Jaką rolę w kampanii prezydenckiej odgrywa Donald Tusk, który sam wprawdzie nie stanął w szranki z prezydentem Andrzejem Dudą, ale staje się kimś w rodzaju szarej eminencji. Próbuje o sobie przypomnieć, np. atakując prezydenta Dudę i obóz władzy na Twitterze.
– Donald Tusk nie odgrywa żadnej roli zarówno w kampanii wyborczej, jak i w ogóle w polskiej polityce. Oczywiście ma wciąż ambicje, aby zaistnieć stąd próby powrotu, zaczepki, bardzo niefortunne wypowiedzi, komentarze w mediach społecznościowych. Wolno mu wyrażać swoje poglądy – nawet te niedorzeczne – komentować wydarzenia na scenie politycznej, co tylko świadczy, że demokracja w Polsce ma się dobrze. Tusk, zdobywając się na takie komentarze, robi to na swoją odpowiedzialność i tak naprawdę nikogo to już nie dziwi, a co najwyżej śmieszy.
Dlaczego Donald Tusk sam nie podjął rękawicy, tylko uciekł do Brukseli i dzisiaj próbuje podszczypywać politycznych przeciwników?
– Przypomnę, że w 2005 roku podjął próbę walki o najwyższy urząd w Polsce i wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Myślę, że on też ma to wciąż w pamięci. Sądzę, że ma obawy, że ta ówczesna sromotna klęska w walce z Lechem Kaczyńskim, dzisiaj powtórzyłaby się w konfrontacji z prezydentem Andrzejem Dudą. Poniósłby porażkę i dlatego nie zdecydował się wystartować w wyborach prezydenckich.
Tę konfrontację i klęskę w walce z Lechem Kaczyńskim przypomniał Donaldowi Tuskowi prezydent Andrzej Duda…
– Ta riposta była bardzo celna. Tusk owszem chce odgrywać w polityce istotną rolę, ale to, co potrafi to tylko prowokować swoimi uwagami na Twitterze. A co zrobił dla Polski jako premier, każdy racjonalnie myślący Polak wie dokładnie.
Przypomnijmy, do kogo – zamiast do obywateli – szły miliardy złotych za czasów rządów Platformy i PSL.
Co stało się z tymi pieniędzmi, które szeroką ławą zamiast do budżetu państwa wypływały do oszustów, mafii paliwowych i VAT-owskich. Te pieniądze – grube miliardy złotych – zostały zmarnowane, zdefraudowane, bo tak należy to nazwać. Taśmy od „Sowy i Przyjaciół”, których treść zna cała Polska, wiele mówią w tym temacie, i wiele wyjaśniają. Nic zatem dziwnego, że mamy niebywałą agresję Platformy – od początku objęcia rządów przez Prawo i Sprawiedliwość, ale także w trakcie kampanii prezydenckiej, w obawie przed ujawnieniem skutków ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL. Przykłady na to, jak zmarnowano pieniądze, chociażby w przypadku OFE, można mnożyć. Jeśli do tego dodamy podniesienie wieku emerytalnego Polek i Polaków, co miało ratować katastrofalny stan finansów publicznych, a wpływy do budżetu za rządów Platformy po prostu malały.
Czy to tylko nieudolność i przypadkowe działanie, czy może działanie z premedytacją?
Jeśli byłaby to nieudolność i przypadek, to nic nie usprawiedliwi działania rządów koalicji PO – PSL. Natomiast, jak wiemy, podejrzenia idą w innym kierunku. Jeśli uzmysłowimy sobie informacje o „karuzelach” podatkowych czy wręcz działaniach mafijnych jeśli chodzi o podatki, to obraz tamtych rządów wygląda bardzo źle. Także obecne działania Platformy pokazują, do czego zdolna jest ta formacja. Przykładem jest straszenie Polaków dużą ilością zachorowań na koronawirusa, pamiętamy „zabójcze koperty”, co – w ocenie opozycji totalnej – uniemożliwiało przeprowadzenie wyborów prezydenckich 10 maja w Polsce, a teraz widzimy, jaki był prawdziwy powód – z całą pewnością nie była to obawa o zdrowie i życie Polaków, ale troska o własny interes i podmianę kandydata.
W tej chwili nastąpił szczyt zachorowań, o czym już kilka miesięcy temu informował minister Łukasz Szumowski, ale Koalicja Obywatelska ma to za nic, co więcej, uważa, że nic się nie dzieje, że można organizować otwarte wiece wyborcze. I jakoś nikt dzisiaj nie mówi o zagrożeniu, jakie niesie za sobą udział w takich zgromadzeniach i to bez maseczek, co można obserwować w przekazach telewizyjnych.
Gdy chodzi o reformę emerytalną w wykonaniu PO – PSL to prezydent Duda, nazywając rzeczy po imieniu, stwierdził, że Donald Tusk jako osoba, która okłamała Polaków, powinien całkowicie zniknąć ze sceny politycznej. Jednak chyba trudno liczyć na taką refleksję?
– Na próżno liczyć na refleksję tych ludzi, tym bardziej na przyznanie się do błędu. Wiemy też, że Donald Tusk razem z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem doprowadzili do wydłużenie wieku emerytalnego Polkom i Polakom. Pamiętam uzasadnienie ówczesnego ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, który z trybuny sejmowej mówił np., że w przypadku wydłużenia wieku emerytalnego kobiet, to same Polski tego chcą i że będą się czuć szczęśliwsze i zdrowsze. Przytaczam to, przepraszam za wyrażenie – idiotyczne uzasadnienie, bo innego uzasadnienia tego draństwa zwyczajnie nie było. Po tym, co Tusk z Kosiniakiem-Kamyszem zrobili, bo w przypadku kobiet pracujących na roli było to wydłużenie okresu pracy o 12 lat.
Przyglądał się Pan rządom Donalda Tuska, a następnie jako europoseł jego karierze w Brukseli. Jakie są Pana refleksje?
– Kiedyś jako poseł na Sejm RP, z trybuny sejmowej zadawałem konkretne pytania premierowi Tuskowi. Dotyczyły one stanu finansów publicznych i konkretnych kwestii, jeśli chodzi o dochody czy wydatki państwa. Jako poseł do Parlamentu Europejskiego miałem okazję zadać te pytania Tuskowi, który jako ówczesny szef Rady Europejskiej przybył na posiedzenie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Również wtedy Tusk pominął zupełnie te moje pytania, przykrywając je milczeniem.
Dlaczego nie odpowiedział, jak Pan sądzi...?
– Myślę, że był świadomy, że w Brukseli kłamstwo nie przeszłoby mu tak łatwo i bezkarnie, bo na sali byli obecni parlamentarzyści z 28 krajów Unii Europejskiej. Nie chciał się kompromitować. Muszę stwierdzić, że Donald Tusk był jednym z najgorszych premierów Polski w ostatnim trzydziestoleciu. Jeśli zaś chodzi o funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, najlepiej ocenili go ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker czy poszczególni premierzy państw członkowskich wskazując, że był to najgorszy przewodniczący. Nie jest, to zatem tylko moja ocena, ale ocena ludzi, którzy z Tuskiem blisko współpracowali w Brukseli.
Prezydent Andrzej Duda w swojej kampanii szczególnie podkreśla rolę polskiej rodziny, za co jest atakowany przez środowiska LGBT, ale także ze strony Zachodu. Dlaczego?
– To jest zaskakujące, jak wielu sympatyków Rafała Trzaskowskiego na swoich koszulkach czy transparentach ma wypisane słowo Konstytucja, tylko że jest to puste hasło w wydaniu tych środowisk. Powiem więcej, to jest profanacja Konstytucji RP, którą te środowiska mają często na ustach. Konstytucja jasno określa pojęcie rodziny, czym jest rodzina, że jest to związek kobiety i mężczyzny, jaką rangę ma rodzina, natomiast te środowiska nie chcą o tym pamiętać, traktując Ustawę Zasadniczą wybiórczo, często wyłuskując fragmenty z kontekstu, bądź wprost zakłamując przepisy.
Świadkami tej ideologicznej wojny jesteśmy nie tylko w Polsce, ale w całej Europie i na świecie. Tymczasem nasza Konstytucja gwarantuje obywatelom stabilne, normalne życie, a taką stabilizację, normalność i poczucie bezpieczeństwa daje człowiekowi – i to od najmłodszych lat – rodzina, matka i ojciec. Niestety, z tą oczywistą wartością, komórką państwa i Narodu, jaką jest rodzina, próbuje się walczyć, zdyskredytować ją i zniszczyć. Stąd też bierze się atak na prezydenta Andrzeja Dudę, który tych wartości przestrzega, docenia, stając się ich strażnikiem.
Nic zatem dziwnego, że „Karta rodziny” podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę wywołała taką furię i ataki motywowane ideologicznie. Ale my jako Prawo i Sprawiedliwość z drogi obrony polskiej rodziny, od naszego programu prorodzinnego nie odstąpimy. Ten program był, jest i będzie nakierowany na prawa rodziny, na zapewnienie poczucia bezpieczeństwa polskiej rodzinie. Opozycja totalna, siły liberalno-lewicowe, propagandyści nie są w stanie tego zaakceptować, dlatego nie mogąc się z tym pogodzić, przeprowadzają ataki.
Dziękuję za rozmowę.

