logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Koronawirus – co świat robi z pandemią?

Sobota, 23 maja 2020 (15:09)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami kilka miesięcy walki z pandemią koronawirusa. Jak świat radzi sobie dzisiaj z tym nie lada wyzwaniem?

Wywiad Stanów Zjednoczonych już w listopadzie 2019 roku ostrzegał w raporcie, że wirus z okolic chińskiego miasta Wuhan stanowi zagrożenie dla ludzi. Niemieccy dziennikarze ujawnili, że 31 grudnia ubiegłego roku międzynarodowy system wczesnego ostrzegania ProMED rozesłał drogą elektroniczną ostrzeżenie przed nieznaną dotąd chorobą płuc w Chinach m.in. do Instytutu Roberta Kocha w Berlinie, najważniejszej niemieckiej placówki zajmującej się zwalczaniem epidemii. Mimo to politycy tego kraju zwlekali z podjęciem decyzji o walce z koronawirusem.

W marcu tego roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła pandemię. Organizacja ta jednocześnie przyjmowała chińską narrację rzekomego odzwierzęcego pochodzenia wirusa. Spotkało się to z krytyczną oceną ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który zapowiedział wstrzymanie wypłaty składek na WHO. Kwestia walki z pandemią pozostała w gestii rządów państw.

Im więcej czasu mija, tym więcej wiemy na temat pochodzenia koronawirusa, że raczej nie jest to „dzieło” natury, upadają mity o nietoperzach…

Są różne teorie w tym zakresie. Czy koronawirus wyszedł z laboratorium w Wuhanie, czy pojawił się na tamtejszym targowisku i czy źródło jest jeszcze inne? Wspominałem o chińskim przekazie. Według ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia, wirus ma podłoże naturalne. Z kolei biuro dyrektora wywiadu Stanów Zjednoczonych w wydanym komunikacie podało, że wirus nie został stworzony przez człowieka ani nie jest wynikiem modyfikacji genetycznej. Może pochodzić od zakażonych zwierząt lub jest wynikiem wypadku w chińskim laboratorium.

Broń biologiczna…?

Stanowisko to podziela prezydent Donald Trump, który za rozprzestrzenianie się koronawirusa oskarżył Chiny. Co więcej, uznał, że jego źródłem jest Narodowe Laboratorium Bezpieczeństwa Biologicznego w Wuhanie. Obawiam się jednak, że nigdy możemy nie dowiedzieć się, jakie jest rzeczywiste źródło pochodzenia tego wirusa. Wydaje się, że światowe gremia polityczno-finansowe wcale nie chcą ujawnienia prawdy.

Władze chińskiego Wuhanu, gdzie wykryto pierwsze przypadki COVID-19, ogłosiły w czwartek zakaz jedzenia dzikich zwierząt oraz polowania na nie. Czy nie jest to próba odwrócenia uwagi i kontynuacja narracji, że koronawirus przeniósł się na człowieka z dzikich zwierząt na targowisku w Wuhanie?

Warto pamiętać, że Chiny są krajem zbudowanym wokół ideologii komunistycznej, która ze swej istoty jest zaprzeczeniem prawdy. Opowieści przywódców tego państwa są bezkrytycznie przyjmowane przez niektóre rządy, a także przez wspomnianą Światową Organizację Zdrowia. Nie stoją jednak za tym jakiekolwiek racje naukowe, ale polityczne i gospodarcze. W dzisiejszym świecie zdominowanym przez ideologię globalizmu znaczenie gospodarki Chin jest bardzo duże i to może być przyczyną utrudniania dojścia do prawdy o pochodzeniu COVID-19.

Różne – zwłaszcza na początku – było podejście państw i przywódców do pandemii, o czym boleśnie przekonał się premier Boris Johnson, który po tym, jak sam zachorował, stał się niejako bardziej odpowiedzialny za zdrowie Brytyjczyków…

W zdecydowanej większości państw, zarówno na naszym kontynencie, jak i poza Europą, realizowany jest taki sam model restrykcyjnych działań sanitarnych (kwarantanny, tzw. dystans społeczny, nakaz noszenia maseczek, zamknięcie szkół, instytucji kulturalnych, imprez masowych itp.). W krajach azjatyckich przyjął on daleko idące ograniczenia i możliwości monitoringu obywateli za pomocą nowoczesnych aplikacji. Wiele krajów zamknęło granice. Przekaz informacyjno-propagandowy w krajach Unii Europejskiej jest identyczny, wyrażany w języku militarnym.

Przykładowo prezydent Francji Emmanuel Macron mówi: „Jesteśmy w stanie wojny” i apeluje o solidarność obywatelską, natomiast kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreśla, że sytuacja jest poważna i stanowi największe wyzwanie dla jej kraju od czasów II wojny światowej. Przyzna pan, że to bardzo ciekawe zjawisko socjologiczne. Wszędzie stosowane są te same, szczegółowe metody walki z koronawirusem, ten sam język wystąpień publicznych polityków we wszystkich krajach, te same działania ograniczające prawa katolików do posługi duszpasterskiej prowadzące niekiedy, jak we Francji, w Niemczech czy we Włoszech, nawet do zamknięcia kościołów.

Inną metodę walki z koronawirusem, bardzo specyficzną, przyjęła Szwecja…

Owszem, główny epidemiolog tego kraju jest zdania, że koronawirus nigdy nie zniknie, że nie da się go wyeliminować i zostanie „z nami na zawsze”. Szwedzi wybrali tzw. odporność stadną, czyli nabycie zbiorowej odporności wobec wirusa, a nie wprowadzanie restrykcji sanitarnych. Wprowadzili jedynie dobrowolne zalecenia zachowania dystansu społecznego. Z kolei zupełnie inna sytuacja jest na Białorusi – jedyny chyba kraj na świecie gdzie nie wprowadzono kwarantanny, maseczek ani zakazu imprez masowych. W kraju tym rozgrywane są mecze piłki nożnej oraz hokeja na lodzie.

Znamienne jest to, że we wszystkich krajach – niezależnie od przyjętych rozwiązań – stopień umieralności osób, które zachorowały na COVID-19, jest zbliżony. Różne kręgi naukowców upowszechniają opinię, że jedynie wynalezienie i powszechne zastosowanie szczepionki przyczyni się do zatrzymania pandemii. Światowa Organizacja Zdrowia uznaje, że dostęp do szczepionki powinien być traktowany jako „dobro publiczne”. Jednocześnie trwa rywalizacja amerykańsko-niemiecka o opracowanie szczepionki przeciw SARS-CoV-2.

Ostatnio świat obiegła informacja, że we wspomnianej Szwecji w domach opieki seniorom z chorobą COVID-19 podaje się morfinę, która hamuje oddychanie. Czy nie jest to skazywanie chorego na śmierć?

Z oficjalnych danych wynika, że 90 procent zgonów z powodu pandemii w Szwecji dotyczy osób powyżej 70. roku życia, a ponad połowa ofiar śmiertelnych to pensjonariusze domów opieki społecznej. W kraju tym doszło do wprowadzenia tzw. aktywnej eutanazji, to jest przerwania leczenia po podaniu substancji kończącej życie pacjenta. Wielu seniorom w domach opieki zamiast leczenia COVID-19 podawana jest (bez zgody pacjenta, bez poinformowania rodziny) morfina, która hamuje oddychanie.

Także w wielu krajach Unii Europejskiej połowa ofiar pandemii umarła w domach opieki. Nie przeprowadzano tam żadnych testów. Ideologia liberalnego laicyzmu, dla której wartością jest pieniądz, a nie człowiek, uznała zapewne, że testy kosztują zbyt dużo, a na osoby najstarsze nie warto marnować pieniędzy, że nie warto inwestować w ich leczenie.

Pod pozorem opieki paliatywnej mamy eutanazję…

W Europie eutanazja dopuszczona jest w Belgii, Holandii i w Luksemburgu, natomiast w innych krajach trwają dyskusje odnośnie do jej wprowadzenia. Na przykład ostatnio parlament Portugalii opowiedział się za legalizacją eutanazji. Przykład Szwecji pokazuje, że wpływowe kręgi międzynarodowe będą wykorzystywały zagrożenie epidemiczne związane z COVID-19 do realizacji swoich antychrześcijańskich i antyludzkich rozwiązań. Temu należy się przeciwstawić z całą stanowczością.

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 23 maja 2020 (15:09)

NaszDziennik.pl