Zwolennicy tzw. macierzyństwa zastępczego zupełnie przemilczają fakt, że jest to nowa forma handlu dziećmi i wyzyskiwania kobiet w potrzebie. Coraz chętniej z tego procederu korzystają pary homoseksualne.
O surogacji stało się ostatnio głośno za przyczyną ukraińskiej klinki, która opublikowała w internecie film pokazujący kołyski 46 dzieci, które nie zostały odebrane przez zamawiających je klientów, z powodu wywołanego pandemią zamknięcia granic. Przy tej okazji uaktywniły się środowiska homoseksualne, prowadząc w mediach wielu krajów, w tym we Włoszech, akcję oswajania z tym procederem i promowania go jako gestu altruizmu.
W tym celu nawet w Chinach nagłaśniano wypowiedzi partnerów homoseksualnych, jak pisano, „dyskryminowanych, ponieważ nie są w stanie samodzielnie począć dziecka”. Receptą na to ma być właśnie surogacja, która w tym kraju nakręca coraz bardziej dochodowy biznes. Matkami zastępczyni są przeważnie ubogie kobiety z Tajlandii, które rodzą zamówione dzieci w Chinach, ponieważ są tam lepsze warunki sanitarne. Takie działania promuje Ke Qianting, jeden z czołowych chińskich ideologów gender, głosząc znane już z walki o aborcję hasła, aby „nikt nie wykorzystywał kobiet, bo mają one prawo do swego ciała”.
O tym, jak powoli normalizuje się tego typu praktyki także w europejskim prawodawstwie świadczy historia z Wielkiej Brytanii. Dwóch mężczyzn, Ross i Chris Mullerowie, „będzie miała dziecko” dzięki surogacji, która w całości zostanie sfinansowana przez narodowy fundusz zdrowia. Prywatnie taka praktyka kosztuje minimum 45 tys. funtów.
Promowane jako tzw. macierzyństwo zastępcze, to umowa, na podstawie której kobieta zobowiązuje się za pieniądze zajść w ciążę w drodze zapłodnienia pozaustrojowego, urodzić dziecko i przekazać je zleceniodawcom, którymi z reguły są niepłodne pary. W większości państw europejskich surogacja jest całkowicie nielegalna m.in. w Polsce, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Niemczech, Norwegii czy Hiszpanii.
Pary z problemem niepłodności, jak również coraz powszechniej partnerzy homoseksualni, wyjeżdżają zatem do państw, w których jest ona dopuszczalna, jak np. Rosja czy Ukraina, po to, aby wynająć tam surogatkę, która urodzi dla nich dziecko. W państwach tych można zapłacić kobiecie za poczęcie, urodzenie i oddanie dziecka oraz uzyskać akt urodzenia ze zleceniodawcami jako rodzicami. Surogatka, która dziecko urodziła, nie jest więc tam uznawana za matkę, jeśli zrzeknie się swoich praw na rzecz drugiej strony umowy surogacyjnej. Europejską stolicą tego procederu jest Ukraina.

