowitą bierność nie pomagając nam tuż po katastrofie, ale także później. Wystarczy tylko zestawić dwa fakty: katastrofę smoleńską i zestrzelenie Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych Malaysia Airlines nad Ukrainą z lipca 2014 roku. Podejście opinii międzynarodowej w obu tych przypadkach było diametralnie różne.

Oczywiście, trzeba też wziąć pod uwagę postawę rządów ówczesnego Polski, pod kierownictwem Donalda Tuska i rządu Holandii, który przejął kierowanie śledztwem, co jawnie przyczyniło się do poznania prawdy o tragedii i odebrało Moskwie możliwość manipulacji i zakłamywania faktów. Ale tak to jest, jeśli się nie szanuje własnego kraju, własnych obywateli, jeśli się nie ma honoru i ma się za nic wszystko to, co jest ważne dla Narodu, to wówczas takie są efekty. Rosjanie, którzy są mistrzami manipulacji, skrzętnie wykorzystali wszystkie błędy rządu Donalda Tuska.

                  Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl