logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kryzys obnażył nieudolność Unii

Sobota, 25 kwietnia 2020 (21:55)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego w czwartek ponownie obradowała w sprawie praworządności w Polsce. Wraca stare?

– Mam nieodparte wrażenie, że ci państwo z szeregu frakcji zasiadających w europarlamencie – począwszy od tzw. chadeków, a skończywszy na komunistach – w zasadzie nie mają innych tematów w Komisji wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych niż to, jak jeszcze bardziej dokuczyć Węgrom czy Polsce. Wygląda na to, że natura silniejsza od rozumu, skoro tylko te tematy dominują i to w tak szczególnym czasie jak pandemia koronawirusa, który – jak wiemy – sparaliżował funkcjonowanie państw europejskich, a tym samym – po części – ograniczył prawa i wolności obywatelskie. 

Mieliśmy również próbę krytykowania majowych wyborów w Polsce. Unijny komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders chciała, aby tą sprawą zajęła się Rada Unii Europejskiej…

– Komisja Europejska stwierdziła, że nie ma uwag, co do kwestii wyborów. Byłby to swoisty precedens, gdyby szefowie państw, bo jak wiadomo Rada Unii to kolegium złożone z szefów państw Wspólnoty, dywagowali na temat sposobu organizacji i przebiegu demokratycznych i wolnych wyborów w jednym z państw członkowskich. To byłby precedens, który w sposób radykalny ograniczyłby swobodę i suwerenność państwa członkowskiego. Oczywiście, mam świadomość, że część państw, część narodów Unii nadal śni o koncercie mocarstw, o tym, aby kolorową kredką rysować mapę Europy i pisać listę rządzących, jak również elit, które mogą w poszczególnych państwach sprawować autonomiczną władzę, natomiast żadne państwo poważne, a Polska jest państwem poważnym, na coś takiego nigdy się nie zgodzi. Nie pozwolimy sobie na zewnętrzną ingerencję w wewnętrzną, suwerenną decyzję naszego państwa.

Jak ocenia Pan wypowiedź komisarza Reyndersa, że wybory w Polsce muszą być równe, wolne i zgodne z wartościami Unii Europejskiej, bo w innym wypadku będą nieważne? W ogóle, co to są wartości europejskie?  

– Oczywiście mogę się domyślać, o co im chodzi, sam również mogę przedstawić, co dla mnie oznaczają wartości europejskie – takie, które ojcowie założyciele Unii Europejskiej mieli na myśli, a więc prawdę rozumianą na sposób grecki, czyli prawdę obiektywną w oparciu o prawo rzymskie, o szacunek dla własności, dla godności człowieka oraz o etykę chrześcijańską. Natomiast współcześni eurokraci używają zaklęcia, które jest pustą skorupą, wydmuszką i dla nich pod pojęciem wartości europejskie mieści się właściwie wszystko, co jest antytezą trzech filarów cywilizacji łacińskiej, na których powstała Unia Europejska. Wartości europejskie, o których tak ochoczo mówią, rozumieją w wygodny dla siebie sposób. Natomiast wybory w państwach członkowskich Unii Europejskiej czy szerzej, wybory na świecie, w każdym suwerennym państwie odbywają się zgodnie z zasadami zapisanymi w konstytucji czy też w ustawach danego państwa. Polska ma jasno sprecyzowany tryb przeprowadzenia wyborów w Konstytucji RP oraz na poziomie ustawy Kodeks Wyborczy jest zapisane, w jaki sposób wybory mogą się odbyć i żadne określenie typu „wartości europejskie” tam nie funkcjonuje. I chociażby z tego powodu tego typu stwierdzenia należy włożyć między bajki oraz upomnieć eurokratów, że mają do czynienia z państwem suwerennym, a nie jakąś republiką bananową, gdzie metropolia będzie narzucała, w jaki sposób proces wyborczy ma się odbyć.

Pod warunkiem, że po drugiej stronie jest ktoś zdolny do refleksji i racjonalnego myślenia…

 – To prawda. Na miejscu eurokratów, którzy tak ochoczo formułują tezy czy zarzuty pod adresem Polski, obawiałbym się o przyszłość, bo nastroje w państwach członkowskich, w związku z pandemią koronawirusa oraz biernością organów Unii Europejskiej, są bardzo negatywne. Fakty są takie, że Unia Europejska jest w tym momencie w bardzo poważnym kryzysie, w kryzysie instytucjonalnym – mamy totalne oderwanie organów europejskich od rzeczywistości, w stosunku do sytuacji, która ma miejsce. Wystarczy tylko wskazać, że wśród narodów bardzo mocno prounijnych, takich jak Hiszpanie, Francuzi czy Włosi, nastroje jeśli chodzi o Unię Europejską, dzisiaj radykalnie się zmieniły, radykalnie na niekorzyść organów czy – jak kto woli – elit europejskich. Jednak to nie wszystko, bo również nastroje wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak chociażby Polska, bardzo się zmieniły, bo jako kraj, jako obywatele też oceniamy postawę i działania Brukseli. Również kpiną jest deklaracja szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, że Unia Europejska zakupiła czy zamówiła 15 respiratorów, podczas gdy urzędniczka ta mogłaby tyle zakupić z miesięcznego swojego uposażenia, a nie z puli Unii, która dysponuje setkami miliardów euro i bardzo rozdętym budżetem. Takie podejście to jest jakiś ponury żart.                        

Po zakończeniu pandemii potrzebna będzie rewizja dotychczasowych działań i korekta kierunku, w jakim w tej chwili zmierza Unia Europejska?

– Taka korekta jest konieczna i to nie tylko z powodu koronawirusa. Na ten temat wiele rządów państw członkowskich się wypowiadało – polski rząd, czy też siły na naszej scenie politycznej również wielokrotnie apelowały o wznowienie rozmów na temat zmian traktatowych, że Unia Europejska potrzebuje generalnej reformy, że zmiany, jakie zostały zaproponowane przez twórców traktatu lizbońskiego, tylko i wyłącznie skomplikowały, a nie uprościły zasady współistnienia. Oczywiście jest też pytanie o kierunek i kształt ewolucji Unii Europejskiej.

A Pan, jakie ma zdanie w tej kwestii?  

– Ja jestem zwolennikiem Europy ojczyzn. Generalnie jestem też przeciwnikiem dalszego procesu federacyjnego, tworzenia superpaństwa europejskiego. Natomiast eurokraci chcą superpaństwa i tego typu wypowiedzi na temat ingerencji w proces wyborczy to są przykłady – rzecz można – najbardziej namacalne dowody tych tendencji. Moim zdaniem koronawirus będzie czymś w rodzaju katalizatora, aby usiąść i przede wszystkim ocenić działania organów Unii Europejskiej w dobie kryzysu zarówno tego pandemicznego, jak i kryzysu ekonomicznego. Kolejnym krokiem jest oczywiście poważna dyskusja na temat przyszłości Unii, jej zakresu przedmiotowego, ingerencji w państwa, ale również podkreślenia tego, co jest przymiotem suwerennych państw. Trzeba bowiem powiedzieć, że na razie mamy do czynienia z kroczącym karmieniem krokodyla, to znaczy Unia Europejska próbuje poprzez swoiste precedensy zyskiwać kompetencje, a tym samym pozbawiać tych kompetencji suwerenne państwa członkowskie. Jeśli tego procesu się nie powstrzyma, to kroczące zawłaszczanie będzie postępowało i za chwilę obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju gotowania żaby, która nie czuje powolnego wzrostu temperatury, dopóki się nie ugotuje. Podobnie jest z unijnymi eurokratami, którzy powoli, systematycznie, małymi kroczkami – często nawet powołując się na tzw. wartości europejskie – ingerują coraz bardziej w obszary, które są politycznie zagwarantowane dla państw członkowskich, które usilnie walczą i często przegrywają te batalie z organami Unii Europejskiej, tym samym tracąc bezpowrotnie suwerenność w poszczególnych sektorach.     

Czy wizja Europy ojczyzn, o której Pan mówi, jest w stanie się przebić przez dążenia do jeszcze głębszej federalizacji Unii?

– W mojej ocenie są na to duże szanse. Do tej pory mieliśmy po jednej stronie państwa Grupy Wyszehradzkiej, ale są też inne państwa członkowskie, które również widzą zabiegi eurokratów unijnych. Zasadniczo są to państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Niewątpliwie pandemia koronawirusa i bierność unijnych decydentów na tragedie, jakie dotknęły czy to północne Włochy, czy Hiszpanię, to wszystko spowoduje, że zmiany polityczne, które nastąpią na arenie tychże państw, przełożą się również na oficjalną ich narrację wobec organów unijnych i na wizję Unii Europejskiej. W sytuacji realnego kryzysu i zagrożenia Unia mogłaby choćby z racji na możliwości finansowe, gospodarcze, polityczne udzielić wymiernego wsparcia i desygnować odpowiednie środki, niestety tego nie uczyniła. Moim zdaniem, konsekwencje tych zaniedbań czy tych zaniechań muszą się pojawić i będą.

Dziękuję za rozmowę.      

 

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl