logo
logo

Zdjęcie: arch. Radio Maryja/ Nasz Dziennik

44. rocznica robotniczych protestów Czerwca ’76

Czwartek, 25 czerwca 2020 (07:57)

Aktualizacja: Czwartek, 25 czerwca 2020 (09:30)

44 lata temu do największych wystąpień robotniczych doszło w Radomiu, Ursusie i Płocku. W całym kraju aresztowano ok. 2,5 tys. osób.

25 czerwca 1976 r., w wielu zakładach pracy organizowano strajki w związku z ogłoszoną przez rząd podwyżką cen.  Protesty brutalnie stłumiły milicja i SB.

Dzień wcześniej, 24 czerwca 1976 r., w transmitowanym przez radio i telewizję wystąpieniu sejmowym premier Piotr Jaroszewicz przedstawił informację na temat planowanej podwyżki cen detalicznych, która miała wejść w życie 28 czerwca.

25 czerwca wybuchły strajki w wielu przedsiębiorstwach. Rano ogłoszono je co najmniej w 54 dużych zakładach przemysłowych, a w ciągu całego dnia strajkowało łącznie około 60 tys. osób z 97 zakładów w 24 województwach.

Na ulicach Radomia, Ursusa i Płocka odbyły się pochody i manifestacje, które zakończyły starcia z milicją. W Radomiu doszło do dramatycznych walk ulicznych. Zginęły dwie osoby – Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki, przygniecieni przyczepą ciągnikową wypełnioną betonowymi płytami, którą próbowali zepchnąć w kierunku milicjantów. W Ursusie, a także w Płocku wieczorem interweniowały siły ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej). Manifestacje praktycznie dobiegały końca, bo władze ogłosiły, że wycofują się z podwyżek.

Kapłani dołączali się do protestujących, m.in. ks. Roman Kotlarz z Radomia, który  stojąc na schodach kościoła św. Trójcy, udzielał błogosławieństwa. Ksiądz Kotlarz przez kilka następnych tygodni podczas niedzielnych Mszy św. w swojej parafii modlił się w intencji pobitych, aresztowanych, usuniętych z pracy. W swoich kazaniach domagał się szacunku dla człowieka i poszanowania sprawiedliwości. Władze wzywały go na przesłuchania, które prowadzili funkcjonariusze SB. Zmuszano go, aby przechodził przez milicyjne „ścieżki zdrowia”, podczas których stojący w szeregu funkcjonariusze bili ofiarę.
Zmarł 18 sierpnia w wyniku obrażeń odniesionych podczas pobicia.

W Zakładach Mechanicznych „Ursus” od rana strajkowała niemal cała załoga. Pracownicy udali się pod gmach dyrekcji. Gdy – podobnie jak w Radomiu – usłyszeli tam jedynie wezwanie do powrotu do pracy, spontanicznie wyszli na przebiegające nieopodal tory kolejowe i zablokowali trasy Warszawa-Kraków i Warszawa-Poznań, zatrzymując wszystkie pociągi. Demonstranci, siedząc przez cały dzień na torach, tworzyli żywą zaporę.

Po południu podjęto próbę przecięcia szyn palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało, rozkręcono je i zmuszono maszynistę lokomotywy do zjechania z torów. Około godz. 21.20 oddziały ZOMO obrzuciły pozostałych na torach nielicznych manifestantów petardami, użyły gazów łzawiących, a następnie brutalnie zaatakowały. Byli ranni.

Wprawdzie w porównaniu z Grudniem 1970 r., gdy – według oficjalnych danych – na Wybrzeżu zginęło ponad 40 osób, do robotników już nie strzelano, ale protesty spacyfikowano bardzo brutalnie. Dramatyczne opisy wielokrotnego bicia i znieważania przy każdej okazji można przeczytać w dziesiątkach relacji i usłyszeć z ust wielu świadków.

Zatrzymywani w Radomiu, Ursusie i Płocku stawali przed kolegiami i sądami. Z Radomia zapamiętano także osławione „ścieżki zdrowia” – szpalery zomowców bijących przepuszczanych pomiędzy nimi manifestantów. W Ursusie w dwóch procesach skazano siedem osób na kary od 5 do 3 lat więzienia. Wielu ludzi zwolniono z pracy. Władze jeszcze wieczorem 25 czerwca wycofały się z forsowanego projektu podwyżki cen, co zapobiegło eskalacji konfliktu, ale także zmianom w kierownictwie partii i rządu. Premier Jaroszewicz – w odczuciu społecznym główny odpowiedzialny za niefortunną podwyżkę cen, zgłosił I sekretarzowi KC PZPR Edwardowi Gierkowi swą rezygnację.

Dymisja nie została jednak przyjęta. Skutkiem tego, skoro nie było nowego kierownictwa, nie zweryfikowano też oceny wystąpień robotniczych. W wielu miastach na żądanie Gierka władze partyjne zorganizowały wiece poparcia dla partii i jej polityki. Na masówkach publicznie piętnowano „warchołów” z Radomia i Ursusa.

AB, PAP

NaszDziennik.pl