Pod płaszczykiem działań na rzecz zwalczania pandemii koronawirusa i jej skutków Parlament Europejski przegłosował rezolucję krytykującą polskie władze za planowane w maju tego roku wybory korespondencyjne. Dostało się także Węgrom za tzw. demokrację dekretową Viktora Orbána i przyznanie sobie pełni władzy...
– To kolejna próba ingerencji Brukseli w suwerenne decyzje państw narodowych, ale też przedstawianie w sposób stygmatyzujący Polaków i Węgrów jako „chłopców do bicia”, których się atakuje właściwie zawsze i wszędzie. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że nie kto inny jak politycy Platformy, czyli część Europejskiej Partii Ludowej (EPL) nawołują polski rząd do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego – jednego z trzech przewidzianych polską konstytucją, podczas gdy na Węgrzech politycy podjęli decyzję o zastosowaniu stanu nadzwyczajnego, co powoduje zawieszenie prac parlamentu i daje możliwość rządzenia dekretami premierowi Viktorowi Orbánowi i są za to krytykowani.
To pokazuje całkowity brak konsekwencji europejskich krytyków. Wszak głosowania korespondencyjne odbywają się w szeregu państw europejskich – w krajach Beneluksu jest to norma, a więc nie przed komisją, a w drodze głosowania czy to przez internet czy za pośrednictwem poczty. Dlatego próba narzucenia nam, w jaki sposób mamy się zachowywać jest kompletną aberracją.
O czym to świadczy?
– Przede wszystkim to pokazuje, że inne państwa nie są atakowane na forum europejskim, że jednym wolno więcej, a Polska i Węgry są krytykowane za to i atakowane. To ma miejsce nie pierwszy, a myślę też, że nie ostatni raz.
Może Bruksela ma jakąś obsesję wobec Polski i Węgier?
– Z pewnością tak. Politycy unijni mają świadomość, że Polska z racji swojego znaczenia zarówno populacyjnego, jak i gospodarczego jest naturalnym liderem państw Europy Środkowej, z kolei Węgry są twardą ręką rządzone przez premiera Viktora Orbána, co z punktu widzenia Brukseli oczywiście nie musi oznaczać, że są dobrze rządzone, bo decyzje są tam podejmowane pod dyktando interesów narodu węgierskiego, a nie pod dyktando różnej maści lobby.
Pozycja polityczna Viktora Orbána i jego ruchu politycznego jest na tyle silna, że na horyzoncie czasowym nie widać jakiejkolwiek szansy, aby Fidesz oddał władzę na Węgrzech, stąd Orbán jak i Węgry są atakowane ze strony elit unijnych, tym bardziej, że Węgry były upatrywane przez możnych tego świata, przez znanych filantropów jako swoisty Piemont zmian kulturowych, cywilizacyjnych w Europie. Tyle, że to się nie stało, a Węgry w tej chwili, obok Polski są – można powiedzieć – bastionem cywilizacji łacińskiej w Europie Środkowej.
Sytuacja związana z pandemią jest poważna dotąd niespotykana. Tymczasem zamiast realnego wsparcia – na unijnych szczytach – wciąż dominuje ideologia…
– To prawda, i obywatele Unii Europejskiej dostrzegają jak w tej sytuacji – bodaj w drugim czy trzecim miesiącu pandemii – zachowuje się Bruksela, która nie jest w stanie podjąć żadnej racjonalnej decyzji. Sytuacja we Włoszech czy Hiszpanii jest ciągle zła, ale jest stabilna, natomiast Unia Europejska nie była w stanie – jak dotąd – podjąć jakichkolwiek konkretnych działań doraźnych, aby wspomóc te państwa członkowskie w bardzo trudnej sytuacji. Można powiedzieć, że eurokraci schowali się niczym żółwie w swoje skorupy i nawet nie wychylali głowy, żeby przypadkiem nikt ich nie zapytał, co zrobili bądź, co mogą zaoferować poszczególnym rządom narodowym.
Ursula von der Leyen wprawdzie przeprosiła Włochy za brak wsparcia, ale czy to wystarczy…?
– Nastroje antyunijne po ostatnich działaniach, a właściwie w związku z ich brakiem radykalnie wzrosły. Gdyby dzisiaj zorganizować referendum we Włoszech, to większość obywateli tego państwa opowiedziałaby się za opuszczeniem szeregów Unii Europejskiej.
Oczywiście nikt takiego referendum nie zaproponuje, i można powiedzieć, że na horyzoncie nie ma możliwości rozpadu Unii, natomiast z racji na perturbacje, jakie za chwilę zwiększą się z racji wychładzania gospodarek poszczególnych gospodarek państw członkowskich, wielce prawdopodobny jest rozpad strefy euro.
Może rację ma będący w konflikcie politycznym z kanclerz Merkel prezydent Macron twierdząc, że Unia jako projekt polityczny upadnie, jeśli nie włączy się w realną pomoc krajom pogrążonym w kryzysie z powodu koronawirusa?
– Te słowa Emmanuela Macrona są – moim zdaniem – spowodowane wyłącznie cyniczną grą polityczną na użytek rynku francuskiego. Jak wiemy, notowania Macrona, co wydawało się trudnym zadaniem, są poniżej notowań w analogicznym czasie jego poprzednika prezydenta Hollade’a, który był tak znienawidzony przez Francuzów, że nawet nie ubiegał się o reelekcję.
Podobnie jest z Macronem, który przez stosunkowo niedługi okres, kiedy jest gospodarzem w Pałacu Elizejskim, nie zyskał sympatii społeczeństwa francuskiego, natomiast jego administracja zawiodła. Istnieje wiele pozwów cywilnych skierowanych przez lekarzy czy szerzej francuską służbę zdrowia wobec ministra spraw wewnętrznych i ministra zdrowia za nieprzygotowanie i podejmowanie fatalnych w skutkach decyzji politycznych, i to wszystko spada na prezydenta Macrona.
Również nastroje we Francji są podobnie jak w całej Unii Europejskiej mocno antyunijne z racji na bierność Brukseli. Za to opinia publiczna musiała wsłuchiwać się chociażby w huraganowe ataki, które od lat były na Węgry za rzekome łamanie standardów, za łamanie demokracji czy na Polskę jeśli chodzi o reformowanie wymiaru sprawiedliwości. I tutaj Unia była omnipotentna, natomiast w kwestii ratowania ludzkiego życia poprzez czy to zbiorowy zakup maseczek, respiratorów czy też wydatkowanie pieniędzy dla poszczególnych ośrodków naukowo badawczych, które pracują nad lekiem i szczepionką na koronawirusa, to tego nie było.
Nic zatem dziwnego, że zwykły europejski obywatel widzi, że biurokracja brukselska kompletnie nie działa, co więcej jest można rzec wsobna tzn. jest zainteresowana wyłącznie tym, żeby nadzwyczajnej, swoistej kaście żyło się dostatnio począwszy natomiast w sprawach fundamentalnych, w sytuacji realnego zagrożenia Europejczycy mogą liczyć wyłącznie na swoje rządy narodowe. Jeśli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, co do tego, to teraz te wątpliwości prysły.
Jak to nie ma pomocy Brukseli, przecież Ursula von der Leyen poinformowała, że Unia zamówiła 150 respiratorów, które są już w produkcji i trafią do każdego z państw członkowskich…?
– Uważam, że przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen mogła sobie darować tego typu niemieckie żarty. To jest żart, bo jeśli druga, co do wielkości gospodarka na świecie, bo tak się ocenia Unię Europejską jako jeden organizm gospodarczy – z budżetu, który opiewa na kilkaset miliardów euro – jest w stanie kupić 150 respiratorów, to jest to niesmaczny żart. Podejrzewam, że 150 respiratorów to Ursula von der Leyen mogłaby zakupić za swoją sowitą pensję, jaką otrzymuje, i mogłaby się pochwalić, że z własnej kieszeni wydała pieniądze na zakup tego sprzętu, ale nie kompromitować Unii Europejskiej.
To jest obraz nędzy i rozpaczy, ale nie spowodowanej brakiem kapitału, tylko brakiem jakiegokolwiek rozsądku i czegoś, co określiłbym jako brak instynktu samozachowawczego. Wyobraźmy sobie sytuację, że dajmy na to premier wychodzi i mówi, że kupiliśmy 15 respiratorów, to opinia publiczna by go – mówiąc kolokwialnie – zjadła.
Czy jest możliwy nowy plan Marshalla dla Europy, o którym tak ochoczo mówiła szefowa Komisji Europejskiej?
– Plan Marshalla – jego założenia ogłoszono w 1947 roku. W momencie wprowadzania był to plan bardzo korzystny, ale trudno go porównać z bieżącym planem finansowym, o którym słyszymy ze strony kierownictwa Komisji Europejskiej, ale którego założeń de facto nie znamy. Nie wiemy też, na czym miałby polegać taki plan oprócz drukowania miliardów euro, i w konsekwencji wywołania inflacji lub innych czynników osłabiających europejską gospodarkę.
Plan Marshalla – poprzez transfer kapitału, ale również towarów i usług amerykańskich – zakładał wsparcie i odbudowę Europy po II wojnie światowej. Natomiast Unia Europejska chce dzisiaj sama siebie odbudowywać. I to jest pewne pomieszanie z poplątaniem. Taki plan Marshalla dla Europy mógłby zaproponować prezydent Donald Trump, gdyby Stany Zjednoczone szybciej wyszły z pandemii koronawirusa niż Europa, natomiast Unia Europejska sama dla siebie planu Marshalla raczej nie może zrobić. Stąd już samo porównanie używane przez kręgi decyzyjne Unii Europejskiej uważam za chybione, pomijam już szczegóły tego pomysłu, których póki co nie znamy.

