Dlaczego tak ważne jest, by kandydat prawicy, czyli Andrzej Duda, uzyskał jak najlepszy wynik w pierwszej turze wyborów i przede wszystkim ją wygrał? Jak na to pracuje Zjednoczona Prawica?
– Mobilizacja jest zawsze niezwykle istotna, zwłaszcza że wynik pierwszej tury może warunkować wynik drugiej tury. Jeśli oczywiście nie wygramy. Mamy tego świadomość, że ten wynik wpłynie także na nastroje społeczne w drugiej turze. Dlatego bardzo mocno motywujemy, namawiamy osoby, które popierają Andrzeja Dudę, bo wiemy, że ta druga strona też jest bardzo mocno zmobilizowana. Mamy tak naprawdę pojedynek Polski plus z Polską LGBT+. Polskę, która troszczy się o ludzi i wprowadza różnego rodzaju programy społeczne, kontra Polska, w której rząd ma być tylko nocnym stróżem, ma się nie wtrącać w procesy społeczne, ekonomiczne.
Pamiętajmy, że ostatecznie decyduje się teraz, czy polityka jest jeszcze polityką czy postpolityką. Czy decydujące są programy wyborcze i to, co rzeczywiście kandydaci mają do zaoferowania, czy tylko wizerunek, a także to, czy w ogóle wiarygodność ma znaczenie. Z jednej strony mamy bowiem prezydenta Andrzeja Dudę, który wykonał swoją misję i wypełnił zobowiązania, a z drugiej Rafała Trzaskowskiego, który nie spełnił swoich obietnic wyborczych, co do których wskazał zresztą konkretny termin. I to są te kluczowe punkty, które będą decydowały o tym, jaka Polska będzie po tych wyborach.
Po stronie opozycji jest bardzo wielu podobnych kandydatów, więc ich siła głosu jest rozdrobniona. Jak zachęcać zatem, żeby już w pierwszej turze oddać głos na tego właściwego kandydata, a nie na kogoś kto nie ma szans?
– To prawda, dlatego tak ważne jest, by już w pierwszej turze wybrać właściwie. Wzbudzają bowiem zdziwienie deklaracje niektórych polityków Konfederacji, którzy zapowiadają, że w drugiej turze poprą Trzaskowskiego. Co po pierwsze jest zaskakujące, bo obecny prezydent Warszawy nie przedstawił żadnego programu, a po drugie, nawet jeśli w końcu go poznamy, to wiadomo, że hasła, które głoszą politycy Konfederacji, nijak się mają do haseł, które wygłaszał Rafał Trzaskowski, np. kwestia tzw. małżeństw homoseksualnych.
Jednak wiadomo, że w drugiej turze dojdzie do porozumienia wszystkich za kandydatem liberalnym i kandydat prawicowy może mieć duży problem z wygraniem.
– Zdecydowanie, wynika to z tego, że po tamtej stronie większość kandydatów wywodzi się właściwie z tego samego rdzenia. Zarówno Władysław Kosinak-Kamysz, jak i Rafał Trzaskowski są reprezentowani w Europejskiej Partii Ludowej. Ich szefem jest przecież Donald Tusk, a wiceprzewodniczącym Rafał Trzaskowski. Czyli na tym europejskim podwórku Rafał Trzaskowski jest szefem Władysława Kosiniaka-Kamysza. Z kolei Robert Biedroń reprezentuje Lewicę, która startowała pod jednym szyldem Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego. Ich nie tyle różnią programy, tylko czy ktoś jest za czy przeciw prezydentowi Dudzie.
Ta bezideowość nie służy jednak sprawom Polski.
– Z pewnością nie, szczególnie że jesteśmy w trakcie pandemii. Widzimy, jak szybko polski rząd i parlament zareagował na ten kryzys, chociażby poprzez wprowadzenie wielu edycji „Tarczy antykryzysowej”. Według danych dzięki temu zachowano 5 mln miejsc pracy i to jest właśnie czas, w którym mamy nakręcać swoją gospodarkę przez inwestycje. Potrzebna jest zatem współpraca rządu, parlamentu i prezydenta, a doskonale wiemy, że gdyby ktoś z tego obozu anty-PiS został głową państwa, to nie będzie o tym mowy.
Jak zachęcić Polaków, żeby poszli to urn?
– Trzeba przekonywać, że każdy głos ma znaczenie. Jeśli każdy by pomyślał, że jest inaczej, i nie poszedł zagłosować, to możemy się obudzić w innej rzeczywistości po wyborach.

