Z czego wynika tak duża liczba zakażonych koronawirusem wśród górników?
Przede wszystkim ze specyfiki pracy w sektorze wydobywczym. Po pierwsze z bliskości pracy górników, którzy fedrując na dole, pod ziemią, pracują bardzo blisko siebie – w bliskim kontakcie. Po drugie jest to kwestia klimatu, jaki panuje pod ziemią, mianowicie na wszystkich kopalniach przepływ powietrza jest większy niż np. w halach przemysłowych na powierzchni. Jeśli ktoś nie był na dole w kopalni, to – dla zobrazowania – panujące tam warunki są takie, jakby cały czas był powiew wiatru.
I ten wzmożony przepływ powietrza wpływa także na oddychanie tym rotowanym powietrzem. Problemem natomiast jest to, że górnicy pod ziemią cały czas pracują w maseczkach, dlatego służby BHP oraz ratowników mogło zwieść to, że skoro górnicy mają maseczki, to są bezpieczni. Tymczasem może się okazać (oczywiście tego nie wiem, ale przypuszczam), że te maseczki zatrzymują pył, ale nie zatrzymują koronawirusa, przez co ryzyko zakażeń na dole jest wyższe i – jak słyszymy – również liczba zakażonych.
Czy zatem służby odpowiedzialne przespały sprawę?
Być może. Nikogo nie posądzam, ale przypuszczam tylko, że mogło ich zmylić to, że skoro górnicy dla własnego zdrowia pracują w maseczkach, to nic im nie grozi. Tylko że być może są to maseczki przeciwpyłowe, ale nie przeciwbakteryjne czy przeciwwirusowe.
Trzecia sprawa wiąże się ze stosunkowo młodym wiekiem górników, którzy pracują do 45., czasami do 49. roku życia, a więc są to generalnie młodzi, silni mężczyźni, którzy z uwagi na kondycję mogą przeżywać koronawirusa w sposób bezobjawowy bądź skąpo objawowy – tak jak słabą grypę. To są twarde chłopy, ludzie, którzy specjalnie nie rozczulają się nad sobą, często też nikomu się nie zwierzają z osłabienia, kataru, czy nawet z nieznacznie podwyższonej temperatury. I być może to, że nie zgłosili w porę tych dolegliwości i przebywali z innymi chociażby w pracy, wpłynęło na transmisję i wzrost zakażeń.
Jak skomentuje Pan słowa Rafała Trzaskowskiego, który zarzucił rządowi, że nie zrobił odpowiednio wcześniej nic w sprawie zabezpieczenia kopalń i górników?
Trudno brać na poważnie i ustosunkowywać się do słów człowieka, który opowiada się za legalizacją aborcji, dlatego odniosę się może tylko do tematu, a nie osoby. Służby BHP na kopalni są bardzo dobrze rozbudowane i żeby tak było, dbają zarówno dyrekcje, jak i związki zawodowe. Ale jeśli ktokolwiek zaspał, to są to – moim zdaniem – właśnie służby BHP, a nie rząd. Nie mówię tego po to, aby kogokolwiek oskarżać czy zwalniać z pracy, bo tak naprawdę nikt na świecie nie był gotowy na pandemię koronawirusa, która pojawiła się pierwszy raz i trzeba zrobić wszystko, aby wyciągać wnioski z tej bolesnej lekcji.
I tak jak wspomniałem, służby BHP wiedzą, że górnicy chodzą w maskach, że są zabezpieczeni, ale być może maski, które mają, zabezpieczają ich tylko przed pyłem węglowym, ale nie są wystarczającym zabezpieczeniem przed wirusem. To mogło spowodować, że górnicy zarażali się między sobą w sposób nieświadomy. Nie jest to zatem niczyja wina. Dlatego jeśli mógłbym coś zasugerować, to żeby służby BHP zwróciły na to uwagę.
Natomiast rząd nie jest po to, żeby pouczać inżyniera górniczego, specjalistę BHP, co ma robić w kopalni. To byłby absurd. Jeśli pójdziemy tą ścieżką, to za chwilę ktoś wymyśli, żeby rząd zarządzał np. wytwórniami papieru.
Zwrócił Pan wcześniej uwagę na ważną kwestię: że nie wiemy, jak koronawirus żyje w kopalni…
Owszem, mówi się o tym, że koronawirus może przeżyć tyle i tyle w określonych warunkach na przedmiotach itd., ale nikt nie prowadził badań w kopalniach. Tymczasem jest to specyficzne środowisko, gdzie panuje stosunkowo wysoka temperatura – przynajmniej w niektórych miejscach, jest też duża wilgotność. Nie wiadomo też, jak COVID-19 reaguje z butwiejącym drewnem, ale zbadanie tego czy sprawdzenie jest zadaniem dla lekarzy i służb BHP.
Może zatem pomysł na czasowe wstrzymanie wydobycia to także okazja, żeby się przyjrzeć temu problemowi bliżej?
Tak. Myślę, że te trzy tygodnie będą okazją, aby sprawdzić, czy i ewentualnie w jakich miejscach pod ziemią zatrzymał się koronawirus. Nie można przecież wykluczyć, że zgodnie z posiadaną wiedzą powinien zginąć, ale w warunkach kopalnianych się rozwija czy potrafi przetrwać dłużej, niż można by przypuszczać, ale to trzeba zbadać.
Od piątku 12 czerwca do 3 lipca zostanie wstrzymane wydobycie węgla w 10 kopalniach Polskiej Grupy Górniczej oraz Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Ale to nie znaczy, że kopalnie zupełnie staną?
Kopalnia nigdy nie może stanąć, to jest niemożliwe. To jest żywy organizm, górotwór pracuje, to są setki milionów ton nacisku i utrzymanie ruchu musi trwać. W innym wypadku po trzech tygodniach przerwy – całkowitego zastoju na dole, nie byłoby, do czego wracać. Nawet ograniczony ruch w kopalni oznacza, że cały czas pracują służby patrolowe, które kontrolują m.in. przepływ powietrza. Oczywiście, również przodki i ściany – jeśli trzeba natychmiast ruszyć i – mówiąc po górniczemu – zrobić cięcie, to zbiera się zespół cztero- czy pięcioosobowy – w zależności od stosowanej technologii – i wykonuje niezbędne prace.
Górnicy za czas postoju otrzymają tzw. ochronne, czyli sto procent wynagrodzenia, ale chcieliby też, aby premier przejął nadzór nad górnictwem…
Z mojego punktu widzenia świadczy to tylko o zaufaniu górników do premiera Mateusza Morawieckiego – po prostu. W końcu nikt nie powierza swojego bytu człowiekowi, do którego nie ma zaufania.
Na czym – według górników – powinien polegać program transformacji sektora górniczego, energetycznego?
Problem transformacji sektora górniczego, energetycznego polega na tym, że Polska w pewnym okresie przyjęła zbyt dosłownie i bezkrytycznie europejskie, ale także światowe pomysły czy wizję dotyczącą górnictwa. Twarde rozwiązania, niekorzystne dla naszego kraju, podpisała poprzednia ekipa Platformy i PSL, tyle że dla Unii Europejskiej nie ma znaczenia, jaki to był rząd, ale że to Polska złożyła taką czy inną deklarację. Dlatego uważam, że obecny polski rząd, rząd Zjednoczonej Prawicy czeka niełatwa walka z Brukselą na temat środowiska naturalnego i węgla.
Czy i jak górnicy mogą wesprzeć polski rząd?
Oczywiście, że mogą, i to nie tylko górnicy, ale też energetycy, bo nie jest to tylko sprawa górników. To jest sprawa nas – wszystkich Polaków. Zostaliśmy obdarzeni przez Pana Boga dobrem natury, jakim są węgiel kamienny oraz brunatny, i zamiast pracować nad tym, jak usprawnić to, żeby spalanie tego węgla było bardzie wydajne, żeby węgiel dawał więcej energii i ciepła, to zieloni szaleńcy pracują nad tym, jak zamknąć kopalnie.
Przypomnę tylko, że możliwości węgla kamiennego wykorzystujemy tylko w 48-procentach. To pokazuje, jakie mamy jeszcze rezerwy i jaką skalę do wykorzystania, i to w warunkach ekologicznych. Nie możemy zapominać, że węgiel to z jednej strony nasze dobro, bogactwo, ale z innej strony – może najważniejszej – to także nasze bezpieczeństwo energetyczne.
Dzisiaj na świecie bezpieczeństwo energetyczne oznacza bezpieczeństwo kraju, a zatem coś więcej. Mamy paliwo, a na siłę chcemy się pozbyć tego paliwa i na siłę chcemy polską gospodarkę uzależnić od paliwa z zagranicy. Nie ma znaczenia, czy jest to Ameryka, Rosja czy Norwegia, bo zawsze państwo, jeśli będzie miało problem u siebie, to ograniczy wydobycie dla innego, po to żeby w pierwszym rzędzie zabezpieczyć swoje potrzeby. To jest rzecz normalna, logiczna i do nikogo nie można mieć o to pretensji. Mając to wszystko na uwadze, musimy ciężko pracować – szkoda, że nie ma już wśród nas takiego człowieka jak prof. Szyszko, który by mocno stał na stanowisku, że trzeba pracować nad ekologicznymi sposobami wykorzystania węgla i że z węgla nie wolno nam zrezygnować.
Politycy obecnej partii rządzącej mówią jasno, że Polska od węgla nie odejdzie…
Dobrze, ci politycy mówią, że Polska nie odejdzie od węgla, ale dodają, że będzie schodzić – i powtarzam to z żalem. Pytam, co z resztkami zasobów, które pozostaną w kopalniach. Co z ogromem tego bogactwa naturalnego, które posiadamy? I odpowiadam: takim działaniem zniszczymy je bezpowrotnie. Dlatego namawiam rządzących i brać górniczą – pracujcie nad programem tak, aby kopalnia była zamykana wtedy, kiedy zostaną w niej wykorzystane wszystkie złoża. I tak Polacy mają negocjować – nie tylko związkowcy, nie tylko górnicy czy energetycy, ale my wszyscy, bo to jest dobro nas wszystkich, to jest nasze polskie zabezpieczenie z jednej strony finansowe, a z drugiej – nasze bezpieczeństwo energetyczne i, szerzej, bezpieczeństwo naszego kraju. Te negocjacje powinny odbywać się zarówno tu, w kraju, jak i na forum Unii Europejskiej.

