logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Berlin chce wpływać na sytuację w Polsce

Niedziela, 5 lipca 2020 (08:04)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Kampania prezydencka robi się coraz bardziej brudna, mam na myśli zachowanie m.in. posła Sławomira Nitrasa, który słynie z nonszalanckich zachowań w Sejmie, a ostatnio zaatakował posła Sebastiana Kaletę. O czym to świadczy?

– To nie jest przypadek, ale świadome działanie, przemyślana strategia sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego, która ma narzucić określony styl kampanii, także styl zachowania wyborców – zwolenników Platformy. Zatem chodzi tu o bardzo agresywne pobudzenie elektoratu, bardzo negatywne w stosunku do urzędującego prezydenta. Ta mobilizacja poprzez agresję odbywa się w sposób bardzo prymitywny, co świadczy o braku kultury osobistej ludzi, którzy to robią i nie lepiej o adresatach tego przekazu. Poseł Nitras – znany ze swoich agresywnych zachowań – zapewne nie postąpiłby w taki sposób wobec posła Kalety, gdyby nie było odgórnego przyzwolenia ze strony tych, którzy kreują kampanię prezydencką Rafała Trzaskowskiego.

Niemiecka prasa zapowiadała, że wymiana Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Rafała Trzaskowskiego zmieni, zaostrzy styl kampanii prezydenckiej i rzeczywiście zmieniła…

– Szczególnie w drugiej turze widzimy, że kampania stała się bardzo agresywna, a to m.in. za sprawą mediów polskojęzycznych, a przede wszystkim prasy wydawanej przez koncerny niemieckie. To, co obserwujemy, to bezpardonowa brudna kampania. Mamy manipulacje obrazem, słowem, nie liczą się fakty, ale jest ukierunkowanie i odwoływanie się do emocji. Trzeba też powiedzieć, że jest to efekt niezrealizowanych przez obóz rządowy zapowiedzi o repolonizacji mediów.    

Do czego prowadzi agresja w polityce, agresja, której wydaje się nie dostrzegać Rafał Trzaskowski?

– Ze strony sztabu Rafała Trzaskowskiego mamy do czynienia z przekraczaniem kolejnych norm reklamy negatywnej. Jej celem jest zdyskredytowanie przeciwników politycznych podczas kampanii. Najczęściej wykorzystuje się do tego pojęcie strachu, ale na Zachodzie są przestrzegane pewne zasady, których w Polsce nie widać. W Stanach Zjednoczonych reklama negatywna nie może zawierać, podawać nieprawdziwych faktów, tymczasem w Polsce mamy do czynienia nie tylko z niszczeniem bannerów, plakatów, wykorzystywaniem billboardów do czarnego PR-u, ale przypisywaniem czegoś, co nie ma miejsca. Jest to zatem wkraczanie w obszar, gdzie naruszone jest prawo.

Z czym de facto mamy do czynienia?

– Z niszczeniem autorytetu Prezydenta RP. Niezależnie, kto zostaje prezydentem RP – wybranym większością głosów obywateli polskich, to reprezentuje on majestat Rzeczypospolitej, dlatego poszanowanie godności osobistej należy się każdemu prezydentowi, ale także kandydatowi ubiegającemu się o najwyższy urząd w państwie. Zatem taka brudna kampania, takie oszczerstwa, które są formułowane – w tym przypadku pod adresem prezydenta Andrzeja Dudy, przez polskojęzyczne media, przez prasę kontrolowaną i wydawaną przez koncerny niemieckie czy niemiecko-szwajcarskie godzą w wizerunek państwa polskiego. Obok obniżenia poziomu kultury politycznej, dyskursu politycznego, mamy również do czynienia z osłabianiem państwa polskiego.

To już siódma kampania prezydencka po 1990 roku, ale o ile wcześniej wyścigowi towarzyszyły emocje, burzliwe dyskusje, to takiej agresji nie było…

– Owszem, na przestrzeni lat były emocje, zabiegi socjotechniczne, ale wszystko na ogół mieściło się w ramach rywalizacji politycznej. Mieliśmy straszaki w postaci „czarnej teczki” stosowane przez Stana Tymińskiego wobec Lecha Wałęsy w 1990 roku, czy stosowanie sugestii lub informacji o związkach różnych kandydatów z bezpieką, zresztą związkach prawdziwych, ale to wszystko mieściło się w jakichś kanonach polemiki wyborczej. Natomiast w tej chwili mamy próbę zdyskredytowania już nie tylko nie tylko osób, ale wręcz obrażaniem ich godności, ale także poniżaniem instytucji państwowych, co godzi w wizerunek państwa polskiego.

Ile warte są słowa Trzaskowskiego, który tak wiele mówi o wspólnocie, a nie widzi problemu w konfrontacyjnym zachowaniu członka swojego sztabu, który agresję przejawia także wobec sympatyków PiS-u…?

– To jest nic innego, jak świadoma próba budowania swojego poparcia na podziale, wręcz wrogości nie tylko do przeciwników politycznych, ale także wobec wyborców – Polaków, obywateli, którzy mają inną wizję Polski niż tę, którą prezentuje Rafał Trzaskowski. Mamy tu do czynienia z jednostronnym występowaniem zjawiska agresji. Owszem, pojawiały się pojedyncze, epizodyczne akcje przeciwko kandydatom Platformy, ale jeśli już, to miały one charakter zupełnie incydentalny. Jest zrozumiałe, że ludzie, często prowokowani różnie reagują, tutaj natomiast mamy do czynienia nie tylko z reakcją poszczególnych jednostek, ale z systemową akcją Platformy. Akcje te przybierają postać działań bojówkarskich organizowanych przez zwolenników tej formacji np. przez tzw. Komitet Obrony Demokracji czy inne grupy, ale w tym przypadku – na pierwszej linii agresji niewerbalnej są już nie tylko sympatycy, ale posłowie Platformy, co więcej to posłowie, którzy są niejako twarzą tej formacji. Sądzę, że jest to zatem przekaz bardzo cyniczny, chamski, bynajmniej nie spontaniczny, ale kontrolowany, który jest kierowany do wyborców Platformy. Przekaz ten ma inspirować, bądź też kształtować określone postawy agresji, co rozbija kompletnie poczucie wspólnoty narodowej. Odbiera to zupełnie próby racjonalnego oglądu rzeczywistości, oceny programowej, dąży do spięcia. Nie ulega wątpliwości, że Polacy tak jak inne nacje są podzieleni w swoich poglądach, w swoich wyborach politycznych i jest to coś naturalnego, ale tylko wtedy, jeśli mieści się w określonych ramach zdrowej rywalizacji i nie godzi w interes państwowy. Natomiast tutaj mamy do czynienia z próbą ingerencji propagandowej ze strony Niemiec czy też niemieckich mediów. Można zatem powiedzieć, że działania inspirowane przez Platformę są bardzo szkodliwe dla kultury politycznej, postaw obywatelskich, ale też przekraczają normy, godząc w interes państwa polskiego.

Media są narzędziem wywierania wpływu na politykę, ale czy powinniśmy pozwalać, aby zagraniczne media mieszały w polskiej polityce i próbowały wpływać na wynik wyborów prezydenckich?

– Ta sytuacja jest wynikiem zaniechań ze strony obozu rządowego. Od kilku lat mówi się o repolonizacji mediów, wiemy, że zdecydowana większość dzienników – także prasa lokalna we wszystkich regionach Polski, która kształtuje poglądy obywateli, w dużym stopniu jest wydawana przez koncerny zagraniczne. Przykładem jest chociażby niemiecko-szwajcarski koncern Axel Springer, wydający jeden z tabloidów, który ostatnio aktywnie włączył się w kampanię dyskredytacji prezydenta Andrzeja Dudy i wspiera kampanię Rafała Trzaskowskiego. Zatem mamy sytuację nie do przyjęcia, ale będącą efektem zaniechań.

Czy taka sytuacja byłaby możliwa w innych kraju zachodniej Europy?

– Z całą pewnością nie. Weźmy chociażby Francję, i cokolwiek by nie powiedzieć o tym kraju, który przeżywa rozmaite kryzysy, ale klasa polityczna francuska – niezależnie od poglądów – dba jednak oto, żeby czynniki zewnętrzne (np. niemieckie) nie miały wpływu na media. Zatem taka sytuacja, jaka ma miejsce w Polsce, byłaby we Francji wręcz niemożliwa, niewyobrażalna. Dlatego nie powinniśmy się dłużej godzić na takie traktowanie i czas najwyższy, żeby podjąć określone działania. Natomiast póki co trzeba uświadamiać, mówić Polakom, kto jest właścicielem wielu popularnych w naszym kraju mediów czy to stacji telewizyjnych, radiowych czy wielu tytułów prasowych.

Takie zachowanie niemieckich mediów wyraźnie pokazuje, kogo Berlin widzi przy władzy w Polsce zarówno jeśli chodzi o rząd, jak i na urzędzie prezydenta RP. Kto, dbając o wizerunek Polski, przeszkadza interesom niemieckim?   

– Od dłuższego czasu sytuacja w Polsce jest nie tylko komentowana w niemieckich mediach, co więcej, jest kreowana rzeczywistość. Przykładem jest wcześniejsze wspieranie Platformy, także różnych działań Donalda Tuska czy wręcz ingerencje w wewnętrzne sprawy Polski ze strony mediów niemieckich. To tylko potwierdza, że Berlin jest głównym ośrodkiem zewnętrznym, który stara się i chce wpływać na sytuację wewnętrzną w Polsce. Jeśli chodzi o Polskę, to tego typu próby ingerowania w sprawy niemieckie nigdy nie miały miejsca. W Polsce działania zagranicy – w tej chwili – przybrały rozmiary akcji bardzo destrukcyjnej, pokazywania rzekomego chaosu, dyskredytowania polskich władz państwowych. Mają one za cel pokazanie opinii międzynarodowej obrazu Polski w nieprawdziwym świetle.

               Dziękuję za rozmowę.            

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl