Jakie są Pana odczucia po tym, co mogliśmy zaobserwować wczoraj w Sejmie w wydaniu totalnej opozycji? Mam na myśli skandaliczne zachowanie posłów opozycji…
Mieli wyrachowany plan – mówię o członkach totalnej opozycji – mianowicie nękanie, gnębienie i przeszkadzanie rządowi oraz utrudnianie prowadzenia kampanii wyborczej. Ten ich plan polegał na tym, żeby – tak jak wczoraj – był głosowany wniosek o wotum nieufności wobec ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, dzięki któremu de facto Polska – w porównaniu z innymi państwami – w miarę łagodnie przechodzi pandemię koronawirusa. Nie tylko ten wniosek, ale z informacji, jakie posiedliśmy, były przygotowywane także kolejne wnioski o wotum nieufności dla poszczególnych ministrów, m.in. ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry i innych. Stąd decyzja premiera Morawieckiego zaskoczyła totalną opozycję, wytrącając jej argumenty i rujnując plan działania. I stąd ta agresja, a wręcz histeria. Słusznie premier Morawiecki – zwracając się do opozycji z sejmowej mównicy – zaproponował, że skoro jej posłowie są przeciwko rządowi, to po co ten spektakl wydłużać, jak można powiedzieć: „sprawdzam”, i od razu poprosić Sejm o wyrażenie wotum zaufania dla całego gabinetu.
Ruch – wydawać by się mogło – ryzykowny?
Niekoniecznie, bo w sytuacji, w jakiej jest Polska – i wcale nie mam tu na myśli kampanii wyborczej, bardzo ważnych wyborów, ale chodzi mi o kryzys epidemiczny, a w związku z tym kryzys gospodarczy, którego początki obserwujemy nie tylko w Polsce, ale i na świecie – podważanie działań rządu jest nie tylko niekorzystne, ale nierozumne. Dlatego premier Morawiecki powiedział: „zweryfikujmy poparcie; nie próbujcie odwoływać poszczególnych ministrów, ale próbujcie odwołać cały rząd”.
I wiadomo już, jak to się skończyło – mianowicie kompromitacją totalnej opozycji i tych wszystkich, którzy przy tej okazji próbowali opowiadać nieprawdziwe rzeczy w uzasadnieniu wniosku wotum nieufności dla min. Szumowskiego. Ruch premiera Morawieckiego był zatem bezbłędny, bo pokazał jedność Zjednoczonej Prawicy, jedność polskiego rządu z prezydentem. Unaocznił, że współdziałanie rządu Morawieckiego i prezydenta Dudy przynosi wyniki.
Można tu cytować niemiecką prasę, dane Eurostatu czy Banku Światowego, które mówią jasno, że wbrew temu, co tzw. opozycja mówi, Polska gospodarka jest wciąż jeszcze na etapie rozwoju i jeśli chodzi o wielkość tego wzrostu gospodarczego, to plasujemy się nie tylko w europejskiej czołówce, ale i w światowej. Nie czas zatem na destabilizowanie państwa, ale czas na pracę dla Polski, pracę, którą totalna opozycja, żywiąc się konfliktem, próbuje zakłócić.
Czy Sejm jest miejscem dla grupy politycznych chuliganów…? Jak daleko może sięgnąć dewastowanie debaty publicznej?
Sformułowanie „chuligani polityczni” to określenie bardzo łagodne, bardzo wyrozumiałe wobec poczynań poszczególnych posłów Platformy, którzy stosują kłamstwa i prowokacje. Tylko jest pytanie, na ile można sobie na takie działania pozwolić – zwłaszcza w czasie kryzysu finansowego, gospodarczego. W sytuacji, w jakiej znalazł się świat, trzeba współpracować dla dobra kraju, a nie bez ustanku jątrzyć. W mojej ocenie polskie społeczeństwo ma już wyrobione zdanie i przy następnych wyborach selekcja będzie na tyle silna, że tego typu zachowania posłów: Budki, Kierwińskiego, Jachiry czy Nowackiej, nie znajdą uznania wśród wyborców i takie osoby nie znajdą się w Parlamencie.
To samo dzieje się w Senacie, nad czym bardzo ubolewam. Granica takich poczynań powinna być ustalona. Tu nie można używać modnego ostatnio pojęcia „kultury politycznej”, bo takie zachowania nie mają nic wspólnego z pojęciem ani wolności, ani demokracji, ani kultury.
Z całą pewnością jest to brak dobrego wychowania, brak kultury osobistej i tego nie da się nadrobić miną, dobrze skrojonym garniturem. Jest mi przykro, że mówię to o Izbie Niższej polskiego Parlamentu, w której jako poseł funkcjonowałem przez trzy kadencje, a teraz zasiadam w Izbie Wyższej. Po ludzku jest mi zwyczajnie wstyd. Czegoś takiego jak dzisiaj w wykonaniu totalnej opozycji nie słyszałem nigdy jako burmistrz podczas posiedzeń Rady Miejskiej w Sokołowie Małopolskim, nie słyszałem tego również, zasiadając jako radny powiatu rzeszowskiego.
To pokazuje, że niektórzy wybrańcy Narodu nie dojrzeli do pełnienia tak zaszczytnych, ale także odpowiedzialnych funkcji posła czy senatora RP. Cel jest jeden: sprzedać wykrzywiony obraz Polski i polskich władz na Zachód, bo w Polsce ludzie już na takie numery się nie nabiorą.
Prezydent Duda zaapelował o zakończenie kłótni, tymczasem Rafał Trzaskowski zapowiada, że będzie wypalał to, co zrobił PiS nie tylko w mediach publicznych. Jak zestawić te dwie rzeczywistości?
Prezydent Andrzej Duda jest człowiekiem koncyliacyjnym, jest prezydentem, który chce zgody narodowej, o którą dzisiaj – za sprawą totalnej opozycji – niezwykle trudno. Natomiast przez ostatnich kilka tygodni ze strony Rafała Trzaskowskiego słyszeliśmy szereg różnych zapowiedzi, które mnie osobiście zdumiewają, dlatego że wydawało mi się, iż jest to osoba doświadczona, jeśli chodzi o życie polityczne czy publiczne, a więc odpowiedzialna za swoje czyny i słowa. Ale okazuje się, że myśląc w ten sposób, byłem w błędzie, i jest mi dzisiaj zwyczajnie przykro, że taka osoba ma szanse – o ile oczywiście zebrane zostaną podpisy – ubiegać się o najwyższy urząd w Rzeczypospolitej. Myślę, że nie mamy innego wyjścia, jak tylko zanegować taki styl.
Rafał Trzaskowski ima się różnych metod, sposobów, aby odejść z funkcji prezydenta Warszawy, która go wyraźnie przytłacza i przerasta. Można tu podawać różne przykłady – nie tylko słowa, ale czyny, zachowania, podejście do wypełniania zadań, obowiązków.
Jak ocenić negację właściwie wszystkiego, także inwestycji infrastrukturalnych, ze strony opozycji totalnej?
Tej formacji zależy tylko na odzyskaniu władzy, i to za wszelką cenę. Premier Morawiecki bardzo słusznie w swoim wystąpieniu – zwracając się do opozycji – radził, żeby nauczyła się najważniejszego języka: języka polskich interesów i pilnowania polskich spraw. Tym samym powiedział szczerą prawdę, co wywołało histerię w szeregach Platformy. Najlepszy dowód, że politycy totalnej opozycji nie dbali o polskie interesy, to czas ośmiu lat rządów wraz z PSL-em oraz dwie kadencje Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej .
Jeśli sięgniemy wstecz, to możemy mówić o priorytetowym traktowaniu rosyjskiego Gazpromu, o działaniach na szkodę interesów Polski przy aferze OFE czy prywatyzacji polskich banków, czy też wyprzedaży polskiego majątku – tego doświadczaliśmy. W tej chwili rząd PiS prowadzi zgoła odmienną politykę, nic zatem dziwnego, że pojawia się sprzeciw, bo dajmy na to powstanie Centralnego Portu Komunikacyjnego jest wbrew interesowi Niemiec, wbrew interesowi Lufthansy. Powstanie CPK daje ogromną szansę rozwojową, będzie motorem napędowym dla polskiej gospodarki i dla Polaków. Ze strony opozycji pojawiają się m.in. zarzuty, że CPK powstanie dopiero za siedem lat, ale warto przypomnieć, jak ogromne środki finansowe muszą być zaangażowane w realizację tej inwestycji, w budowę całej infrastruktury – i to niekoniecznie tylko tej lotniskowej, ale także kolejowej i drogowej. Nie mówi się o tym, że setki tysięcy pracowników czy tysięcy firm znajdzie zatrudnienie w procesie budowy, i to w tym trudnym okresie, jeśli chodzi o gospodarkę. Jest to zatem olbrzymia szansa na etapie budowy czy w późniejszym okresie – już funkcjonowania CPK.
Z kolei przekop Mierzei Wiślanej godzi w interesy rosyjskie?
Jeśli chodzi o przekop Mierzei Wiślanej, to umożliwienie dostępu do Bałtyku jest szczególnie Polsce Wschodniej – bo nie chodzi tylko o Elbląg i obszary w sąsiedztwie – niezwykle potrzebne. Oczywiście, zakłóca to interesy Rosji, która kontroluje tę naszą część wód terytorialnych, Rosjanie blokowali też możliwość transportu w jedną czy drugą stronę towarów. Nie ma więc żadnego powodu, żebyśmy dbali o interesy rosyjskie. Dbajmy o interesy polskie. Słowa premiera Morawieckiego były bardzo precyzyjnie uderzające w sedno problemu, dlatego wywołały taką wściekłość po stronie opozycji.

