Wraz z przejściem w stan spoczynku Małgorzaty Gersdorf w Sądzie Najwyższym zakończyła się pewna „era”. Czy może to oznaczać początek końca nadzwyczajnej sędziowskiej kasty, której korzenie w wielu przypadkach sięgają PRL-u?
Mam nadzieję, że będzie to oznaczało nową jakość, jeśli chodzi o funkcjonowanie Sądu Najwyższego, nową jakość w sensie nieangażowania politycznego poszczególnych sędziów, co w okresie kadencji Małgorzaty Gersdorf miało, niestety, miejsce. Zresztą sama pierwsza prezes była mocno zaangażowana w obronę wymiaru sprawiedliwości – tego sprzed reform wprowadzanych przez Zjednoczoną Prawicę, do czego angażowała dużą część składu Sądu Najwyższego.
Dowodem tego była chociażby uchwała Sądu Najwyższego podjęta w składzie trzech izb, a wymierzona w Izbę Dyscyplinarną, Krajową Radę Sądownictwa i wchodząca w kompetencje Prezydenta RP. Uważam, że teraz sędzia Kamil Zaradkiewicz będzie gwarancją tej niezależności Sądu Najwyższego – oczywiście do czasu wyboru pierwszego prezesa, bo w tej chwili decyzją prezydenta Andrzeja Dudy został on powołany jedynie do pełnienia obowiązków pierwszego prezesa.
Tak czy inaczej myślę, że wraz z zakończeniem kadencji Małgorzaty Gersdorf zaczyna się nowy rozdział, jeśli chodzi o funkcjonowanie Sądu Najwyższego, i będzie to zmiana na lepsze.
W Sądzie Najwyższym wprawdzie nie ma już Małgorzaty Gersdorf, ale jest wielu sędziów – niejako spadkobierców linii byłej pierwszej prezes. Czy w tej sytuacji możemy być spokojni o stan orzecznictwa?
Owszem, ale szczególnie teraz, w czasie pandemii koronawirusa – jakże trudnym dla świata, także dla Polski – można się spodziewać pewnej rewizji poglądów czy zachowań także wśród sędziów Sądu Najwyższego, a przynajmniej wśród części z nich. Myślę, że za parę tygodni – być może pod koniec maja, a może na początku czerwca – zostanie zwołane Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, które wytypuje kandydatów, spośród których prezydent wybierze I prezesa Sądu Najwyższego.
Oczywiście, w tym zgromadzeniu wezmą również udział sędziowie Izby Dyscyplinarnej, również Izby Kontroli Nadzwyczajnej. Będzie to również sprawdzian tego, jak dalej mają zamiar postępować sędziowie – ich część – wchodzący w skład Sądu Najwyższego, czy nadal będą prowadzili konfrontacyjną politykę wobec obecnej władzy, wobec państwa polskiego, czy też – zgodnie z obowiązującym prawem – po pierwsze wezmą udział w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów Sądu Najwyższego i wskażą kandydatów, a następnie – już po ostatecznym wyborze pierwszego prezesa – będą wykonywali swoje konstytucyjne obowiązki.
Tego bowiem społeczeństwo przede wszystkim oczekuje od sędziów Sądu Najwyższego: aby byli niezawiśli, niezależni politycznie i żeby dobrze wykonywali swoją pracę.
Jakie są najważniejsze zadania, które stoją przed p.o. I prezesem Sądu Najwyższego, sędzią Kamilem Zaradkiewiczem? Pytam o to w kontekście twittu Borysa Budki stwierdzającego, że „decyzja prezydenta ws. nominacji Zaradkiewicza na komisarza w SN to kolejne naruszenie zasady niezależności Sądu Najwyższego oraz działanie bez konstytucyjnej podstawy prawnej. Czy człowiek Ziobry ma zagwarantować Dudzie legalizację jego wyboru?”.
Tego rodzaju wypowiedź to jest skandal. Prezydent, powierzając pełnienie obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego, działa w oparciu o obowiązujące przepisy Ustawy o Sądzie Najwyższym. Co więcej, z chwilą upływu kadencji prof. Małgorzaty Gersdorf miał wręcz obowiązek wyznaczenia osoby pełniącej obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego. I to prezydent Andrzej Duda zrobił, a zadaniem sędziego Kamila Zaradkiewicza jest zapewnienie funkcjonowania Sądu Najwyższego do chwili wyboru I prezesa Sądu Najwyższego – do chwili, kiedy odbędzie się Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, które wskaże kandydatów na to stanowisko.
Zatem sędzia Kamil Zaradkiewicz ma za zadanie zapewnienie takiego funkcjonowania tej instytucji, które będzie zgodne z obowiązującym prawem, z Ustawą o Sądzie Najwyższym, z Ustawą o sądownictwie powszechnym. I takie są oczekiwania, które dotyczą także całego społeczeństwa, bo nie do przyjęcia jest to, co do tej pory się działo – mam na myśli zacietrzewienie polityczne sędziów, czy chociażby występowanie niektórych sędziów w ulicznych manifestacjach, kwestionowanie przeprowadzonej reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce, kwestionowanie konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Sądownictwa, czy też podjęcie uchwały, która – jak orzekł Trybunał Konstytucyjny – była pozbawiona podstaw prawnych.
To wszystko bardzo niedobrze świadczyło o części środowiska sędziowskiego, zwłaszcza o tych sędziach, od których szczególnie wymaga się przestrzegania prawa – sędziach, którzy wchodzą w skład Sądu Najwyższego.
Myślę, że sędzia Kamil Zaradkiewicz jako pełniący obowiązku I prezes Sądu Najwyższego poradzi sobie z tymi wszystkimi wyzwaniami i zapewni funkcjonowanie Sądu Najwyższego w zgodzie z konstytucyjnymi i ustawowymi standardami.
Część sędziów ze stowarzyszenia Iustitia uważa, że Zaradkiewiczowi nie przysługuje status sędziego, bo – jak twierdzą – został powołany wbrew zasadom. Idą nawet dalej, mówiąc, że na I prezesa Sądu Najwyższego też może zostać powołana osoba w wadliwej procedurze…
Takie podejście to nic innego jak kontynuacja tej niedobrej polityki prowadzonej przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, przez część środowiska sędziowskiego, polityki polegającej na kwestionowaniu obowiązującego w Polsce prawa.
Tymczasem trzeba w sposób bardzo jasny podkreślić, że z punktu widzenia zgodności z Konstytucją RP reforma wymiaru sprawiedliwości – będąca elementem Ustawy o Sądzie Najwyższym – nie została podważona. W momencie wskazania, czy też powołania przez prezydenta Andrzeja Dudę do pełnienia obowiązków I prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz jest sędzią Sądu Najwyższego.
Dlatego podnoszenie tego rodzaju wątpliwości jest wyrazem po prostu złej woli, bo nie sądzę, że nieznajomości przepisów prawa. Sędziowie, którzy próbują podważać decyzję prezydenta, nie godzą się na to, aby osoba o dużej wiedzy prawniczej, doktor habilitowany nauk prawnych, osoba o dużym autorytecie, a jednocześnie osoba bardzo asertywna wobec rozpolitykowanego środowiska sędziowskiego pełniła obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego.
Podnoszenie tego typu uwag, czy też wątpliwości też jest nie na miejscu, bo – jak mówi Konstytucja RP – sędziowie powinni być apolityczni, powinni przestrzegać prawa, a kwestionowanie wyboru I prezesa Sądu Najwyższego – na tym etapie osoby pełniącej obowiązki, jest wyrazem politycznego zacietrzewienia, co nie powinno mieć miejsca.

