Jakie są argumenty za wprowadzeniem „Karty rodziny”? Do czego zobowiązał się prezydent Andrzej Duda?
– Argumentów jest cały szereg, ale dla mnie najważniejsza jest kwestia obrony rodziny. Argumenty – nazwijmy to defensywne, ale chodzi o obronę naszych dzieci przed demoralizacją, przed obniżaniem rangi rodziny przez zrównywanie jej z różnymi dziwacznymi związkami osób tej samej płci albo innych, których nawet najgorsza świadomość nie jest w stanie pojąć. To ma na celu obniżenie rangi rodziny, ale też całego społeczeństwa, bo społeczeństwo, Naród jest rodziną wszystkich rodzin.
Doszliśmy do takiego stanu, że w kraju katolickim trzeba bronić instytucji małżeństwa i rodziny?
– Niestety tak. Polacy jeżdżą po świecie, bywają za oceanem, w Stanach Zjednoczonych, a jeszcze częściej bywają na zachodzie Europy i mogą obserwować, w jaki sposób są szykanowane rodziny w ujęciu chrześcijańskiego systemu wartości czy rodziny w rozumieniu art. 18 Konstytucji RP. Mam na myśli rodziny oparte na instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, tylko te rodziny mają prawo do adopcji dzieci, małżeństwa, które są ostoją i trwałością społecznego oraz moralnego ładu świata. Natomiast na zachodzie Europy powstają byty polityczne, które na swoją agendę wprowadzają chociażby kwestie pedofilii, która w Polsce jest jeszcze traktowana jako brutalne przestępstwo, ale na zachodzie jest już inaczej.
Rewolucja obyczajowa, która zbiera żniwo w Europie i świecie, zagląda do Polski. Jak się przed tą falą uchronić, co w tej materii mogą zrobić politycy?
– Najważniejsza rzecz w tej chwili to nie pozwolić na przekroczenie pierwszej granicy, bo jeśli stracimy pierwszy przyczółek, to my już tego procesu degradacji i deprawacji nie zatrzymamy.
Co jest tą pierwszą granicą?
– Tą pierwszą granicą jest wprowadzenie do polskiego porządku prawnego instytucji związku partnerskiego. Kiedy ten związek partnerski się pojawi, to momentalnie w ślad za tym na agendzie pojawi się kwestia przywilejów podatkowych, kwestia dziedziczenia, przywilejów medycznych, a później, kiedy będzie to wyglądało prawie identycznie jak małżeństwo, a więc związek kobiety i mężczyzny, to będą próby zrównania związków jednopłciowych pod względem prawnym, instytucjonalnym z małżeństwem kobiety i mężczyzny.
Jeśli w porę tego nie zastopujemy, to później tej lawiny nie zatrzymamy i jako konsekwencja pojawi się kwestia adopcji, a to wszystko w tzw. międzyczasie będzie okraszane terrorem poprawności politycznej, czyli brutalnym zamykaniem do więzienia, tłamszeniem wolności słowa i wyrażania opinii przez te osoby, które tak jak ja mają inne podejście i ocenę zjawiska – nawet nie tyle pod względem prawnym, co moralnym. Chrześcijanie będą mieli po prostu kneblowane usta i to w sposób brutalny, na wzór państwa totalitarnego, co przeżywaliśmy już w okresie komunizmu. Takie są zagrożenia.
Dociskani do muru politycy Platformy czy Lewicy nie wyrażają jednak wprost takich zamiarów – przynajmniej w okresie kampanii prezydenckiej.
– Paradoksalnie Lewica jest bardziej szczera – przynajmniej w Boże Ciało można to było zaobserwować w mediach społecznościowych. Politycy Lewicy uważają, że rewolucja genderowa, rewolucja LGBT jak najbardziej powinna następować, dlatego interesuje ich zniszczenie instytucji małżeństwa i rodziny.
Natomiast politycy Platformy z Rafałem Trzaskowskim w tej chwili się krygują, ale jest to tylko i wyłącznie kwestia taktyki. Wystarczyło w mediach społecznościowych obserwować zastępcę Rafała Trzaskowskiego na fotelu prezydenta Warszawy, Pawła Rabieja, który nawoływał chociażby do tego, aby w Boże Ciało pod Pałacem Prezydenckim nie organizować demonstracji LGBT. Ale proszę się nie łudzić – to jest tylko taktyka. I ci państwo mają tego świadomość, chociażby na podstawie badań socjologicznych, które cyklicznie co roku są przeprowadzane, gdzie Polacy są pytani o ich stosunek do związków partnerskich, małżeństw homoseksualnych, adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Z tych badań wynika, że Polacy w przytłaczającej większości są przeciwni. Stąd też taktyka na wybory prezydenckie, gdzie nie decydują tylko mieszkańcy wielkich miast, tak jak to miało miejsce w Warszawie, gdzie Rafał Trzaskowski wziął na swoją agendę również kartę LGBT, a więc tę natarczywą demoralizującą ideologię.
Przypomnę, że częścią karty LGBT są wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), które zakładają m.in. naukę masturbacji dzieci w wieku 4-9 lat. Jest to coś, co godzi we wszystkie standardy wynikające nie tylko z Konstytucji RP, mówiącej o tym, że to rodzice odpowiadają za proces wychowawczy, godzi też w traktaty międzynarodowe, które gwarantują rodzicom wpływ na wychowanie ich dzieci. A zatem jest to też kwestia ochrony praw nabytych, czyli wpływu na wychowanie swoich dzieci, który rodzice w tej chwili mają, a których mają zostać pozbawieni. Agresywna ideologia lewacka ma wpływać na wychowanie dzieci, a tym samym na ich demoralizację. Jest to zatem kwestia tworzenia janczarów – przyszłych wyborców zdemoralizowanych pod wpływem tego typu bodźców, które miałyby zaistnieć w sferze publicznej.
Czym było „tęczowe disco” urządzone w uroczystość Bożego Ciała przez młodych ludzi pod Pałacem Prezydenckim?
– Rzeczą, która z całą pewnością godzi w nasze poczucie godności – mówię tu o społeczności katolickiej, bo uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest jednym z najważniejszych wydarzeń w roku liturgicznym i w ogóle w polskiej tradycji. Co ciekawe, nawet publicyści liberalni podkreślają, że jest to demonstracja siły i wiary katolików. I w tym właśnie dniu środowiska skrajnie lewicowe zaczadzone ideologią LGBT urządzają sobie hucpę i happening, co się zwyczajnie po ludzku nie godzi. Myślę, że uczestnicy tego „tęczowego disco” swoim, pożal się Boże, przedstawieniem pokazali, jak mocne jest całe to środowisko, których przedstawicieli można było policzyć na palcach obu dłoni. To ludzie, którzy mają problem przede wszystkim ze sobą. Osobiście jest mi ich żal, ale tak jak wspomniałem, jest to problem, z którym trzeba sobie poradzić.
Jak powinniśmy odpowiadać na tego typu prowokacje?
– Przede wszystkim stanowczo, nie powinniśmy się w żaden sposób wahać, bo jest to kwestia naszej wolności, to jest kwestia przyszłości naszych dzieci, tego, w jaki sposób będą wychowywane. Czy nasze dzieci będą wychowywane tak, jak tego chcemy, tak, jak wpoili to nam nasi rodzice, a im nasi dziadkowie, czy też pozwolimy, aby nasze dzieci były demoralizowane, począwszy od przedszkola czy nawet od żłobka.
Jest pytanie, czy chcemy, aby instytucja małżeństwa była degradowana i zrównywana z jakimś cudacznym związkiem, i czy chcemy, aby zachodni świat wartości poszedł na zmarnowanie. Jak poważne i jak realne jest to zagrożenie, widać chociażby po tym, co się dzieje w krajach zachodniej Europy. My na razie jesteśmy w sytuacji dosyć komfortowej i chciałbym, aby tak zostało, dopóki ten trend się nie odwróci. A odwróci się na pewno, na pewno nastąpi otrzeźwienie, czego symptomy widać chociażby we Francji czy we Włoszech. I musi nastąpić taka reakcja społeczna na terror poprawności politycznej, który jest najbardziej dotkliwy.
Lewica rzadko o tym mówi, za to często do tego terroru wraca, chociażby poprzez słynne ustawy dotyczące mowy nienawiści, gdzie chce kneblować, wsadzać do więzień tych, którzy mają inne zdanie. Na przykład w kwestii ukazywania, czym jest aborcja – projekt Lewicy zakładał kary bezwzględnego więzienia za pokazywanie, że aborcja jest zabójstwem dziecka poczętego, a jeszcze nienarodzonego. To jest prawdziwa twarz Lewicy, gdzie usta są pełne frazesów o wolności i swobodzie.
Czym jest wspomniany przez Pana projekt dotyczący penalizacji wszystkich zachowań homofobicznych?
– To jest projekt firmowany przez nie do końca określoną grupę organizacji pozarządowych wspierany przez potężne środowiska i lobby homoseksualne na zachodzie, projekt, który został złożony w ubiegłej kadencji Sejmu przez Klub Nowoczesnej – był nawet drukiem sejmowym i po pierwszym czytaniu trafił tam, gdzie powinien – do kosza. Natomiast fakt faktem został złożony i Lewica cały czas to podnosi. Natomiast największe „sukcesy”, jeśli chodzi o rewolucję obyczajową, paradoksalnie nie są po stronie postkomunistycznej Lewicy, ale po stronie Platformy i jej skrajnych akolitów, takich jak Nowoczesna. To oni składają tego typu projekty, to oni przyjmowali konwencję stambulską, którą powinniśmy wypowiedzieć i tutaj mój postulat do właściwego adresata – Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
To jest konwencja, która wprowadza do polskiego porządku prawnego pojęcie płci społecznej, czyli tzw. gender. I z tego trzeba jak najszybciej wyjść, bo to jest jedyny element w polskim porządku prawnym, który jest furtką do dalszych działań związanych z rewolucją obyczajową. Natomiast o wiele groźniejsza od konwencji stambulskiej jest kwestia wprowadzenia związków partnerskich, co tak naprawdę jest otwarciem szeroko bram dla barbarzyńców, którzy są gotowi zniszczyć naszą cywilizację.

