logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Sztuczki Grodzkiego i Platformy

Środa, 27 maja 2020 (08:22)

Aktualizacja: Środa, 27 maja 2020 (09:43)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jeszcze kilka dni temu marszałek Grodzki deklarował, że Senat jest gotowy, aby przyspieszyć prace nad nowelizacją ustawy o wyborach prezydenckich tak, aby mogły się one odbyć 28 czerwca. Jednak dzisiaj zmienił zdanie i posiłkując się opinią konstytucjonalistów mówi, że w pełni legalne wybory mogą się odbyć po ogłoszeniu stanu klęski żywiołowej, po zakończeniu kadencji lub dymisji prezydenta Dudy. W co gra Grodzki?

– Idąc tokiem rozumowania marszałka Tomasza Grodzkiego i formacji, z której się wywodzi, można by powiedzieć, że wybory mogą się odbyć za rok, albo za dwa lata. To, czego jesteśmy świadkami w wydaniu opozycji totalnej, to nic innego jak anarchizacja życia państwowego, i to jest oczywiste. Znamy przecież stanowisko tego środowiska w sprawie wyborów 10 maja i widać, że wybory 28 czerwca, które z punktu widzenia terminów konstytucyjnych byłyby chyba najlepszym rozwiązaniem, też nie pasują, bo są dla nich nie do wygrania – nawet po zmianie kandydata, więc próbują nadal chwiać łodzią państwową na wszystkie możliwe strony. Nie wiem, czy wyborcy będą traktować tę grę jako poważną i czy taka postawa przystoi marszałkowi Senatu.

Żelazny elektorat Platformy z pewnością poprze wszystko, co wymyśli kierownictwo tej formacji, ale mamy do czynienia z próbą anarchizacji państwa. Czy Polska może sobie na to pozwolić?   

– Sytuacja rzeczywiście jest niebezpieczna, powoli zbliżamy się do punktu, w którym nie będzie można zawrócić. Dlatego w pewnym momencie, bez względu na histerię opozycji, trzeba będzie zorganizować wybory prezydenckie. Platforma straciła poszczególne segmenty władzy, Sąd Najwyższy, gdzie też próbowano anarchizować życie państwowe, bo SN w pewnym momencie rościł sobie kompetencje Trybunału Konstytucyjnego na podstawie orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

I właściwie do końca trwały działania obstrukcyjne, mające na celu zablokowanie wyboru nowego pierwszego prezesa i próbę narzucenia prezydentowi wyboru kandydata, który gwarantowałby im status quo. To się jednak nie powiodło, bo prawo musi być przestrzegane. Patrząc na wszystkie te destabilizacyjne działania, wcale nie chodzi o to, czy wybory odbędą się w sposób praworządny, ale o to, żeby na najwyższym urzędzie w państwie zasiadł ktoś z tego środowiska. Podobnie jest też z innymi urzędami i do osiągnięcia tego celu stosowane są wszystkie metody. I to jest sytuacja – z punktu widzenia państwowego – nie do zaakceptowania. Po drugie, metody stosowane przez formację totalnej opozycji są nieskuteczne, a większość społeczeństwa przygląda się tym działaniom z niedowierzaniem.

Na ile wiarygodna jest trzecia osoba w państwie – marszałek Grodzki, który – jak podczas konferencji przytaczała marszałek Sejmu Elżbieta Witek – najpierw deklarował współpracę w kwestii ustawy wyborczej, a teraz znów przewleka prace?       

– Chęci współpracy ze strony marszałka Grodzkiego nie widać, co pokazuje, że wszelkie ustalenia są dla niego nieważne, bo zwyczajnie nie dotrzymuje słowa. Jak inaczej określić to, że mimo zapewnień dopiero w przyszłym tygodniu ustawa znajdzie się w porządku obrad Senatu. Działania marszałka Grodzkiego pozwalają stwierdzić, że jest to osoba niepewna, bo jeśli już któryś nie dotrzymuje słowa, to trudno mówić o jakiejkolwiek współpracy. Przypomnę tylko, że nie mówimy o błahej sprawie, ale o wyborach prezydenckich, czyli ważnej sprawie z punktu widzenia państwa polskiego.

Ponadto uchwalenie ustawy i ustalenie terminu powinno być w interesie Platformy czy Koalicji Obywatelskiej. Najpierw dążyli do tego, żeby wybory nie odbyły się 10 maja, a robili to po to, żeby zmienić kandydata. Po drugie, żeby maksymalnie utrudnić reelekcję prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Spodziewali się, że w związku z koronawirusem nastąpi kryzys gospodarczy, co osłabi notowania partii rządzącej i prezydenta. Póki co w swoich badaniach, tego kryzysu nie widzą, co mogłoby dać poparcie ich kandydatowi.

Wobec tego podejmują nowe działania zmierzające do przesunięcia terminu wyborów do czasu, aż ten kryzys nastąpi. I to pragnienie kryzysu jest po stronie Platformy widoczne. Wyobraźmy sobie sytuację, że w czasie pandemii na urzędzie prezydenta RP mamy Tomasza Grodzkiego czy Rafała Trzaskowskiego i spróbujmy w tym momencie prowadzić nawę państwową na kanwie władzy wykonawczej. Uchwalenie i wprowadzenie w życie jakiejkolwiek ustawy, która będzie walczyć z zagrożeniem gospodarczym czy epidemicznym, byłoby wręcz niemożliwe. Trudno sobie wyobrazić, jak poważne konsekwencje groziłyby wtedy państwu polskiemu.

 Na ile głęboki jest kryzys w Platformie?     

– Ten kryzys był jeszcze głębszy, gdy kandydowała Małgorzata Kidawa-Błońska, która miała poparcie mniejsze nawet od Krzysztofa Bosaka. Nie jest zatem tak, że Rafał Trzaskowski jest jedynym, akceptowalnym przez wszystkich kandydatem, i że wszyscy są z tego powodu szczęśliwi i zadowoleni. Nie wiemy też, czy jest to przyczyną wewnętrznych wstrząsów. Z całą pewnością dowodzi to, że Platforma nie wykazuje odpowiedzialności za państwo. Jeszcze przy terminie majowym wyborów udało się im wytłumaczyć pandemią i mniej więcej racjonalizować, ale działań, które w tej chwili podejmują, już chyba nikt nie rozumie. Jeśli do tego dochodzą jeszcze wewnętrzne konflikty, to jest to prosta droga do powrotu na ścieżkę utraty poparcia. Jak to będzie wyglądało, dopiero zobaczymy.

Są opinie, że Platforma widząc brak szans na wygraną Trzaskowskiego, może chcieć poświęcić słabszego kandydata Małgorzatę Kidawę-Błońską, aby nie zamykać drogi na przyszłość rokującemu – w ich mniemaniu – Rafałowi Trzaskowskiemu…

– Być może, ale powrót do scenariusza z Małgorzatą Kidawą-Błońską spowodowałby nie tylko spadek autorytetu samej kandydatki, ale przede wszystkim skutkowałby upadkiem całej Platformy. Jaką wartość, wiarygodność – nawet w oczach żelaznego elektoratu – ma partia, która z tygodnia na tydzień, w trakcie kampanii zmienia kandydata, która nie współpracuje dla dobra państwa, i to w najbardziej elementarnym tego słowa znaczeniu. Proszę zwrócić uwagę, co robiły środowiska sędziowskie związane z tą formacją podczas wyboru kandydatów na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, jaką stosowały obstrukcję. Wszyscy byliśmy świadkami przewlekania procedur, stosowania wręcz infantylnych – na poziomie szkoły podstawowej – sztuczek, niedopuszczanie do wyboru komisji skrutacyjnej.

Doprowadzili do tego, że wyznaczony przez prezydenta do pełnienia obowiązków pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prof. Zaradkiewicz, musiał zrezygnować. Ta sytuacja jest bardzo charakterystyczna dla całego środowiska totalnej opozycji mianowicie, gdy to nie oni rządzą, są w stanie zrobić wiele, żeby rozhuśtać, zachwiać całą nawą państwową.

Wybory prezydenckie w maju zbojkotowali, a ich samorządowcy w dużych miastach nie współpracowali w kwestii organizacji wyborów, nie zgłoszono ich przedstawicieli do komisji wyborczych, wreszcie Senat, który w założeniu ma być izbą powagi, refleksji, nie jest w stanie współpracować nad propozycją wyjścia z kryzysu konstytucyjnego, aby nowego prezydenta wybrać do 6 sierpnia, do czasu, gdy kończy się kadencja prezydenta Andrzeja Dudy. Jak zatem nazwać inaczej tę grę opozycji totalnej, jak nie działaniem idącym w kierunku anarchizacji życia państwowego w Polsce, od ustroju sądowego począwszy, a na urzędzie prezydenta kończąc. To jest działanie niezwykle groźne, absolutnie przypominające anarchię grup kosmopolitycznych XVIII wieku.

Już niewiele przyczółków pozostało Platformie – totalnej opozycji, chyba poza Rzecznikiem Praw Obywatelskich…                

– Dodajmy jeszcze, że kończący swoją kadencję Rzecznik Praw Obywatelskich w tej chwili wrzucił do Sejmiku Województwa Lubelskiego skargę, w której używa swego urzędu do tego, żeby zaskarżyć stanowisko przeciwko ideologii LGBT. I tym zajmuje się Rzecznik Praw Obywatelskich, to jest jego troska. Natomiast to, że jest pedofilia w środowiskach artystycznych, to że jest aborcja, a więc zagrożenie dla życia obywateli, którzy się jeszcze nie narodzili, to że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał deklarację LGBT, a więc ideologizację dzieci w szkołach, to Rzecznika Praw Obywatelskich nie interesuje.

I to jest rzeczywistość, która pokazuje, do czego używany jest tak ważny urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, czyli do kreowania pewnych ideologii, wstrząsów rewolucyjnych. Idąc krok po kroku i wyliczając wszystkie te zaniedbania i ukierunkowanie na złe rzeczy, można tylko załamywać ręce. Dlatego należy to, co chore leczyć i zmieniać, i tak się w dużej mierze dzieje.   

          Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl