Andrzej Duda wygrywa wybory prezydenckie z przewagą ponad 2 proc., w dodatku przy bardzo wysokiej frekwencji 68,18 proc. To silny mandat?
– Tak. Tym bardziej, że uzyskany przy tak dużej frekwencji. Przeciwnikom politycznym trudno będzie twierdzć, że wybory były zafałszowane przez niską frekwencję, a tak mówionoby, gdyby wybory odbyły się w maju. Z drugiej strony, prezydent Andrzej Duda ma silny mandat w relacji do partii rządzącej. Gdyby ten wybór dokonał się przy niskiej frekwencji, to prezydent byłby o wiele bardziej zależny od swojej macierzystej partii ze względu na ataki zewnętrzne. Natomiast w tej sytuacji prezydent ma silny mandat do prowadzenia polityki przez pięć lat kolejnej kadencji.
Czy przewaga 2,06 proc., zważając na dokonania Andrzeja Dudy i obozu rządzącego, może budzić niedosyt. Pytam o to w kontekście wyniku rywala, bo przecież Rafał Trzaskowski nie ma żadnych osiągnięć, a wynik, jaki osiągnął, jest tylko nieznacznie gorszy. O czym to świadczy?
– Przede wszystkim o tym, że opozycja totalna i Rafał Trzaskowski mają potężną przewagę medialną. Mam tu na myśli nie tylko radio, telewizję czy prasę, ale także media społecznościowe. Kandydat Koalicji Obywatelskiej i obóz, jaki za nim stoi, jest wspierany przez zagranicę, która w polskim rynku medialnym potężny udział. I w tym względzie, w tej przestrzeni była potężna dysproporcja i brak równowagi. Po drugie, widać wyraźnie, że w Polsce mamy do czynienia z przemianami kulturowymi, co sprawia, że nie racjonalność, ale w dużej mierze emocje decydują – szczególnie w młodym, chociaż nie tylko w młodym pokoleniu. Po trzecie, jest pewna, nowa rzeczywistość po koronawirusie i Polska mimo pewnych doświadczeń w niektórych branżach, jak hotelarstwo, restauratorzy w sposób bardzo łagodny przechodzi kryzys gospodarczy wywołany pandemią. Być może, ci ludzie próbowali odreagować przy urnach. Wreszcie niektórzy uwierzyli, że prezydent wywodzący się z innej niż rządząca opcji, będzie kontrolował władzę. Jednak nie zdawali sobie sprawy, że niosłoby to wręcz niewyobrażalne zagrożenie i chaos w strukturach władzy, rozhuśtanie państwa w momentach zagrożeń i wyzwań, jakie przed nami stoją.
Czy PiS również nie powinien mieć sobie czegoś do zarzucenia?
– Owszem PiS przez ostatnie pięć lat nie ustrzegł się błędów chociażby różnych lokalnych działaczy, którzy swoją partyjnością zrazili część osób do tego bloku i to wszystko się zsumowało. Natomiast nie ulega wątpliwości, że kandydat Koalicji Obywatelskiej został wyciągnięty niejako z kapelusza. Rafał Trzaskowski kojarzy się raczej z awarią Oczyszczalni Ścieków „Czajka” w Warszawie, z deklaracją LGBT, którą podpisał tuż po objęciu urzędu Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy, emocjami i anty-PiS-em. Pomimo to otrzymał ogromne poparcie.
Z czego to wynika?
– Mamy starcie świata rzeczywistego ze światem wirtualnym, co pokazuje, że coraz więcej ludzi żyje światem emocji, światem wirtualnym, a nie potrafi czytać rzeczywistości. Tak naprawdę ciężko jest znaleźć mocny argument przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie, bo to, że współpracuje z rządem nie jest zarzutem a wprost przeciwnie. Zważając na nasz ustrój, prezydent musi współpracować z rządem dla dobra państwa, a nie rząd zwalczać, bo takie państwo byłoby niestabilne.
O ile prezydent Andrzej Duda w pierwszych słowach dziękował wyborcom, także swojemu kontrkandydatowi za walkę, gratulując mu wyniku, to Trzaskowski dopiero wczoraj dość lakonicznie pogratulował wygranej Andrzejowi Dudzie. Mamy zachętę prezydenta, by zasypać podziały, a czego możemy się spodziewać z drugiej strony?
– W wieczór wyborczy rzeczywiście zabrakło gratulacji ze strony Rafała Trzaskowskiego, który wyraźnie skupiony był na sobie. Zresztą całą swoją kampanię budował na negatywnej, anty-PiS-owskiej emocji, więc tym bardziej było mu trudno.
Ale kampania się skończyła…
– To prawda, że kampania prezydencka za nami, ale emocje nie opadły. Po pierwsze, po stronie opozycji i samego Rafała Trzaskowskiego jest ogromne rozczarowanie, po drugie jeśli się cały czas powtarza negatywne przekazy, jeśli się prowadzi negatywną narrację, to samemu można w to uwierzyć. To jest totalna opozycja, której bardzo trudno jest wyciągnąć rękę do zgody, i to jest obraz, z jakim mamy do czynienia w sensie politycznym. Dodajmy jeszcze, że na wieczorze wyborczym Rafała Trzaskowskiego – kandydata na prezydenta RP nie było ani jednej polskiej, biało-czerwonej flagi. To świadczy, że ten obóz można śmiało nazwać obozem kosmopolitycznym, obozem wspieranym przez zagranicę, kumulującym różne trendy ideologiczne, rewolucyjne, a zarazem emocje określane jako anty-PiS.
Rafał Trzaskowski mimo zaproszenia prezydenta Dudy nie przybył na spotkanie do Pałacu Prezydenckiego. Czy to oznacza, że wciąż jest zakładnikiem swojego obozu politycznego?
– Jeśli odpowiedziałby pozytywnie, to oznaczałoby nie tyle pojednanie na szczytach władzy, co wysłanie sygnału, żeby – jak to ujął prezydent Andrzej Duda – pojednał się elektorat, podzielone rodziny, przyjaciele, znajomi, żeby zasypać podziały. Taka zgoda narodowa jest oczywiście potrzebna, bo jak wspomniałem wcześniej spór w kampanii był raczej emocjonalny, a nie racjonalny, bo wojna polsko-polska nikomu nie służy. I w tym kontekście symbol podania sobie ręki byłby ważny zwłaszcza, że Andrzej Duda wchodzi w drugą kadencję, kadencję niezależną i misję jednania Narodu, co może skutecznie zrealizować. Widać jednak, że siłom politycznym – totalnej opozycji niespecjalnie na tym zależy, bo skoro uwierzyli we własną propagandę, to Rafał Trzaskowski nie był w stanie emocjonalnie wykonać takiego pojednawczego gestu.
Szerokim echem podczas wieczoru wyborczego odbiły się wystąpienia pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy i apel Kingi Dudy o wzajemny szacunek. Odbudowanie wspólnoty narodowej, ponad podziałami jest możliwe?
– W sensie emocjonalnym owszem jest to możliwe, bo kto za jakiś czas będzie pamiętał o wyborach, natomiast w sensie realnym, intelektualnym jest problem. Jesteśmy w tej chwili w chaosie kulturowo-cywilizacyjnym, toczy się realna wojna kulturowa, a jeśli tak, to coraz więcej nas Polaków zaczyna różnić w sensie rzeczywistym. Dlatego jest potrzebny gigantyczny wysiłek, aby sklejać Naród w tej tradycji narodowej, polskiej, tym samym osłabiając postęp zachodniego kosmopolityzmu.
Wczoraj, tuż po ogłoszeniu przez PKW oficjalnych wyników prezydent Duda udał się na Jasną Górę. Czy można to odczytać jako sygnał, w jakim kierunku będzie szła prezydentura. O jakie wartości prezydent zamierza oprzeć drugą kadencję?
– Przede wszystkim należy czytać to jako akt religijny. Podobnie prezydent Andrzej Duda postąpił po wyborze na pierwszą kadencję, zawierzając Polskę i swoją służbę Matce Bożej Częstochowskiej, Królowej Polski. To ważna tradycja, która sięga w głąb historii, kiedy polscy królowie zawierzali Ojczyznę Bogu przez Matkę Najświętszą. Ma to zatem nade wszystko wymiar duchowy i wydaje się, że Andrzej Duda, co zresztą deklarował podczas kampanii wyborczej, jest świadom swojej roli w walce o utrzymanie tożsamości religijnej Narodu, tożsamości moralnej, kulturowej.
W pierwszą zagraniczną wizytę prezydent uda się jesienią, prawdopodobnie we wrześniu do Watykanu. Co oznacza ten wybór?
– Jedni jadą do Brukseli czy wybierają Berlin jako swoją pierwszą wizytę, a inni przywódcy udają się do Watykanu. To jest sygnał niejako konsekwencja zawierzenia prezydentury Andrzeja Dudy i Polski Matce Bożej, czyli pokazanie, że Andrzej Duda chce przejść do historii nie tylko jako polityk, ale również jako prezydent – człowiek wiary. Ta wizyta będzie miała miejsce w roku stulecia Bitwy Warszawskiej, co świadczy, że taka sama bitwa, tyle że w wymiarze kulturowym, duchowym odbywa się dzisiaj i bez zawierzenia duchowego i wskazania, gdzie są źródła, gdzie są korzenie naszej kultury, naszej tożsamości narodowej, trudno będzie ją wygrać. To jest jasny sygnał wysłany nie tylko do jego zwolenników prezydenta, ale także do jego przeciwników. Ponadto obchodzimy Rok św. Jana Pawła II, rok setnej rocznicy urodzin Karola Wojtyły. Miała się odbyć Narodowa Pielgrzymka do Grobu św. Jana Pawła II, co pokrzyżowała pandemia koronawirusa. Teraz w imieniu Narodu hołd Papieżowi Polakowi odda prezydent RP. Ojciec Święty Jan Paweł wyrastał z narodowej tożsamości i prezydent Duda chce się w tym zakorzenić, oddając hołd Największemu z Rodu Polaków. Przyznam, że nie przypominam sobie prezydenta, przywódcy w świecie, a na pewno w Europie, który w ten sposób – zachowywał się po wyborach. Myślę, że wybór, jakiego dokonaliśmy w niedzielę 12 lipca, będzie rzutował na przyszłość Polski.
Dziękuję za rozmowę.

