Jak zmieniła się sytuacja bezpieczeństwa militarnego Polski w ciągu ostatnich 5 lat?
– Przede wszystkim doszło do wzmocnienia NATO na flance wschodniej, także wskutek decyzji, które zapadły w 2016 roku podczas szczytu Paktu Północnoatlantyckiego w Warszawie. Kluczowe w tym względzie było zbudowanie wyjątkowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, naszym głównym sojusznikiem w zakresie bezpieczeństwa militarnego. Prezydenci Polski i Stanów Zjednoczonych Andrzej Duda i Donald Trump wspólnie zadeklarowali w ubiegłym roku zwiększenie liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce. A podczas ostatniego spotkania w Waszyngtonie rozmawiali o jeszcze dodatkowym jej zwiększeniu.
Jeśli chodzi o budowanie naszej narodowej siły militarnej, to z inicjatywy prezydenta ustawowo zwiększamy budżet obronny do 2,5 proc. PKB, przeprowadziliśmy reformę systemu dowodzenia. Przy silnym wsparciu prezydenckim powstał nowy rodzaj sił zbrojnych – Wojska Obrony Terytorialnej, liczące dziś ponad 25 tys. żołnierzy. Wprowadziliśmy nową politykę ćwiczeń zwiększających mobilność wojskową czy współdziałanie z wojskami sojuszniczymi. Zwiększeniu sprawności naszej armii towarzyszy modernizacja wojska – zakup sprzętu i inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy. W tej ostatniej sferze jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, przede wszystkim dlatego, że zaniedbania są wieloletnie.
O jakiej pozycji Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim możemy mówić?
– W sytuacji, kiedy dochodzi do pewnych napięć na linii USA-Europa, Polska dzięki specjalnym relacjom ze Stanami Zjednoczonymi, polityce prowadzonej przez pana prezydenta Andrzeja Dudę i rząd jest krajem, który ma szczególne możliwości budowania więzi transatlantyckich. Wynikają one także z silnej pozycji regionalnej Polski. Polska jest jednym z wiodących państw tzw. Dziewiątki Bukaresztańskiej grupującej państwa wschodniej flanki NATO, ale też istotna jest w tym względzie regionalna rola Polski w innych wymiarach – takich jak Grupa Wyszehradzka czy inicjatywa Trójmorza. Uważam, że przez ostanie 5 lat, w sytuacji dużej niepewności i rozchwiania również na naszym kontynencie, Polska nie tylko zachowała, ale i wzmocniła swoją pozycję. Wiem, że towarzyszą temu różnice zdań, a nawet spory między partnerami w UE, ale to rzeczy naturalne dla tego rodzaju procesów. Jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, to choćby Niemcy czy Francja postrzegają nas jako silnego partnera, bez którego trudno sobie wyobrazić układanie jakiegokolwiek ładu, zwłaszcza w tym wymiarze.
Jeśli chodzi o wzmacnianie naszego bezpieczeństwa, to ważna jest dobra współpraca rządu i prezydenta.
– Wiele projektów realizowanych w dziedzinie obronności, dotyczących np. zwiększenia obecności amerykańskiej w Polsce czy modernizacji technicznej, może być sprawnie realizowanych wyłącznie przy bardzo ścisłej współpracy prezydenta z rządem. Prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że rozpoczęte już projekty, w tym dokończenie reformy systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi, ustawa o zarządzaniu bezpieczeństwem narodowym, ustawa o obronie cywilnej kraju, program modernizacji technicznej, zostaną dokończone. Wszystkie zrealizowane już działania były możliwe dzięki bliskiej współpracy prezydenta i rządu wynikającej ze wspólnych korzeni politycznych i ideowych, ale także z wypracowanych procedur kontaktów, obyczaju współdziałania, który się wykształcił w ciągu tych 5 lat. Nieraz były w tym czasie różnice zdań czy też wizji na niektóre sprawy pomiędzy prezydentem i rządem, czy też BBN i MON. Ale zawsze towarzyszyła temu dyskusja, która nigdy nie była destrukcyjną konfrontacją. I zawsze prowadziła do wypracowania rozwiązań wzmacniających bezpieczeństwo naszego kraju. Najlepszym tego wyrazem jest zatwierdzona 12 maja przez prezydenta Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP, przy której ściśle współpracowaliśmy z rządem.
Jakie znaczenie dla bezpieczeństwa Polski miała ostatnia wizyta prezydenta Dudy w Stanach Zjednoczonych?
– Po pierwsze, wzmacnia ona pozycję Polski w dłuższej perspektywie, wykraczającej poza pierwsze kadencje obu prezydentów. Bo również przeciwnicy polityczni prezydenta Trumpa w Stanach Zjednoczonych nie kontestują znaczenia dobrych relacji z Polską, znaczenia naszego kraju dla polityki Stanów Zjednoczonych i mają podobną – jak rządząca administracja – ocenę, jeśli chodzi o zagrożenie płynące np. ze strony Rosji. A po drugie, podkreśla szczególną rolę naszego kraju. Prezydent Andrzej Duda był pierwszą głową państwa, która spotkała się z prezydentem Donaldem Trumpem po ogłoszeniu pandemii. I występował również w imieniu państw europejskich. Podjęcie pewnych tematów konsultował bowiem z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Reprezentował kraje – czemu dał wyraz w wystąpieniu do mediów – które chcą, żeby Amerykanie nie zmniejszali swojej wojskowej obecności w Europie. Ta wizyta miała też pewien wymiar symboliczny. Odbywała się bowiem w dniu parady zwycięstwa w Moskwie. Konkretnych rezultatów wizyty spodziewajmy się w ciągu najbliższych tygodni w postaci umów, jakie zostaną uzgodnione już na poziomie ministrów obrony. W tym także ustaleń w sprawie zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce.
Czy te ustalenia oznaczają konsumowanie uzgodnień obu prezydentów w tej sprawie z zeszłego roku?
– Rozmowy wykraczały poza ustalenia podjęte w zeszłym roku. Wówczas mówiliśmy o tysiącu żołnierzy, a teraz była mowa o zwiększeniu tej liczby. Zabiegaliśmy o to. Przy czym nie wiązaliśmy tego z kwestią wycofania części wojsk amerykańskich z Niemiec. Za wcześnie jest jeszcze mówić o ustaleniach. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce opinia publiczna będzie mogła poznać szczegóły.
Rafał Trzaskowski pytał publicznie prezydenta Dudę, po co w ogóle do Stanów Zjednoczonych leci, a przewodniczący PO Borys Budka na antenie jednej ze stacji radiowych wyrażał obawę, czy aby prezydent nie podjął jakichś zobowiązań, które Trzaskowski po objęciu urzędu prezydenta „będzie musiał honorować”…
– Pojawiały się również sugestie, nieodpowiadające prawdzie, że rozmowy miały dotyczyć rozmieszczenia broni nuklearnej w Polsce. Wydawało się do tej pory, że wszystkie największe siły polityczne w Polsce zgadzały się z tą proatlantycką linią polityki realizowaną z dużym powodzeniem przez obecnie rządzących, czy z mniejszym – przez poprzedników. Słowa, zwłaszcza pana Budki, sugerowałyby, że Rafał Trzaskowski mógłby tę linię kwestionować, co też budzi moje zdziwienie.
Jakie ustalenia z prezydentem Stanów Zjednoczonych mogłyby nie podobać się Rafałowi Trzaskowskiemu?
– To pozostaje zagadką. Obecność Amerykanów w Polsce? Współpraca naukowa, zwłaszcza dotycząca prac nad lekiem przeciwko koronawirusowi? Czy może zbieżne stanowisko Polski i Stanów Zjednoczonych w kwestii Nord Stream II? Budowanie więzi Europy ze Stanami Zjednoczonymi nie było dotychczas kwestionowane.
NATO niedawno ogłosiło zgodę na plany obronne dla Polski i państw bałtyckich. Co ta decyzja oznacza?
– Są to plany stopniowej odpowiedzi. Jeżeli nastąpiłby jakiś kryzys, zagrożenie, to – upraszczając – aby na nie odpowiedzieć, nie będą potrzebne polityczne debaty, tylko nastąpi pewien automatyzm działania. Co więcej, w tych planach są wskazane siły i środki przeznaczone do użycia, jeśli zagrożenie będzie narastało. W naszym założeniu plany mają pełnić rolę odstraszającą. Zakładamy, że fakt istnienia planów i demonstracja, że one działają – chociażby poprzez prowadzone ćwiczenia, będą odstraszały potencjalnego przeciwnika od podjęcia w stosunku do nas agresywnych kroków.
Podpisana ostatnio przez prezydenta Andrzeja Dudę Strategia Bezpieczeństwa Narodowego szeroko traktuje kwestię cyberbezpieczeństwa. Czy jest to taki obszar, w którym czyha na nas jakieś szczególne zagrożenie?
– Z pewnością. Już sama pandemia koronawirusa, która wymusiła na nas zdalne komunikowanie się, pozwoliła jeszcze bardziej uzmysłowić rządzącym, jak jest to wrażliwa sfera i w jak dużym stopniu brak odpowiednich zabezpieczeń w tym wymiarze może być katastrofą dla funkcjonowania państwa czy społeczeństwa w ogóle. Do tej pory mówiliśmy przede wszystkim o bezpieczeństwie na lądzie, wodzie i w powietrzu. Teraz dochodzi kolejny wymiar – cyberbezpieczeństwa. Na co dzień podstawową kwestią w tym wymiarze jest problem agresji informacyjnej, dezinformacji. Ale również istotna jest sprawa realnego zabezpieczenia sieci przed wyłączeniem czy zniszczeniem. Wyobraźmy sobie, że mamy zinformatyzowany system dostawy ciepła i raptem zostaje on wyłączony. Przyszła agresja może polegać nie na fizycznym zniszczeniu obiektów, ale na zniszczeniu czy sparaliżowaniu działania sieci warunkującej funkcjonowanie np. lotnisk czy sieci sterującej dostawami energii elektrycznej. W kwestii cyberbezpieczeństwa ciągle jesteśmy na początku drogi. I w tym względzie wiele jeszcze przed nami do zrobienia.

