Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało Rosję do niezwłocznego zwrócenia Polsce wraku Tu-154M. Spodziewa się Pan jakiegoś odzewu?
– Trudno przewidzieć cokolwiek w tej sprawie zważywszy, że mamy do czynienia z Rosjanami, którzy można powiedzieć – od zawsze – kierują się własną logiką i własnym, dobrze pojętym interesem. Były już różne zwroty akcji w tej sprawie, ale o naszej własności, o wraku samolotu powinny decydować czynniki prawne i przepisy prawa, które są jednoznaczne i obowiązujące – widać jednak, że nie dla Rosjan.
Żadna norma prawa międzynarodowego nie daje podstawy dla przetrzymywania przez Rosję polskiej własności. Co stoi u podstaw stanowiska Rosjan?
– Faktem jest, że to w wyniku działań rządu Donalda Tuska Polska straciła najważniejsze materiały, dowody w sprawie katastrofy polskiego samolotu – wrak tupolewa i oryginały czarnych skrzynek. Nie znam norm prawnych, których Rosjanie nie byliby w stanie złamać. Dla Rosjan normy prawne są obowiązujące tylko wtedy, kiedy działają na ich korzyść. Skoro Rosjanie łamią traktaty pokojowe i wszelkie inne ustalenia w tej materii, pakty o nieagresji itd., to także w tym względzie będą postępowali tak, jak uznają za stosowne. To jest zresztą stara historyczna zasada Rosjan, która brzmi w ten sposób: jestem mocny, i co mi zrobicie…?!
Rząd Donalda Tuska popełnił szereg błędów choćby oddanie śledztwa w ręce Rosjan, i ta decyzja ciągnie się do dzisiaj…
– Oddanie śledztwa w ręce rosyjskie było błędem pierworodnym. Za tym poszło wyłączenie i nieskorzystanie z porozumienia międzynarodowego z 1993 r., zawarcie umowy z Putinem i de facto wyrażenie zgody na Konwencję Chicagowską o międzynarodowym lotnictwie cywilnym z grudnia 1944 r., wraz z załącznikiem 13.
I Donald Tusk, który był wówczas premierem, z całą świadomością zastosował niekorzystne dla Polski prawo uznające, że lot do Smoleńska nie był lotem wojskowym, a cywilnym. To dało przewagę w dochodzeniu państwu na terenie, którego doszło do katastrofy nie zaś krajowi, do którego należał samolot, i którego najważniejsi obywatele stali się ofiarami tej katastrofy.
Do tego dochodzi też rozdzielenie wizyty na wcześniejszą z Donaldem Tuskiem i późniejszą z prezydentem Lechem Kaczyńskim. I za to wszystko Tusk powinien odpowiedzieć – nie tylko przed Panem Bogiem, ale także tu na ziemi, przed sądami powszechnymi, trybunałami stanu itd., bo tego domaga się sprawiedliwość i zwykła ludzka przyzwoitość.
Także za przemysł pogardy, który został uruchomiony niedługo po katastrofie…?
– Oczywiście, przecież to było świadome działanie ówczesnych władz na czele, których stał nie, kto inny jak właśnie Donald Tusk. Było to nie tylko świadome działanie, ale jednakowoż wykonywane z wielką starannością przez samego Tuska jak i wszystkich jego popleczników. W oczach zwolenników tej formacji działania te zyskiwały poklask, a za tym w ślad poszło dzielenie Polski i Polaków.
Za nami 10. rocznica tragedii smoleńskiej – odbywająca się w okresie pandemii – wymusiła ograniczenia w uroczystościach. Wybierał się Pan do Smoleńska…?
– Tak, wybierałem się w związku z rocznicą wraz z polską delegacją do Smoleńska i Katynia, ale jak wiadomo okoliczności – niezależne od nas – wymusiły zmianę planów. Są sprawy, których – w obliczu pandemii koronawirusa – załatwić nie można. Dzisiaj (14 kwietnia) też planowaliśmy uroczystą Mszę św. związaną z 80. rocznicą zbrodni katyńskiej, w bazylice Świętego Krzyża, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie jest diecezjalne sanktuarium katyńskie, ale niestety te plany również nie mogą być zrealizowane. Takie są wymogi chwili, czasu, jaki obecnie przeżywamy w Polsce i na świecie.
Czekamy na raport Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem odnośnie do przebiegu katastrofy…
– Tak, czekamy i to z wielkim utęsknieniem, zarówno my rodziny ofiar, ale myślę, że także zdecydowana większość Polaków. Nie znam treści tego raportu, ale życzyłbym sobie żeby był on oparty już o wyniki tych prac, które prowadziły międzynarodowe instytucje badawcze bodajże w Irlandii, Hiszpanii, we Włoszech, w oparciu m.in. o wyniki badań National Institute for Aviation Research w Wichita w Stanach Zjednoczonych.
Mam nadzieję, że raport będzie też zawierał wyniki próbek pobranych w wyniku ekshumacji ciał ofiar katastrofy, pobranych przez odpowiednie organy i wysłanych do zagranicznych laboratoriów. Szczątkowe czy dzielenie na etapy śledztwa – moim zdaniem – nie ma w tej chwili żadnego sensu. Dlatego uważam, że raport Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego pod Smoleńskiem powinien być końcowy, niepodważalny oparty o wiarygodne źródła i w zasadzie kończący tę sprawę.
A nie będzie…?
– Nie wiem, nie wiem, bo przecież – jak wspomniałem – nie znam treści tego raportu. Mówię tylko o tym, czego się spodziewam i czego bym oczekiwał, aby zostało zawarte w tym dokumencie, którego ogłoszenie zapowiedział Antoni Macierewicz, a co ograniczenia związane z pandemią koronawirusa póki co uniemożliwiły.
Tak czy inaczej Antoni Macierewicz – zapowiadając raport – stwierdził wyraźnie, że to nie brzoza była winna, ale winny był wybuch w skrzydle, a potem w centropłacie…
– O tym wiemy wszyscy. To jest powszechna wiedza tych wszystkich, którzy się sprawami katastrofy i badań z nią związanych interesowali na bieżąco – zwłaszcza rodzin ofiar katastrofy, a więc tych, którzy chcieli poznać prawdę, a nie to, co głosił raport komisji Millera i Laska – kalka raportu Anodiny.
Czekamy zatem na wiarygodny raport…
– Dokładnie. Nie ulega też wątpliwości, że żyjemy w bardzo trudnych i ciekawych czasach, ale myślę, że nasza – rodzin cierpliwość – zostanie nagrodzona i w końcu doczekamy się wiarygodnych informacji. Jesteśmy świadomi i na podstawie różnych wcześniejszych badań wiemy, co się mogło wydarzyć 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, ale wiedza niepotwierdzona dowodami, które są ciągle w Rosji, nie jest pełna.
Rosja cały czas gra sprawą Smoleńska, gra dowodami, ale otrzymała do tego odpowiednie instrumenty ze strony rządu Donalda Tuska, stąd do dzisiaj bawi się z nami, ale także opinią międzynarodową. Trzeba wszakże dopowiedzieć, że opinia międzynarodowa też wykazała całkowitą bierność nie pomagając nam tuż po katastrofie, ale także później. Wystarczy tylko zestawić dwa fakty: katastrofę smoleńską i zestrzelenie Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych Malaysia Airlines nad Ukrainą z lipca 2014 roku. Podejście opinii międzynarodowej w obu tych przypadkach było diametralnie różne.
Oczywiście, trzeba też wziąć pod uwagę postawę rządów ówczesnego Polski, pod kierownictwem Donalda Tuska i rządu Holandii, który przejął kierowanie śledztwem, co jawnie przyczyniło się do poznania prawdy o tragedii i odebrało Moskwie możliwość manipulacji i zakłamywania faktów. Ale tak to jest, jeśli się nie szanuje własnego kraju, własnych obywateli, jeśli się nie ma honoru i ma się za nic wszystko to, co jest ważne dla Narodu, to wówczas takie są efekty. Rosjanie, którzy są mistrzami manipulacji, skrzętnie wykorzystali wszystkie błędy rządu Donalda Tuska.

